
RZESZÓW. Stacje dla rowerów miejskich w niedogodnych miejscach, a w nich brudny i popsuty sprzęt.
Trudno jest w Rzeszowie spotkać osobę jadącą rowerem miejskim. Dlaczego? Przyczyn jest sporo: wystarczy spojrzeć na rozpadające się stacje, brudne i zaniedbane rowery, na których umieszcza się logo „Stolica innowacji”, za które miasto nie chce brać odpowiedzialności. Zamiast być chlubą, odstraszają.
W innych, większych miastach typu Łódź czy Warszawa, rower miejski traktowany jest, jak każdy publiczny środek transportu. Miasto decyduje o liczbie rowerów, miejscu ich lokalizacji, wyglądzie stacji i sprzętu, opłatach za przejazd, a także dokłada pieniądze do obsługi systemu. Rower publiczny, jak każdy środek transportu miejskiego, jest deficytowy, co oznacza, że nie da się na nim zarobić, a trzeba do niego dopłacić.
W Rzeszowie jest jednak inaczej. Miasto podpisując umowę z prywatną firmą WiM System, pozostawiło im wszystkie aspekty funkcjonowania i utrzymania sprzętu. Dodatkowo nie ingerowało w miejsce lokalizacji stacji rowerów, które umiejscowiono w niedogodnych dla mieszkańców miejscach. – Firma nastawiła się na zarobek z reklam. Taki model systemu nie jest dla nikogo korzystny – tłumaczył Daniel Kunysz, prezes Stowarzyszenia Rowery.Rzeszów.pl – Stacje rowerów miejskich powinny być w centrum miasta. Zainteresowanie rowerami byłoby większe, gdyby ich lokalizacja była pomiędzy uczelniami, blisko akademików – wyjaśniał Kunysz.
Niechęć mieszkańców do wypożyczania rowerów miejskich potwierdził nietypowy eksperyment przeprowadzony przez Stowarzyszenie Rowery.Rzeszów.pl. Ustawiając wolontariuszy w najbardziej ruchliwych miejscach w Rzeszowie, wyliczyli, że w skali całego ruchu zaledwie 2 proc. ruchu rowerowego przypada na RoweRes – mówił Kunysz.
Rozbudują system
Przedstawiciele firmy niejednokrotnie powtarzali, że zainteresowanie rowerami byłoby większe, gdyby rzeszowskie osiedla były lepiej skomunikowane. Dlatego też do końca października mają zapaść nowe decyzje dotyczące zwiększenia liczby stacji oraz rowerów. Po zmianach system powinien mieć co najmniej 40 stacji i 300 rowerów. Jak twierdzą przedstawiciele firmy, w rozwój systemu powinna być również zaangażowana gmina. Według nich, dla lepszego rezultatu miasto do każdych 20 min wypożyczenia roweru powinno dopłacić. Dla Rzeszowa byłby to koszt około 1 mln zł rocznie. Ratusz umywa ręce tłumacząc, że rowery to prywatna inicjatywa.
Strefa płatnego parkowania nie dla rowerzystów
Jak twierdzi Daniel Kunysz, strefa płatnego parkowania nie wpłynie na zwiększenie się liczby rowerzystów w mieście. Mieszkańcy niechętnie przesiądą się z samochodów na rowery, ze względu na brak alternatywny. O jaką alternatywę chodzi? Miasto, wprowadzając strefę, ograniczy liczbę miejsc parkingowych. Aby zachęcić kierowców do skorzystania z rowerów, musiałoby zwiększyć dla nich liczbę stojaków, o które w Rzeszowie jest ciężko. – Na jedno miejsce parkingowe dla samochodów powinno przypadać 10 miejsc postojowych dla rowerów. Tylko w takim przypadku miałoby to jakikolwiek sens – wyjaśniał prezes stowarzyszenia.
Agata Flak



5 Responses to "Rowerem miejskim… daleko nie zajedziesz"