Rozpłynęli się po Polsce

Uczestnicy X Flisu Wiślanego na mecie pierwszego etapu w Stalowej Woli. Najgorsze, czyli płycizny Sanu, mają za sobą. Fot. Jerzy Mielniczuk
Uczestnicy X Flisu Wiślanego na mecie pierwszego etapu w Stalowej Woli. Najgorsze, czyli płycizny Sanu, mają za sobą. Fot. Jerzy Mielniczuk

ULANÓW. Nasi flisacy na czele rzecznych flotylli. Ich ojcowie jeszcze w połowie tamtego wieku spławiali drewno zarobkowo. Oni przypominają, że rzeki są najtańszymi szlakami i przedwojenne hasło: „Trzymajmy się morza”.

Jedni już płyną Wisłą do Gdańska, drudzy jeszcze zbijają tratwę przy brzegu Odry. W Ulanowie zostali tylko ci mężczyźni, którzy muszą podtrzymać flisackiego ducha. Pozostali są już na wodzie. Po raz pierwszy w historii odrodzonego flisactwa, wodniacy z Ulanowa w jednym czasie płyną po dwóch różnych rzekach. Płyną na tratwie i w specjalnych galarach. Pieczę nad X Flisem Wiślanym i XIX Flisem Odrzańskim sprawuje Liga Morska i Rzeczna. Co ciekawe, organizatorami typowo męskich wypraw są… kobiety.

Retmani i oryle z Ulanowa są w tym roku niezwykle zapracowani. Fach, który ich ojcom i dziadom dawał przyzwoite utrzymanie, dziś jest wyjątkowy. Tratwę, nawet na potrzeby filmu, zawsze zbijają ulanowiacy. Konstrukcje z kilku tafli co roku płyną naszymi głównymi rzekami, by przypomnieć, że to najważniejsze i najtańsze szlaki handlowe.

Razem ponad 1250 km do przepłynięcia
W niedzielę bp Krzysztof Nitkiewicz, ordynariusz sandomierski, odprawił w drogę wodniaków, którzy szturmują Wisłę. Flotylla drewnianych galarów wypłynęła z Ulanowa w asyście mniejszych jednostek. Do pokonania ma ponad 750 km. Po drodze flisacy zatrzymują się w nadrzecznych gminach i zabierają kolejnych towarzyszy wodnej podróży. Asystują im m.in. członkowie szkolnych kół Ligi Morskiej i Rzecznej. W Gdańsku mają zameldować się pod koniec lipca. W drodze, albo na mecie mają się spotkać z prezydentem Bronisławem Komorowskim, który przez wiele lat prezesował LMiR.

W Ścinawie pod Wrocławiem kończy się binduga, czyli zbijanie tratwy.

– Będzie duża, przeszło 90-metrowa – mówi retman Mieczysław Łabęcki z Ulanowa. – Dostaliśmy drzewo na tratwę fantastycznie wysezonowane. Tafle trzymają się wysoko na wodzie, spław będzie szybki.

Od Ścinawy do Szczecina są 503 km. Trasę tę flisacy pod dowództwem Łabęckiego mają pokonać do 12 bm. Zostaną powitani przy Wałach Chrobrego w Szczecinie, podczas Dni Morza. Dzień później msza św. i biesiada w stojącej już od kilku lat w Szczecinie chacie flisackiej. Na koniec zostanie im tylko sprzedać spławione drewno i wracać do domu, by za bezpieczny flis podziękować św. Barbarze.

Kobieta już ostoją, a nie pechem
Flisacy zbijają tratwy i galary, a wbrew starym przesądom, ich wyprawami w tym roku dyrygują kobiety. Kiedyś nie miały wstępu na tratwę, bo przynosiło to nieszczęście. Dziś Elżbieta Marszałek, wiceprezes LMiR oraz członkini ulanowskiego Bractwa Św. Barbary, czuwa, by Flis Odrzański przebiegł bez problemów. Z kolei odpowiedzialną za wiślaną wyprawę ulanowiaków jest Teresa Pracownik, szefowa regionalnych struktur LMiR, odznaczona w tym roku Pierścieniem Hallera, najwyższym odznaczeniem Ligi. Było nie było, patronką flisaków też jest kobieta.

Jerzy Mielniczuk

Leave a Reply

Your email address will not be published.