
Zacznijmy tym razem od wiadomości pozytywnej: pierwszy kontrolowany lot marsjańskiego śmigłowca Ingenuity, który trafił na Czerwoną Planetę w ramach misji Mars 2020 łazika Perseverance zakończył się sukcesem. Aparat wzniósł się na wysokość 3 metrów, zawisł nad powierzchnią Marsa i pomyślnie wylądował. To niebywały wyczyn techniczny, który z pełnym uzasadnieniem można nazwać historycznym. Trzeba wziąć pod uwagę, że gęstość atmosfery Marsa to zaledwie 1 proc. gęstości atmosfery Ziemi. Aby uzyskać w tych warunkach siłę nośną, trzeba wirnikom maszyny nadać niezwykłą szybkość obrotową, pięciokrotnie większą od stosowanej na Ziemi – ale jednocześnie nie większą, bo gdyby obracały się szybciej, ich końcówki zbliżyłyby się do prędkości dźwięku, co wywołałoby niebezpieczną falę uderzeniową. Inguenity odbędzie kilka lotów. Aparat nie ma specjalnych celów naukowych – albo inaczej: celem jego użycia jest sam jego lot. Ma jednak na pokładzie aparat fotograficzny, a także mikroprocesor Snapdragon 801, znany nam z niektórych smartfonów, którego moc obliczeniowa… przewyższa moc obliczeniową procesorów sterujących głównym łazikiem misji. Powodzenie misji otwiera zupełnie nowe perspektywy badania odległych planet.
Poświęciwszy tyle miejsca nauce przechodzę do pewnego wydarzenia politycznego. Otóż Beata Szydło została przez pana Glińskiego powołana w skład Rady Muzeum Auschwitz–Birkenau. Gliński teraz podobno nie może wyjść ze zdumienia, że ta jego decyzja wywołała skandal; troje członków rady natychmiast zrezygnowało z udziału w tym gremium, a oburzenie jest powszechne. Przecież Szydło… mieszkała w pobliżu obozu (to naprawdę argument użyty na poważnie przez wicepremiera!). Myślę, że Gliński doskonale wiedział, co spowoduje. To kolejna świadoma prowokacja, która miała wywołać dokładnie to, co wywołała. Na marginesie tej afery jedno jest dla mnie ciekawe: kim jest od strony osobowościowej Gliński? Rozmawiałem kiedyś z jednym z jego dawnych współpracowników, który twierdzi, że przed laty, gdy dzisiejszy minister kultury był jeszcze tylko pracownikiem nauki – zachowywał się normalnie. Nie błyszczał specjalnie intelektem, ale i nie raził jakimiś defektami w tej dziedzinie. Mój rozmówca powiedział nawet, że w porównaniu na przykład z Zybertowiczem – był całkiem sensowny jako naukowiec i profesura jego nie jest kwestionowana. Więc w rachubę wchodzi tylko charakter. Rozdęte ego, zamiłowanie do luksusu władzy i skłonności do intryganctwa. Ale czego innego byśmy się mieli spodziewać po tych ludziach? Przecież dokładnie takich dobrał sobie Kaczyński z rozmysłem. Zdolnych do wszystkiego, z miedzianymi czołami.
Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy
i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.



2 Responses to "Rozdęte ego, zamiłowanie do luksusu władzy i skłonności do intryganctwa"