„Rycerze Majdanu” cz. I

Poległych na Majdanie nazywa się Niebiańską Sotnią . Na zdjęciu lwowskie graffiti z napisem w języku ukraińskim: Niebiańska Sotnia. Fot. Piotr Sobota
Poległych na Majdanie nazywa się Niebiańską Sotnią . Na zdjęciu lwowskie graffiti z napisem w języku ukraińskim: Niebiańska Sotnia. Fot. Piotr Sobota

Specjalnie dla Super Nowości relacje mieszkańców Lwowa, którzy walczyli na kijowskim Majdanie.

Córka zapytała lekarkę: co mu robiliście? – A co mogliśmy zrobić? – usłyszała. – Tylko przepłukaliśmy wnętrzności, daliśmy kroplówki – opowiada mi matka zabitego na Majdanie Bohdana Ilkiwa. Mój syn miał 52 lata, wszystkie wnętrzności miał rozerwane. Kiedy go ranili, to zadzwonił do żony. Powiedział, że jest ranny i nie wie, czy będzie żył. Powiedział jej, że ma wszystkie kiszki na wierzchu. Pochowano go na Łyczakowie razem z trzema zabitymi na Majdanie. W ten dzień, gdy go ranili, zginęło 51 osób. Syn osierocił dwie córeczki. W szpitalu powiedzieli mi, że takimi kulami nie można strzelać nawet do zwierząt, a oni strzelali do ludzi.

Wersję o używaniu przez Berkut amunicji niezgodnej z przeznaczeniem potwierdza mężczyzna, który przedstawia się jako Michał. – Była taka noc, gdy zaczęto rzucać specjalne granaty. To był kaliber 12 milimetrów. Te granaty miały w sobie kawałki metalu. Stworzono je, żeby unieszkodliwiać nimi samochody transportowe. A nasza władza użyła ich przeciwko ludziom – wyjaśnia mężczyzna. Pan Michał nie chce, żeby ujawniać jego personalia. Motywuje to tym, że chce aktywnie uczestniczyć w walce z separatystami. Dotarłem do niego dzięki człowiekowi, któremu powiedziałem, że chciałbym napisać o Majdanie, tylko o takim od wewnątrz. Umówiliśmy się wstępnie na telefon. – Zadzwonię do pana i pojedziemy sobie gdzieś – usłyszałem. Zgodziłem się, ale w głowie gorączkowo szukałem rozwiązania, które zmniejszyłoby ewentualne ryzyko.

Początek
– Zaczęło się oczywiście przez to, że nie podpisano umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską. Na Majdan wyszli studenci. Nie mieli żadnych politycznych postulatów. Potem ich pobili. I wtedy zaczął się masowy ruch – tłumaczy mi  Michał, z którym udało mi się spotkać w jednej z lwowskich restauracji. Na szczęście nie musiałem jechać gdzieś dalej, a spotkania z aktywistami Majdanu udało się rozbić na dwa dni.

– Prawo, które było wprowadzone 16 lutego było antyludzkie – wyjaśnia drugi z moich rozmówców, Serhij Sledz. Serhij nie ukrywa swojego nazwiska. Z zawodu jest konserwatorem dzieł sztuki. – Zabroniono noszenia osłon twarzy, noszenia kasków. W takim razie i narciarze łamią przepisy, bo noszą osłony, okulary. Takiego prawa nie można przyjąć w żadnym kraju. To taki konkretny, nakazowy totalitaryzm – barwnie opowiada Serhij.

Janukowycz
– Całej sytuacji winni byli Janukowycz i jego syn. Zabierali ludziom biznesy. Zabierali ludziom źródło ich utrzymania. Ktoś pracował 10 lat, rozkręcił jakiś interes, który zaczął przynosić zysk, aż tu przyjeżdżają do niego i mówią: – Dajemy ci 5 milionów dolarów za biznes. A to naprawdę tylko wartość pomieszczeń firmy. Tymczasem oni mówią, że jeśli nie oddasz, to jutro przyjedziemy i weźmiemy za darmo. I ludzie nie mieli wyjścia. Przyjeżdżał syn Janukowycza, Saszka, i zabierał. Dzięki temu w ciągu dwóch lat został miliarderem – Serhij wyjaśnia mi mechanizm niszczenia ukraińskiej gospodarki. – Ale jak to wyglądało pod względem prawnym? – dopytuję.

Dima
– Nasyłali prokuraturę, milicję. Przejmowali firmy jak bandyci. Prokuratura robiła to niby w majestacie prawa, że rzekomo jest nieporządek. Razem z nimi była milicja, sądy wydawały wyroki – wyjaśnia Dima Zabelin. Pytam go, za co był odpowiedzialny na Majdanie? – Nie brałem udziału w walkach z tego powodu, że w wojskach wewnętrznych po drugiej stronie był mój wujek i nie wyobrażałem sobie, żebym mógł rzucić kamieniem czy koktajlem Mołotowa w takiego żołnierza. Nieważne, czy to mój wujek, czy nie. Wszystko jedno, to jest człowiek. Miałem przekonanie, że nie mogę brać udziału w takich działaniach. Byłem odpowiedzialny za patrolowanie barykad.

Krew
– Nie pojechałem w ostatnim tygodniu na Majdan. Żona mi zabroniła. To znaczy, nie zabroniła, ale powiedziała, że będziemy mieć drugie dziecko. I jak to usłyszałem, już nie pojechałem. Mam kolegę ze studiów. Obok niego zastrzelono osiem osób. Był tam chłopak, mój student, Igor ze Lwowa. Został ranny w trzy miejsca. Jedna kula trafiła go w rękę i się zatrzymała, druga przeszła przez żołądek, trzecia trafiła go w nogę poniżej kolana. Stracił tę nogę.

Byłem obok kolumny na placu Niepodległości. To było straszne. Ludzie z tarczami strzelają do bezbronnych, dobijają tych, którzy się słaniają – opowiada ze smutkiem Dima. – Przemoc po raz pierwszy wyszła ze strony władzy, kiedy władza po raz pierwszy chciała rozgonić Majdan. Bito ludzi i zaczęto strzelać. Normalnymi kulami i gumowymi też – wyjaśnia Serhij. – Automajdan (protestujący zorganizowani kierowcy – przyp. red.) Berkut wywoził do lasu. Nawet nie wiadomo, ile dokładnie może być ofiar – dopowiada Dima. – To były polowania na ludzi. Łapali naszych i wywozili do lasu. Potem samoobrona jeździła po Kijowie i pilnowała, żeby nie było takich incydentów.

Skutek
– Aktywiści Majdanu zrozumieli, że trzeba stworzyć system obrony ludzi – wyjaśnia Michał. – Oddziałów samoobrony było około dziesięciu, a teraz jest około 40 sotni. Sotnia, czyli oddział, to stu ludzi. Tak jak na dawnej kozaczyźnie. Są “dziesiątkowi”, którzy byli odpowiedzialni za swoje dziesiątki. Dziesiątka może mieć do 15 ludzi. Sotnia może mieć maksymalnie 150 ludzi – zdradza kulisy organizacji mój rozmówca. – Sotnicy, czyli dowódcy sotni, mieli między sobą spotkania i oni podzielili się, kto za co na Majdanie odpowiada. Jedni, na przykład, odpowiadają za porządek na Majdanie, inni za zaopatrzenie. Nasza sotnia zajmowała się podziemnym przejściem z metra. Nie było milicji, a tam były sklepy i trzeba było ochraniać ludzi. Musieliśmy zmienić swój tryb życia. W dzień spaliśmy, a od ósmej do szóstej pilnowaliśmy. O 6 otwierało się metro. Wtedy kijowianie mogli przychodzić tam bez obaw – ze spokojem tłumaczy lwowianin. – Taka poważna samoobrona, już szkolona, z dowódcą – sotnikiem, sformowała się po drugim rozpędzeniu Majdanu.

Druga część reportażu w poniedziałkowych Super Nowościach

Piotr Sobota

5 Responses to "„Rycerze Majdanu” cz. I"

Leave a Reply

Your email address will not be published.