Robert Lewandowski – polski dynamit!

Maszyna do zdobywania bramek działa w najlepsze. Jannik Vestergaard i Andreas Christensen mogą tylko oglądać plecy Roberta Lewandowskiego, który za moment trafi na 3-0. Fot. PAP
Maszyna do zdobywania bramek działa w najlepsze. Jannik Vestergaard i Andreas Christensen mogą tylko oglądać plecy Roberta Lewandowskiego, który za moment trafi na 3-0. Fot. PAP

REPREZENTACJA. ELIMINACJE MŚ 2018. Dramat Arkadiusza Milika – napastnika biało-czerwonych czeka operacja i miesiące żmudnej rehabilitacji.

– Robert Lewandowski. Ten piłkarz stanowił różnicę między Polską a Danią – norweski trener gości Age Hareide powiedział jedynie to, co dostrzegli wszyscy oglądający sobotnie spotkanie. Kapitan strzelił trzy bramki i poprowadził biało-czerwonych do pierwszego zwycięstwa w eliminacjach mundialu.

24 lata temu Duńczycy zostali mistrzami Europy i napisali jeden z najbarwniejszych rozdziałów w historii piłki nożnej. Zawodnicy docierali na turniej do Szwecji z plaż, gdzie odpoczywali po trudach sezonu. Zajęli miejsce Jugosławii, objętej sankcjami z powodu wojny na Bałkanach. Od tamtej pory Brian Laudrup, Peter Schmeichel i Kim Vilfort w swoim kraju zyskali status nieśmiertelnych. Media nazwały drużynę „Duńskim dynamitem”, a o tym jak wysadził on w powietrze Holendrów i Niemców nakręcono dziesiątki filmów. W sobotę na Stadionie Narodowym w Warszawie przybyszów ze Skandynawii rozbroił jeden facet – Robert Lewandowski.

Buty siedmiomilowe
Niby wszyscy to wiemy, ale po sobotnich wydarzeniach raz jeszcze powtórzmy: bez napastnika Bayernu Monachium polska kadra nie istnieje. „Lewy” biega, walczy, motywuje partnerów, a dla przeciwników bywa bezlitosny. Czasem wydaje się, że jest wszędzie. Że wystarczą mu trzy kroki, by dostać się z obrony do ataku i z powrotem. Zupełnie jakby biegał w siedmiomilowych butach, a nie jaskrawopomarańczowych pantoflach stworzonych z ultralekkiego materiału. To już nie ten Lewandowski, który irytował nieporadnością w polu karnym przeciwnika. Jak wyliczył sport.pl, wychowanek Varsovii w 25 meczach za kadencji Adama Nawałki zdobył 21 bramek i zaliczył 6 asyst. To lepiej od Cristiano Ronaldo w reprezentacji Portugalii (18 goli i 5 asyst) i Lionela Messiego w Argentynie (14 trafień i 10 otwierających podań).

– Co miał wypisane na koszulce Lewandowski, gdy uciekał naszym obrońcom? „Dziękuję i do widzenia” – gorzko konstatuje duński dziennik „BT”. Zawodnicy gości dopatrywali się nawet nieczystych zagrań ze strony „Lewego”. Bramkarz Kasper Schmeichel skarżył się sędziemu, iż Polak nieprawidłowo wykonał karnego, zatrzymując się przed kopnięciem piłki. – To, że ktoś tupie w podłogę, nie zmienia faktu, iż karny był wykonany zgodnie z przepisami – wzruszył ramionami Lewandowski, który próbował w tym spotkaniu oszukać arbitra w inny sposób. W zamieszaniu w „szesnastce” przełożył piłkę ręką, kopnął w stronę bramki, gdzie Jakub Błaszczykowski wpakował ją do siatki. Gianluca Rocchi gola nie uznał, a Lewandowskiego oszczędził. Ten musi jednak uważać we wtorkowym meczu z Armenią, bo żółta kartka wykluczy go z dużo poważniejszego sprawdzianu z Rumunią.

Neapol płacze i pociesza
Biało-czerwoni mieli dużo szczęścia. Prowadzili wyżej, niż na inaugurację, ale znów wyciągnęli dłoń w kierunku rywala. W prosty sposób stracili dwa gole i musieli do końca drżeć o wynik. Gdyby powtórzyła się historia z Astany, znaleźlibyśmy się w arcytrudnym położeniu. Rumunia i Czarnogóra wysoko wygrały swoje spotkania i wygląda na to, że „polska” grupa będzie bardziej wyrównana, niż początkowo sądziliśmy.

Co zapamiętamy z meczu z Danią, oprócz popisów „Lewego”? Kuriozalnego samobója Kamila Glika, kilka sprintów Kamila Grosickiego zakończonych celnym podaniem i – chciałoby się krzyknąć: nareszcie! – Piotra Zielińskiego jakiego znamy z Serie A i treningowych „gierek”, gdzie ponoć wyczynia cuda z piłką. Duńczycy chwalili również Grzegorza Krychowiaka, który tak skwapliwie uprzykrzył życie gwiazdorowi Tottenhamu Christianowi Eriksenowi, że ten po prostu znikł z radarów.

Niestety, zapamiętamy też kontuzję Arkadiusza Milika, który po starciu z Jannikiem Vestergaardem doznał naderwania wiązadeł w kolanie. W Neapolu dramat Milika był w niedzielę tematem nr 1. Dziennikarze „Il Mattino” podali, że Polak już w poniedziałek trafi pod nóż znanego profesora Pierpaolo Marianego i pocieszają napastnika Napoli, że przerwa nie musi trwać aż 4 miesiące. – Lorenzo Insigne wrócił szybciej – przypominają.

Z niewyleczonym urazem od miesięcy na boisko wychodzi Glik, który nie chciał się jednak zasłaniać tym, iż gra na środkach przeciwbólowych. – To nie był mój najlepszy mecz – przyznał po spotkaniu z Danią stoper biało-czerwonych. – Samobój? Cóż, ostatnio lubię strzelać, a bramka była przecież urodziwa – nie tracił dystansu do tego, co się wydarzyło na początku II połowy.

POLSKA 3
DANIA 2
(2-0)
1-0 Lewandowski (20.), 2-0 Lewandowski (36. – karny), 3-0 Lewandowski (47.), 3-1 Glik (49. – samob.), 3-2 Poulsen (69.)
POLSKA
: Fabiański – Piszczek, Cionek, Glik, Jędrzejczyk – Krychowiak, Zieliński, Błaszczykowski (89. Peszko), Grosicki (74. Rybus) – Milik (46. Linetty), Lewandowski.
DANIA
: Schmeichel – Ankersen, Kjaer, Christensen, Vestergaard (82. Delaney), Durmisi – Hojbjerg, Kvist – Eriksen, Fischer (75. Sisto) – Jorgensen (46. Poulsen).
Sędziował
: Gianluca Rocchi (Włochy). Żółte kartki: Cionek – Schmeichel, Eriksen. Widzów 56 811.

Tomasz Szeliga, Warszawa

Leave a Reply

Your email address will not be published.