Rozogniony rabuś


Od pewnego czasu na jednym z osiedli zaczął grasować jakiś drobny, ale dokuczliwy rabuś. Choć początkowo nie wykluczano, że jest ich nawet kilku, bo liczba kradzieży przewyższała możliwości jednego zbira.
Któregoś dnia ów nieznany wówczas sprawca włamał się do położonego na parterze mieszkania małżeństwa emerytów, skąd skradł zegarek i mikrofalówkę. Złodziej, korzystając z nieobecności domowników, wśliznął się przez uchylone drzwi balkonowe, wziął, co było pod ręką i uciekł.
Policjanci nie zdążyli jeszcze rozpracować tej sprawy, gdy nadeszło kolejne zgłoszenie. Tym razem kradzież zgłosił właściciel jednego z garaży. Złodziej w nocy wyważył drzwi i skradł m.in. różne narzędzia, a także przechowywany tam sprzęt wędkarski wysokiej klasy. Niebawem do podobnego zdarzenia doszło też w innym garażu, co mogło wskazywać, że przestępcą jest jednak ta sama osoba. Tym razem sprawca włamał się też do stojącego tam auta, z którego wymontował i zabrał m.in. radio samochodowe, a także pozostawione w pojeździe dokumenty, w tym dowód rejestracyjny i prawo jazdy.
Z czasem repertuar zuchwałego rabusia zaczął się poszerzać, bo oprócz garaży zainteresowały go też piwnice. Nie był zbyt wybredny i kradł właściwie wszystko, co wpadło mu w złodziejskie łapy. Były to np.: przetwory owocowo-warzywne, odzież, ale także wiertarka i maszyna do szycia. W kilka dni potem wszedł nocą do kotłowni, z której także zabrał komplet narzędzi oraz… kurtkę pracownika.
Przez pewien czas policjanci mieli kłopot z wytypowaniem tego typa, więc typ wytypował się sam.
W jednym z mieszkań w tej niewielkiej miejscowości doszło do zaprószenia ognia. Okazało się, że sprawcą był sam właściciel mieszkania 47-letni Waldemar P., który tego dnia tęgo popił i zasnął z papierosem w gębie. Na szczęście sąsiedzi w porę zauważyli wydobywający się z okna dym i natychmiast wezwali strażaków, którzy ugasili pożar w zarodku.
Na miejscu pojawili się też policjanci, którzy rozejrzeli się po chacie i spostrzegli przedmioty pochodzące z serii kradzieży. Sprawdzili także piwnicę Waldemara P., w której znaleźli wiele pozostałych łupów, których grabieżca nie zdążył opylić. Dzięki temu udowodniono mu jeszcze kilka innych włamań, głównie do piwnic i garaży, bo choć był to przestępca małego kalibru, to w sumie skradzione przez niego mienie oszacowano na łączną kwotę ponad 20 tys. złotych.
Ustalono też, że pożar w mieszkaniu wzniecił, mając w organizmie trzy promile alkoholu, gdyż oblewał… kolejne udane włamanie. Rozogniony rabuś studzi się teraz w chłodku, czyli w celi. I trochę to potrwa.

JAN M.

7 Responses to "Rozogniony rabuś"

Leave a Reply

Your email address will not be published.