Ruszył proces o 10-milionowe zadośćuczynienie za represje wobec ojca

Państwo Andrzej i Wanda Dolinowie mieszkają w Gdyni. W sądzie opowiedzieli o dramatycznych przeżyciach porucznika Stanisława Doliny. Fot. Paweł Dubiel

RZESZÓW. Rekompensaty za krzywdę porucznika AK Stanisława Doliny domaga się przed sądem jego syn Andrzej.

– Nie sposób wycenić ludzkiego życia. Jest bezcenne – mówiła we wtorek przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie Wanda Dolina, synowa nieżyjącego repatrianta Stanisława Doliny. Oboje razem z mężem Andrzejem Doliną, synem porucznika, nie mają wątpliwości, że prześladowanie przez komunistyczną władzę doprowadziło go do śmierci i ubiegają się o milionowe odszkodowanie od Skarbu Państwa za krzywdy, których doświadczył.

– Teść był przewlekle inwigilowany przez służby bezpieczeństwa, wielokrotnie przesłuchiwany. Z przesłuchań wracał załamany, przybity i cały posiniaczony. Żył z piętnem bandyty. Nazywany był wrogiem narodu, zaplutym karłem reakcji (propagandowe pogardliwe określenie używane w okresie Polski Ludowej wobec żołnierzy Armii Krajowej – dop. red.). Zaszczucie było nieznośne – opowiadała.

Porucznik Stanisław Dolina (brał udział w słynnej akcji „Burza”) z powodu swojej działalności na rzecz walki niepodległościowej został zatrzymany w 1944 roku przez UB w Mielcu i zesłany do łagrów sowieckich, gdzie spędził 3 lata. Powrócił do Mielca w 1947 roku. Gdy zapragnął napisać wspomnienia z pobytu na Syberii. Zawiadomiona o tym Służba Bezpieczeństwa dokonała rewizji mieszkania i skonfiskowała maszynopis, a Stanisławowi Dolinie postawiono zarzut „działania na szkodę PRL”. Zatrzymanie przez SB w związku z „rozpowszechnianiem fałszywych wiadomości, które mogły wyrządzić poważną szkodę interesom Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”, jak opowiadała w sądzie Wanda Dolina, było dla niego traumatycznym przeżyciem. – Teść brał leki na serce. Można sobie tylko wyobrazić, jak wyglądało takie przesłuchanie… Gdyby pozwolili mu wtedy wziąć leki, może uszedłby z życiem. Puścili go dopiero jak zemdlał. Wtedy go przywlekli do domu – mówiła.

Od tego czasu stan jego zdrowia uległ drastycznemu pogorszeniu. 31 marca 1972 roku Stanisława Dolinę przewieziono do szpitala w Mielcu, gdzie po kilku dniach zmarł na skutek zawału serca oraz udaru mózgu.

W ubiegłym roku zarzuty, które usłyszał wówczas Stanisław Dolina zostały unieważnione. W związku z tym faktem syn porucznika zdecydował się dochodzić w sądzie odszkodowania. – Przez prześladowania cierpiał nie tylko teść, ale i cała jego rodzina. Zakład krawiecki, który teść prowadził, bo nikt nie chciał go przyjąć do pracy, był pod stałą obserwacją. Ludzie bali się przychodzić, przez co nie mógł zarabiać na utrzymanie rodziny. Brat męża został wyrzucony ze szkoły wojskowej, gdy był na ostatnim roku – opowiadała pani Wanda.

Jak mówiła przed sądem, życia i tego co przeszli najbliżsi repatrianta nie można wycenić, ale chodzi o sprawiedliwość. – Gdy teść był już w agonii powiedział pamiętne słowa: „Rosjanie ani Niemcy mnie nie skończyli, ale swoi tak… – opowiadała pani Wanda. – Walka, Syberia, a później szarpanie się z byłą władzą i prześladowanie rodziny, to było dla niego już za dużo…

Katarzyna Szczyrek

3 Responses to "Ruszył proces o 10-milionowe zadośćuczynienie za represje wobec ojca"

Leave a Reply

Your email address will not be published.