Rodzina: – Mama nie ukradła pieniędzy z banku!

Punkt kasowy w Husowie, w którym pracowała pani Stanisława. 2 lutego, a więc w dniu śmierci kasjerki, zaczęli się tam zgłaszać ludzie, którzy stracili często oszczędności życia. Fot. Wit Hadło
Punkt kasowy w Husowie, w którym pracowała pani Stanisława. 2 lutego, a więc w dniu śmierci kasjerki, zaczęli się tam zgłaszać ludzie, którzy stracili często oszczędności życia. Fot. Wit Hadło

HUSÓW. Tylko w Super Nowościach najbliższa rodzina kasjerki z Husowa odsłania kulisy ostatnich dni życia pani Stanisławy.

Dziennikarze Super Nowości dotarli do najbliższej rodziny pani Stanisławy – kasjerki z punktu kasowego w Husowie. Odsłonili nam oni kulisy sprawy i przede wszystkim opowiedzieli, jak wyglądał ostatni dzień życia pani Stanisławy, kiedy doszło do bardzo tajemniczej śmierci kobiety. – Przyszliśmy do was, bo to Super Nowości napisały jako pierwsze o tej aferze, a poza tym przedstawiliście tę sprawę najrzetelniej – mówią synowie z żonami pani Stanisławy.

– Przede wszystkim mama nie pracowała sama w tym punkcie kasowym. Była także od czasu do czasu zastępowana i tym samym nie tylko ona przyjmowała pieniądze oraz wypłacała. Podwoziłem ją ostatnimi czasy rano do pracy i widziałem, że w pomieszczeniu punktu kasowego świeciło się, czyli ktoś tam już był. Nie mówimy tego, żeby kogoś oskarżyć, tylko chcemy pokazać, wbrew temu co niektóre media przedstawiały, że ona tam nie przebywała sama i o wszystkim decydowała – mówi syn kasjerki.

Czy tak postępuje człowiek przed śmiercią?
Dość tajemniczo przedstawia się 2 lutego, dzień, kiedy kasjerka zmarła, trzy dni po tym, jak odeszła na emeryturę. Z relacji rodziny wynika, że o godzinie 10.45 syn kasjerki, jej synowa oraz wnuki pojechali do kościoła. Wrócili o godzinie 12 i zaczęli szukać pani Stanisławy. – Nagle zadzwonił do domu telefon, ktoś z banku dzwonił i jej szukał, ktoś inny przyszedł bezpośrednio do domu i także jej szukał. O 12.20 znaleźliśmy babcie nieżywą – mówi jej synowa.

Co ważne, synowa pani Stanisławy przed wyjściem do kościoła gotowała obiad i go nie dokończyła, wychodząc do kościoła, nie dokończyła również prania. Okazało się, że przez godzinę i piętnaście minut pani Stanisława dokończyła obiad, wyłączyła pranie i je rozwiesiła oraz zdążyła odebrać sobie życie. – Czy tak robi ktoś, tuż przed śmiercią, ktoś kto chce sobie świadomie odebrać życie? Jesteśmy przekonani, że nie – mówią zgodnie członkowie rodziny.

Jeden z mieszkańców Husowa mówi nam: – Ona była bardzo honorowa. Ktoś ją musiał zastraszać i może musiała to robić. Może grozili jej śmiercią albo że coś rodzinie zrobią? – zastanawia się.

Prawdopodobnie tuż przed wyjazdem syna i jego żony, do domu zadzwonił telefon – do pani Stanisławy. Kim był tajemniczy człowiek? Co chciał? Co jej powiedział niedługo przed jej śmiercią? Tego na razie nie wiadomo. Żeby było jeszcze ciekawiej, 1,5 tygodnia przed śmiercią kobiety rodzina odbierała w domu kasjerki głuche telefony.

W prokuraturze pytamy, czy śmierć kasjerki była na pewno śmiercią samobójczą? Czy nie ma żadnych wątpliwości? – Nie mamy jeszcze opinii od biegłego, ale po wykonaniu sekcji zwłok i wstępnej ocenie wynika, że kobieta popełniła samobójstwo – mówi Anna Kasprowicz Babiarz, szefowa Prokuratury Rejonowej w Łańcucie. Nie zmienia to jednak faktu, że śledczy będą badać, czy ktoś nie nakłonił kobiety do samobójstwa.

Co się stało z pieniędzmi?
Postanowiliśmy założyć jednak, że kasjerka ukradła ludziom pieniądze. Coś musiała jednak z nimi zrobić. Jak w takim razie żyła pani Stanisława i jej najbliższa rodzina? – Mamy samochody – jeden 11-letni, drugi 12-letni, a trzeci około 20-letni, który już nawet pordzewiał. Zarówno dom, w którym mieszkała mama z bratem i jego rodziną oraz mój dom to budynki bez elewacji, bez ocieplenia, bez podjazdów z kostką brukową itd. To gdzie tu to bogactwo? – pyta się jeden z synów pani Stanisławy.

Zarówno od rodziny, jak i mieszkańców Husowa słyszymy, że kasjerka była osobą z sercem na dłoni, nigdy nikomu złotówki nie zabrała. Podzieliłaby się natomiast ostatnim okruszkiem chleba. – Mama wychowała się w Husowie, znała ludzi od urodzenia, 40 lat przepracowała w tym banku. Ona nie była zdolna nikogo z tych ludzi okraść – mówi syn kasjerki.

Rodzina jednocześnie podkreśla, że nie ma absolutnie nic do ukrycia i są do dyspozycji zarówno policji, jak i prokuratury. – Mogą wszystko sprawdzać, od papierów po prześwietlenie całego naszego życia, bo zależy nam na udowodnieniu, że mama tego nie zrobiła. Jednocześnie chcemy powiedzieć, że w Husowie są wspaniali i cudowni ludzie, cały czas nas wspierają i nic nam nie zarzucają. Mieszkańcy Husowa wykazują wielkie zrozumienie dla całej rodziny – mówi synowa pani Stanisławy.

W piątek rano (6 lutego), gdy rozmawialiśmy z szefową prokuratury w Łańcucie, powiedziała nam, że prokuratura ma 26 zgłoszeń dotyczących zniknięcia pieniędzy z kont banku na łączna kwotę około 650 tys. zł. Po południu tych osób było już 29, a kwota wzrosła do blisko 800 tys. zł. A to nie koniec, bo również w piątek pracownik banku przyniósł doniesienie do prokuratury o kolejnych 9 osobach pokrzywdzonych. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, w następnych dniach mają zgłaszać się kolejne osoby. Wiceprezes banku powiedziała Super Nowościom w piątek, że bank zwróci ludziom pieniądze.

Grzegorz Anton, Anna Moraniec

12 Responses to "Rodzina: – Mama nie ukradła pieniędzy z banku!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.