

Kolejna akcja dezinformacyjna rosyjskich trolli w mediach społecznościowych. Profile instagramowe, zawierające w swoich loginach nazwy polskich miast, m.in: rzeszow_online, katowice_online, olsztyn_online, lublin_online, czy krakow-online rozsiewały fake newsy dotyczące wojny w Ukrainie oraz uchodźców w Polsce.
Sprawę nagłośniła badająca dezinformację w sieci Anna Mierzyńska: „Siatka siedmiu kont na Instagramie sieje fake newsy prorosyjskie i antyukraińskie. Podszywają się pod konta miejskie” – napisała na Facebook’u. Wielu dało się nabrać, bo konta wyglądały jak oficjalne profile polskich miast. Powstały przed rokiem i początkowo publikowano na nich neutralne informacje. Gdy Rosjanie wkroczyli na Ukrainę, a nasi sąsiedzi zaczęli uciekać do Polski, przekaz diametralnie się zmienił.
Czego mogli się z nich dowiedzieć internauci? Na przykład tego, że od czasu pojawienia się uchodźców na Podkarpaciu wzrosła przestępczość, problemem stały się kradzieże w sklepach, a paliwo będzie po 30 zł. Pojawiły się także wpisy mówiące o tym, ze uchodźcy z Ukrainy organizują masowe bójki z Polakami, a uchodźcy, których Polacy przyjmują do domów, narzekają na warunki mieszkaniowe.
Szokujący był post z rosyjską flagą oraz deklaracją: „Jesteśmy razem z Rosją! Trzymajcie się bracia Rosjanie! Prawda zwycięży! Razem zwyciężymy ukraiński faszyzm!”.
Bardzo szybko ujawniono, że podszywające się pod miejskie konta założono na rosyjskie adresy mailowe. Wszystkie zostały już zablokowane, ale problem pozostał, a działalność trolli w mediach społecznościowych na pewno nie ustanie.
Dezinformacją wygrywa się wojny
– Intensywność wpisów, które nastawiały nas przeciwko Ukraińcom, wzrosła 20 tys. razy. Ta tendencja cały czas jest wzrostowa. Miejmy świadomość, że ponosimy ogromny wysiłek pomocy uchodźcom, natomiast na pewno znajdą się osoby, które z takich czy innych powodów będą miały pretensje o te działania. I to jest właśnie gra na takich ludzi – tłumaczy dr Mirosław Hajder, specjalista ds. cyberbezpieczeństwa w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. – Pojawiały się nawet najbardziej ordynarne wpisy, że w szpitalach przyjmują tylko Ukraińców i pokrzywdzonych w wypadkach, co oczywiście jest nieprawdą. Ale są osoby, które nie chcą weryfikować takich informacji – dodaje.
Ekspert nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z działaniem służb rosyjskich. – Przy czym nie za wszystkimi atakami stoi żywa osoba. Prawie zawsze to robot. Taki wzrost ich intensywności wynika z tego, że uruchamia się programy komputerowe, które generują wpisy o określonej treści. Jest to do tego stopnia rozwinięte, że komuś, kto nie jest fachowcem, trudno się zorientować, że czyta to, co wygenerował robot – zauważa.
Co mogą zrobić użytkownicy portali społecznościowych? – Warto śledzić, kto jest autorem wpisów, weryfikować ich zawartość w innych źródłach. Jeżeli mamy np. profil Krakowa i dziwne elementy w adresie domeny, to jasne, że jest on fałszywy. Trzeba być czujnym i podejrzliwym, tak jak w ruchu drogowym. W pierwszej kolejności wierzmy temu, co podpowiada nam nasz rozum – mówi dr Mirosław Hajder.
W sytuacji konfliktu zbrojnego dezinformacja może być bardzo skuteczną bronią. – Jeszcze w latach 60. stwierdzono, że wygrywa się nią wojny. Dziś nastawianie przeciwko sobie osób jest niemal standardowym działaniem podejmowanym przez służby wszystkich państw – zaznacza dr Hajder. Tylko, że jedne działają na rzecz dobra, a drugie – własnych interesów, czyli zła.
wk



8 Responses to "Rosyjska propaganda na fikcyjnych profilach"