
wspomina się o narodzeniu Chrystusa, a wystawiona w cerkwi ikona przedstawia to wydarzenie. Fot. ks. mitrat Bogdan Stepan
Jedni szykują już wigilijne potrawy i obserwują, jak dzieci stroją choinkę. Inni są w drodze do rodzinnych domów.
Wielu kompletuje ostatnie prezenty. A wszystko w rytm płynących z radia kolęd. Ale nie każdy 25 grudnia będzie
świętować przyjście na świat Jezusa. Jak Boże Narodzenie wygląda w innych wyznaniach?
– Jesteśmy Kościołem katolickim wschodnim. Obowiązuje nas to samo Pismo Święte i dogmaty, takie jak w Kościele rzymskokatolickim. Podlegamy też zwierzchnictwu papieża. Teologicznie nie ma między nami żadnej różnicy. Różnimy się obrządkiem i językiem – tłumaczy ks. mitrat Bogdan Stepan, proboszcz archikatedry greckokatolickiej w Przemyślu, wikariusz generalny archidiecezji przemysko-warszawskiej. Inny jest też kalendarz. Grekokatolicy używają juliańskiego, stąd kilkudniowe opóźnienie w świętowaniu Bożego Narodzenia.
Podobnie jak w Kościele łacińskim, to wielkie święto poprzedza czas oczekiwania: 40-dniowy Post Filipowy rozpoczynający się 28 listopada (w dzień po wspomnieniu św. Filipa). – Nie ma rorat, ale jak w każde święta mamy dni przedświąteczne oraz poświąteczne. Dlatego już 4 dni przed Bożym Narodzeniem oraz 6 dni po nim w czasie nabożeństw czyta się teksty liturgiczne, które mówią o tym wydarzeniu – dodaje.
Ostatnie dwie niedziele w adwencie są szczególne. – Pierwsza to niedziela praojców. Wspomina się wtedy proroków, którzy chodzili prawymi ścieżkami, wierzyli w jedynego Boga i odeszli w chwale, ale nie dostąpili zbawienia. Spełniło się to, kiedy Chrystus zmarł na krzyżu i zszedł do piekieł, by mogli opuścić miejsce oczekiwania – wyjaśnia proboszcz archikatedry greckokatolickiej w Przemyślu. – Ostatnia niedziela przed Bożym Narodzeniem, to niedziela ojców. Czyta się wtedy pierwszy rozdział Ewangelii wg św. Mateusza, mówiący o rodowodzie Chrystusa, a w końcu Jego przyjściu na świat.
Wigilia bez pasterki
6 stycznia grekokatolicy przygotowują się do wigilii. – Rano odprawia się liturgię św. Bazylego Wielkiego, sprawowaną tylko 10 razy w ciągu roku. Po niej wierni zabierają ze sobą prosforę, czyli chleb, którym będą się dzielić podczas wieczerzy – mówi ks. Bogdan Stepan.
Wieczorem wierni po całodniowym poście zasiadają do stołu. Znajduje się na nim 12 potraw, różniących się w zależności od regionu. Nie może jednak zabraknąć kutii oraz barszczu. – Podobnie jak katolicy rzymskiego wyznania, pozostawiamy jedno wolne miejsce. Mamy też choinkę, która jeszcze przed wojną była rzadkością. Wtedy w rogu domu stawiano diduch, czyli snop zboża – wspomina duchowny. Wieczerza rozpoczyna się od modlitwy oraz kolędy „Bóg Przedwieczny”. Potem gospodarz dzieli chleb i domownicy składają sobie życzenia.
– Nie ma pasterki. Po kolacji wszyscy udają się na wielkie nieszpory – Poweczerije Wełyke z Łytią. Dopiero rano odprawia się uroczystą liturgię św. Jana Złotoustego – podkreśla ks. Bogdan Stepan.
W cerkwiach próżno szukać szopki. Zastępuje ją ikona Narodzenia Pańskiego wystawiona na tetrapodzie – ozdobnym stoliku przed ikonostasem (w zależności od aktualnych świąt ikona jest zmieniana). Wierni oddają jej cześć poprzez ucałowanie, z czego zrezygnowano w pandemii.
Drugi dzień świąt (Sobor Preswiatoi Bohorodyci) poświęcony jest Bogurodzicy, której wierni dziękują za to, że wydała na świat Syna Bożego. – To, co odróżnia nas od rzymskokatolickiego obrządku, to to, że mamy trzeci dzień Bożego Narodzenia, kiedy wspominamy pierwszego męczennika, czyli św. Szczepana – zaznacza duchowny.
Grupy kolędnicze wychodzą drugiego dnia. – W przeszłości chodzono od domu do domu z przedstawieniem kukiełkowym. Budowano wertep (szopkę) – dużą skrzynię, w której znajdowały się figurki. Miała ona dwa poziomy – na górnym przedstawiano Boże Narodzenie. Dolna część miała bardziej satyryczny charakter. Jej postaciami były osoby ważne dla społeczności – sołtys, wójt, czy ksiądz, którym czasem się obrywało, a czasem byli chwaleni – śmieje się ksiądz. – Potem wertep stał się symbolem, a role odgrywały osoby z danej grupy kolędniczej – dodaje.
Boże Narodzenie po Nowym Roku katolików nie jest problemem. – Śmiejemy się, że świętujemy dwa razy. Najpierw zgodnie z kalendarzem gregoriańskim, a potem juliańskim. Mamy sporo mieszanych rodzin i dla nich to ułatwienie, bo żona chce jechać do swojej rodziny, a mąż do swojej i trzeba to pogodzić, a tak nie ma problemu – przyznaje ks. Bogdan Stepan. Podkreśla, że wspólne przeżywanie ważnych wydarzeń buduje jedność. – Kiedy jeszcze byłem w parafii w Chotyńcu organizowaliśmy tzw. małankę, czyli zabawę sylwestrową – wspomina. – Zapraszaliśmy znajomych, lokalne władze, a także księdza. Razem składaliśmy noworoczne życzenia. Jeżeli wierni widzą, jak proboszczowie wspólnie się modlą, potem biorą przykład.
W Święto Świateł
Żydzi w żaden sposób nie świętują przyjścia Jezusa na świat, nie wprowadzają też do swoich domów symboli związanych z tym czasem. – Nie ubieramy choinki. A 25 grudnia jest dla nas normalnym dniem. Co jest żydowskie, to jest żydowskie. A co katolickie to katolickie. Nie mieszamy zwyczajów – podkreśla rabin Pinchas Pomp z Centrum Historii i Kultury Żydów Polskich w Dynowie i dodaje: – Oczywiście szanujemy święta innych. Tak jak oczekujemy, że inni będą szanować naszą religię i nasze święta. Nie mniej.
W okolicy chrześcijańskiego Bożego Narodzenia wyznawcy judaizmu również obchodzą jedno z najradośniejszych świąt – Chanukę. Nazywana Świętem Świateł – według żydowskiego kalendarza – wypada 25 dnia miesiąca kislew (listopad – grudzień) i trwa przez osiem dni do 2 dnia miesiąca tewet (grudzień – styczeń). W tym roku przypadała od 28 listopada do 6 grudnia.
– Święto Chanuki upamiętnia wydarzenia, do których doszło w Świątyni Jerozolimskiej podczas powstania żydowskiego skierowanego 2 tysiące lat temu przeciwko Grekom, czyli poganom. Kiedy wojska Mahabeuszy zwyciężyły i odzyskały świątynię, okazało się, że spalono niemal cały święty olej. A było zapisane, że każdego dnia należy palić świece w menorze (na znak Bożej obecności w świątyni) – wyjaśnia rabin Pinchas Pomp. – Najwyższy kapłan znalazł ostatnią butelkę oleju, która mogła wystarczyć tylko na jeden dzień. Na wyprodukowanie nowego potrzeba było aż 8 kolejnych. I pojawił się problem – co zrobić? – kontynuuje. Wtedy wydarzył się cud. – Olej, który miał się skończyć już pierwszego dnia, wystarczył na 8! Tak długo paliła się świeca. To była ogromna radość – podkreśla rabin.
Na pamiątkę tego wydarzenia w czasie Chanuki codziennie po zmroku Żydzi zapalają kolejne świece w menorze chanukowej (chanukiji) – świeczniku z dziewięcioma ramionami. Pierwszego dnia jedną, drugiego dwie, itd. aż do ośmiu. Służy im do tej czynności specjalna, dodatkowa świeczka zwana szamesem (posługacz), umieszczona w dziewiątym ramieniu chanukiji. A podczas jej wykonywania wypowiadane jest świąteczne błogosławieństwo oraz odśpiewany chanukowy hymn.
– Najlepiej, jeśli każdy z domowników ma własną menorę, ale jeśli to nie możliwe, może to robić tylko ojciec rodziny. Świece powinny się palić minimum pół godziny. A świecznik powinien być ustawiony tak, aby był widoczny dla innych, np. w oknie – zaznacza rabin Pinchas Pomp.
Chanuka to wyjątkowy czas dla Żydów, także z innego powodu. – Każdego dnia spotykamy się rodziną, odwiedzamy krewnych. Śpiewamy, tańczymy, a po zapaleniu świec, jemy wspólnie kolację. Tradycyjnie jemy wtedy latkes, czyli placki ziemniaczane, pączki, i inne potrawy przyrządzane na oliwie, co jest nawiązaniem do cudu – podkreśla rabin. Bliscy wręczają sobie również prezenty, ale jest to raczej zwyczaj, który nie ma związku z religią.
A czy nie-Żydzi mogą świętować z Żydami? – Oczywiście! Sam organizuję imprezy, na które zapraszam Polaków – deklaruje rabin Pichnas Pomp. Pandemia tego nie ułatwia. – W tym roku kilka dni święta Chanuka spędziłem w Izraelu i kilka w Dynowie. Z powodu koronawirusa nie było wiele osób, ale przyjechali goście z Nowego Jorku i Izraela. Wspólnie celebrowaliśmy ten czas. Było pięknie – wspomina.
Dzień narodzin proroka
Dla muzułmanów Jezus jest jednym z najważniejszych proroków. – W Koranie wymienia się go z imienia aż 25 razy. O żadnym nie pisze się z taką czcią i żadnej kobiecie nie nadaje się tak wysokiej rangi jak Maryi – mówi dr Zofia Sawicka, arabistka z Uniwersytetu Rzeszowskiego. – Miało to swój początek jeszcze za życia Mahometa. Świadczy o tym, choćby jedna z przypowieści. Gdy w 630 r. prorok zdobywał Mekkę, w której czczono wielu bogów, nakazał pozbyć się ich wizerunków. Kiedy wskazywał, co należy zniszczyć, odkrył fresk, który przedstawiał Marię dziewicę z dzieciątkiem. Na znak szacunku przykrył go swoim płaszczem i oszczędził – opowiada.
W życiorysie muzułamańskiego Jezusa znajdziemy wiele podobieństw do tego, jaki znamy z chrześcijaństwa. – Jako jedyny prorok został niepokalanie poczęty, stąd wysoka pozycja Maryi. Jest nazywany Mesjaszem, opisywane są cuda, jakich dokonywał. Ma również przyjść jako zwiastun sądu ostatecznego – wylicza dr Sawicka. Muzułmanie nie wierzą za to, że Jezus został ukrzyżowany. – W Islamie nie ma grzechu pierworodnego, zatem nie ma potrzeby jego odkupienia. Poza tym tylko Bóg może odkupić człowiekowi winy, więc uważa się, że na krzyżu zginął ktoś bardzo podobny do Jezusa. Mówi się, że albo po śmierci Bóg go ożywił i zabrał do nieba, albo już za życia tam wstąpił – wyjaśnia ekspertka.
Najważniejsza różnica – nie jest postrzegany jako Bóg. – W Islamie jest ścisłe jednobóstwo i Allahowi nie wolno przydawać towarzyszy. Dogmat o Trójcy Świętej uważa się za swoisty politeizm – wyjaśnia arabistka. – Nie można też oddawać czci nikomu poza Bogiem, dlatego nawet dzień narodzin proroka, nie jest wielkim świętem – dodaje.
Zauważa jednak, że trzy wielkie monoteistyczne religie powstały na Bliskim Wschodzie, wzajemnie na siebie wpływały, co widać też dziś. – Sami muzułmanie nie obchodzą Bożego Narodzenia, ale widzą, jak robią to ich chrześcijańscy sąsiedzi. Jeżeli chcą się dzielić radością, to oni czują się zaproszeni i wspólnie przeżywają ważne dla bliskich chwile. Natomiast kontekst religijny pozostaje zupełnie wyłączony – twierdzi dr Sawicka.
Pojawia się jeszcze element komercji. – W krajach konserwatywnych, a jednocześnie nowoczesnych, jak Emiraty Arabskie centra handlowe wyglądają tak samo, jak w Europie Zachodniej. Mamy choinki, sztuczny śnieg, elfy, mikołaje czy prezenty. A w tle słychać świąteczne piosenki. Z drugiej strony są państwa, jak Arabia Saudyjska, gdzie Boże Narodzenie jest zakazane – przyznaje arabistka.
W podobny sposób, co katolicy z przyjścia na świat Jezusa muzułmanie cieszą się z przerwania Ramadanu.
– Świętują zakończenie postu, w czasie którego od wschodu do zachodu słońca nie jedzą, nie piją oraz odmawiają sobie przyjemności. Ludzie wspólnie spędzają czas, odwiedzają się, wręczają sobie prezenty, wysyłają kartki, składają życzenia „Wesołego przerwania Ramadanu”, radując się, że czas wyrzeczeń już się skończył – wyjaśnia.
Często nie zdajemy sobie sprawy, że wyznawcy Islamu żyją także w Polsce. – To Tatarzy, którzy zamieszkują Podlasie. Są tam obecni już od XVII w. i jest to przykład idealnej asymiliacji. Jej efektem są mieszane małżeństwa, które obchodzą zarówno muzułmańskie, jak i katolickie uroczystości i nikt nie widzi sprzeczności – podkreśla ekspertka.
Dr Zofia Sawicka obserwuje wpływ poprawności politycznej w Europie. – Już nie życzymy „Wesołych Świąt Bożego Narodzenia”, tylko ogólnie: „Wesołych Świąt”, albo „Wesołej przerwy świątecznej” – zaznacza. – Brakuje symboli, które są ważne dla chrześcijaństwa. Święta zaczynają się rozmywać, a przecież polegają na tym, żeby dzielić się z innymi radością, która płynie z tego dnia. Ona powinna obejmować wszystkich, niezależnie od wyznania.
Wioletta Kruk

po zmroku
Żydzi zapalają kolejne świece
w menorze chanukowej (chanukiji). Świecznik z dziewięcioma
ramionami stawia
się w widocznym
miejscu. Fot.wikimedia



2 Responses to "Różne wyznania, ta sama radość"