
Coraz więcej seniorów, zamiast odpoczywać na zasłużonej emeryturze, dźwiga ciężar wychowania własnych wnuków. Ciężar wychowawczy i finansowy.
Tysiące babć i dziadków ponownie wcieliły się w rolę rodziców. Dzieci, które odchowali ponad 20-30 lat temu, wyjechały za granicę do pracy lub harują w Polsce od świtu do nocy i nie mają czasu na opiekę nad własnymi dziećmi. Jak dają sobie radę? Czy się skarżą? Czy dzieci i wnuki odwdzięczą im się za ten wysiłek?
Za pracą wyjechało z Polski w ostatnich latach ponad 2 miliony Polaków, głównie do Wielkiej Brytanii, Niemiec i Norwegii. W Polsce, ci którzy pracę mają, pilnują jej jak mogą i godzą się na pełną dyspozycyjność, pracę po godzinach i jak trzeba także w weekendy. Czy tego chcą, czy nie, pracy poświęcają większą część swojego życia. Dla rodziny, a przede wszystkim dzieci, czasu po prostu nie ma, albo jest go bardzo niewiele.
Sieroty Europy
Eurosieroty, czyli dzieci, których przynajmniej jeden rodzic wyjechał za granicę w celach zarobkowych, pozostają najczęściej pod opieką drugiego rodzica, dziadków, dalszej rodziny, rodziny zastępczej, a nawet same. Ile jest takich dzieci w całej Polsce? Ostatnie takie kompleksowe liczenie eurosierot odbyło się pod koniec 2008 roku na zlecenie Rzecznika Praw Dziecka. Z danych, które wówczas zebrano wynikało, że dzieci, których jeden lub dwoje rodziców wyemigrowało za granicę w celach zarobkowych, jest ponad 400 tysięcy, a problem ten dotyczy około 110 tysięcy rodzin. W przeliczeniu na procenty, z danych tych wynikało, że co czwarty uczeń w Polsce to eurosierota. W 46 procentach przypadków dzieckiem opiekowali się dziadkowie, w 29 procentach jeden z rodziców, który pozostał w kraju, natomiast nad 7 procentami dzieci pieczę sprawowali krewni lub dorosłe rodzeństwo. W dwóch przypadkach na sto niepełnoletnie dzieci opiekowały się sobą wzajemnie.
Duże zyski, ogromne koszty
Dzięki migracji zarobkowej do Polski płyną ogromne pieniądze od tych, którzy wyjechali do pracy za granicę. Polacy przebywający za granicą przysyłają do kraju, według szacunków Narodowego Banku Polskiego, około 4 mld euro rocznie. Miliardowe transfery z zagranicy wspierają polską gospodarkę i bieżącą konsumpcję polskich rodzin. Od czasu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej emigranci przysłali nad Wisłę już około 150 mld zł. Nie da się ukryć, że dzięki tym pieniądzom rodzinom w kraju żyje się znacznie lepiej. Ale są także złe wieści. Skutki migracji zarobkowej mają drugą stronę medalu.
Tracą coś, czego nie można kupić za żadne pieniądze
Gdy rodzice wyjeżdżają za chlebem, świat dzieci wali się. Nawet jeśli był to świat ubogi w modne zabawki i atrakcyjne wakacje. Rodzice byli właśnie wszystkim, co dzieci miały. Pustki po nich, codziennej nieobecności, już nic nigdy nie zastąpi. Kupowane za zarobione za granicą pieniądze ubrania, zabawki i słodycze pomogą otrzeć łzy. Nie zastąpią jednak wspólnego oglądania bajek, czytania do poduszki, czy grania w piłkę. To samo dotyczy także dzieci rodziców, którzy co prawda nie wyjechali poza granice kraju, ale poświęcają pracy kilkanaście godzin dziennie. Dzieci te, choć mają rodziców i tak czują się tak, jakby były pozostawione same sobie.
Coraz więcej dziadków w przedszkolach
Następstwa emigracji zarobkowej oraz pracy w systemie ponad 8-godzinnym widać jak na dłoni w przedszkolach, gdzie po kilkulatków przychodzi coraz więcej babć i dziadków. Gdy jedno z rodziców pracuje za granicą, a drugie haruje w kraju od świtu do nocy, to na dziadków spada odbieranie wnuków z przedszkola i zapewnienie im opieki do czasu powrotu rodzica z pracy.
– Od dłuższego czasu obserwuję, że liczba babć i dziadków, którzy zaangażowani są w codzienne odbieranie, a nawet przyprowadzanie dzieci do przedszkola, wzrasta – mówi Małgorzata Korczak, dyrektorka Przedszkola nr 13 w Tarnobrzegu. – To taki znak naszych czasów. Rodzice robią co mogą, aby utrzymać swoje rodziny, a że pochłania to bardzo dużo czasu, to dziadkowie są tymi, na których mogą zawsze liczyć. Komu ufają i chętnie powierzają swoje dzieci. Babcie i dziadkowie są zresztą najwspanialsi w tej opiece. Kochają wnuki, nie spieszą się tak jak rodzice, mają nawet czasem lepsze podejście do dzieci niż rodzice. Zdarza się, że gdy są pewne problemy związane z dzieckiem, lepsze rozwiązanie na nie znajdują babcie niż mamy dzieci.
Kochają wnuki i za nie płacą
Małgorzata Korczak przyznaje, że nieraz pyta dziadków, którzy mają pod częstą opieką wnuki, czy jest im ciężko? – Oni się nie skarżą, choć na pewno nieraz woleliby po prostu spokojnie posiedzieć, pooglądać telewizję. Kluczem do tego wysiłku jest po prostu miłość. Kochają wnuki i poświęcają się dla nich, nie żądając nic w zamian. A nieraz nawet dopłacając do tego „interesu”, bo wielu dziadków nie tylko opiekuje się wnukami, ale i reguluje za nie wszystkie płatności w przedszkolu.
Małe dzieci, mały kłopot
Opieka nad przedszkolakami jest o tyle absorbująca, co wdzięczna. Gorzej mają dziadkowie, którym podrzucono wnuki w wieku szkolnym. A tak się dzieje najczęściej. 30- i 40-latkowie chcą się dorobić i „odchowane” dzieci zostawiają rodzicom z zapewnieniem, że wrócą, gdy tylko zarobią na dom, na biznes…
Psychologowie wskazują na występowanie u eurosierot – w młodszym wieku problemów wychowawczych, a w starszym – nieumiejętności odnalezienia się w dorosłym życiu. Wynikają one z roszczeniowej postawy, bo od dzieci bez rodziców niewiele się wymaga. Rozstania osłabiają także więzi rodzinne i społeczne, zanika funkcja wychowawcza rodziny, a w niektórych przypadkach wzrasta drobna przestępczość wśród eurosierot. Z ankiet przeprowadzanych w szkołach wynika, iż obniża się też poziom nauki wśród dzieci rodziców, którzy pracują za granicą, zwiększa się liczba opuszczanych zajęć i obniża samoocena dzieci.
Kto zajmie się dziadkami?
Czy wnukowie wychowywani przez dziadków zajmą się nimi, gdy będą tego potrzebowali? Okaże się za kilka, kilkanaście lat. Obowiązek ten w pierwszej kolejności spoczywa na ich rodzicach. Jeśli ci jednak, ze względów zarobkowych pozostawili swoje małoletnie dzieci, można przypuszczać, że dla zniedołężniałych rodziców będzie im się jeszcze trudniej poświęcić. Wnukowie, gdy dorosną będą zapewne czuć wdzięczność wobec dziadków, ale sami będą chcieli zacząć się dorabiać i nie będą mieć czasu na opiekę nad seniorami. Oby tak nie było. Wiele jednak wskazuje na to, że pokolenie obecnych babć i dziadków, którzy po wychowaniu własnych dzieci wychowali także swoje wnuki, mogą na starość pozostać zupełnie sami. Oby ich miłość, czas i poświęcenie, które inwestowali całe życie w swoje dzieci i wnuki, zaprocentowały im tym, czego inwestujący w dobra materialne nigdy nie wypracują.
Małgorzata Rokoszewska



8 Responses to "Rodzice swoich wnuków"