Rosjanie nas testowali alarmami bombowymi

Fałszywy alarm bombowy dotarł m.in. do Zespołu Szkół w Wysokiej. Fot. Paweł Dubiel

PODKARPACIE. Za maile z informacjami o bombach, które dostały m.in. szkoły w naszym województwie, odpowiadają rosyjskie specsłużby.

– Za fałszywymi alarmami bombowymi podczas ubiegłorocznych matur stoją rosyjskie specsłużby – poinformowało radio RMF FM, powołując się na ustalenia polskich śledczych, którzy badają tę sprawę. – Rosjanie nas testowali, ale jednocześnie budują swój wpływ. Pokazują, co potrafią i to działa też na naszą świadomość. To część wojny hybrydowej – komentuje dr Maciej Milczanowski, ekspert ds. bezpieczeństwa.

Maile z informacjami o bombach rok temu dotarły do prawie 700 szkół w całym kraju. Również do kilkudziesięciu placówek na Podkarpaciu. Wszystkie alarmy były fałszywe. Po kolejnych wiadomościach o podłożonych ładunkach wybuchowych szkoły zostały sprawdzone, zamknięte, zaplombowane, a kilkanaście tysięcy funkcjonariuszy w całym kraju patrolowało nocą szkoły, by egzaminy mogły odbyć się bez zakłóceń.

Już w maju ubiegłego roku mówiono, że alarmy bombowe to zorganizowana akcja, a nie „głupi wybryk”. W Komendzie Głównej Policji powstał specjalny zespół wyjaśniający sprawę. Jedno było pewne – mail wysyłano z Darknetu, czyli ukrytej części Internetu, a schwytanie ich nadawców było niemal niemożliwe.

Element wojny hybrydowej

Według informacji, do których dotarło Radio RMF FM wynika, że badanie treści e-maili z fałszywymi informacjami naprowadziło ekspertów na serwery usytuowane w Sankt Petersburgu. Komunikaty – w kilku wersjach – z alarmami miały się pojawiać na kontach wykorzystywanych przez rosyjskie służby. Moderatorzy mieli namawiać, aby internauci wysyłali je do szkół, w których przeprowadzano matury. Resztę wykonali już nieświadomi, że działają dla Rosjan internauci, którzy zainspirowani rozsyłali fałszywe informacje. Część alarmów wysyłano też z automatycznych kont.

W rozmowie z rozgłośnią były szef Agencji Wywiadu Grzegorz Małecki przyznał, że takie ataki to testowanie polskich systemów cyberobrony. – Rosja opracowuje szereg strategii różnych oddziaływań hybrydowych. Nie oznaczają one agresji skierowanej na jakiś konkretny cel już dziś, ale budowanie mapy strategicznej – gdzie i w jaki sposób można wykorzystać słabości systemu – mówi dr Maciej Milczanowski, ekspert ds. bezpieczeństwa. – Dlatego nie tylko istotne jest dla nich jak łatwo oraz jakimi metodami mogą wywoływać zamieszanie, ale przede wszystkim, co ono powoduje po naszej stronie. Sprawdzają, w jaki sposób reagują nasze siły, czy wykrywają kierunek, z jakiego płynie zagrożenie, albo jak próbują usuwać skutki tych ataków – wylicza.

Mogły też… pomóc w ich namierzeniu. – Służby rosyjskie mogły nawet specjalnie pokazać, że to one za tym stoją, właśnie po to, żeby sprawdzić, co nasze służby i władze z tym zrobią. To podobne do lotów strategicznych Rosjan nad północną Europą albo wynurzania się ich łodzi podwodnych u wybrzeży Szwecji. Chodzi o sprawdzenie reakcji i ich notowanie, po to, żeby móc te informacje wykorzystać, gdyby kiedyś rzeczywiście planowali jakiś atak – tłumaczy.

Dziś wojnę wygrywa się informacją

Doniesienia śledczych są  również ciekawe w kontekście głosów polityków, którzy chcą organizować wybory przez Internet. – Wiemy o wpływach rosyjskich na wybory w Stanach czy Francji. Powinniśmy z tego wnioski wyciągać. Rosja potrafi wykorzystać dziś nowoczesne środki pola walki hybrydowego i my musimy budować naszą odpowiedź. Myśleć o zabezpieczeniach, a dopiero później o wyborach przez Internet – nie ma wątpliwości nasz rozmówca.

– Rosja opracowuje szereg strategii różnych oddziaływań hybrydowych. Nie oznaczają one agresji skierowanej na jakiś konkretny cel już dziś, ale budowanie mapy strategicznej – gdzie i w jaki sposób można wykorzystać słabości systemu – mówi dr Maciej Milczanowski, były żołnierz, pracownik Zakładu Polityki Bezpieczeństwa na Uniwersytecie Rzeszowskim. Fot. Wit Hadło

Zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt ubiegłorocznych działań. – Rosjanie nas testowali, ale jednocześnie budują swój wpływ. Pokazują, co potrafią i to działa też na naszą świadomość. To część wojny hybrydowej. Ona nie ma na celu zajęcia terytorium, ale właśnie budowanie presji, poczucia pewnego uzależnienia – mówi dr Milczanowski.

Były szef Agencji Wywiadu stwierdził, że specsłużby mogą wykorzystywać takie działania do odwracania uwagi od operacji prowadzonych w zupełnie innych obszarach. – Być może tak, gdyby rzeczywiście takie działania były prowadzone, ale ja stawiałbym na zdobywanie informacji – ocenia dr Maciej Milczanowski. – Dziś wojnę wygrywa się informacją. Widzimy to po wojnach hybrydowych na Bliskim Wschodzie. Bez wysyłania ani jednego żołnierza, bądź korzystając z najemników będących oficjalnie poza kontrolą tych państw Arabia Saudyjska czy Iran budują swoje strefy wpływów. Wszyscy to robią, Rosja też. Budowanie takich stref wpływów to odwieczna praktyka polityczna, jednak trzeba umieć się temu przeciwstawiać na ile to możliwe. 

Wioletta Kruk

4 Responses to "Rosjanie nas testowali alarmami bombowymi"

Leave a Reply

Your email address will not be published.