
Z GUS dochodzą niepokojące wieści. W I kwartale br. w Polsce odnotowano więcej rozwodów niż ślubów. W tym czasie zawarto jedynie 13,3 tys. małżeństw, zaś rozwiodło się 16 tys. par. Na dodatek złego jeszcze 200 par zdecydowało się na separację.
Oczywiście można mówić, że pierwszy kwartał każdego roku tradycyjnie już nie obfituje w śluby, ale sam fakt, że mamy więcej rozwodów niż nowych małżeństw musi budzić niepokój, bo różnica jest zbyt duża. Ponadto nie wszyscy wiedzą, że rozwody powodują ogromne koszty, jakie ponosi budżet państwa, co zauważyła „prawa” organizacja prawicowa Ordo Iuris, skupiająca prawników. Troska o budżet i trwałość polskich rodzin sprawiła, że organizacja ta poddała myśl, iż najlepszym rozwiązaniem byłby… zakaz rozwodów!
I to jest świetny pomysł, choć wzorując się na fenomenalnej logice Ordo Iuris, można by równie dobrze, na zasadzie a contrario, zakazać ślubów. Wszak nie od dziś wiadomo, że główną przyczyną każdego rozwodu jest wcześniej zawarte małżeństwo.
Za takim rozwiązaniem przemawia też fakt, że coraz mniej par (i to różnych wyznań) bierze śluby kościelne. Już w 2019 r. związki te stanowiły zaledwie 60 procent ogółu małżeństw w naszym chrześcijańskim kraju, co może cieszyć jedynie Mefistofelesa.
Tym bardziej, że czarny obraz matrymonialnej rzeczywistości dopełniają dane o stale rosnącej liczbie związków nieformalnych. Takich – za przeproszeniem – „na kocią łapę”. Więc można się oburzać, ale wystarczy być realistą, by dojść do wniosku, że życie „na kocią łapę” pozwoliłoby nie tylko na całkowitą likwidację rozwodów, ale także zaoszczędzenie sporych sum na stale rosnące potrzeby rządzących i ich rodzin.
Poza tym z rozwodnikami bywają dodatkowe kłopoty, bo niektóre rozwiedzione pary, cierpiące np. na brak pamięci, schodzą się ponownie. I co wtedy? Ano wypadałoby je godnie uhonorować, wzorując się choćby na politykach, którzy ostatnio rozwiedli się z PiS, po czym do PiS wrócili, serdecznie witani na specjalnych konferencjach przez samego prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Widzieliście, jak witany był poseł Lech Kołakowski, który wyszedł z PiS i za chwilę wrócił? Wprawdzie już jako przedstawiciel Partii Republikańskiej, ale to można przecież potraktować jako taki niewinny trójkącik małżeński. Wkrótce także poseł Arkadiusz Czartoryski powrócił na łono PiS i jemu też tę zdradę wybaczono, a prezes nie tylko serdecznie go witał, ale jeszcze przepraszał.
Bo PiS nie ma fanów, lecz wyznawców, których czasem może i cholera bierze, ale nic i nikt im tej wiary nie odbierze. Alleluja!
Jan Miszczak



4 Responses to "Rozwód po polsku"