
Specjalnie dla Super Nowości – relacje mieszkańców Lwowa, którzy walczyli na kijowskim Majdanie.
Córka zapytała lekarkę: – Co mu robiliście? – A co mogliśmy zrobić? – usłyszała. – Tylko przepłukaliśmy wnętrzności, daliśmy kroplówki – opowiada mi matka zabitego na Majdanie Bohdana Ilkiwa. Mój syn miał 52 lata, wszystkie wnętrzności miał rozerwane. Kiedy go ranili, to zadzwonił do żony. Powiedział, że jest ranny i nie wie, czy będzie żył. Powiedział jej, że ma wszystkie kiszki na wierzchu. Pochowano go na Łyczakowie razem z trzema zabitymi na Majdanie. W ten dzień, gdy go ranili, zginęło 51 osób. Syn osierocił dwie córeczki. W szpitalu powiedzieli mi, że takimi kulami nie można strzelać nawet do zwierząt, a oni strzelali do ludzi.
Kolejny wrażliwiec
– Tiahnybok, Kliczko – to nie są ludzie władzy. Możliwe, że naczytałem się książek. Machiawelli i tym podobne. Wierzyłem, że musi być Factor X, czyli coś, co spowoduje przełom. I tak się stało na Hruszewskiego (nazwa ulicy w Kijowie – przyp. red.). Ale to się stało spontanicznie. I popatrzcie, ktoś wyszedł i powiedział: – Ruszamy! I zaczęła się walka – opowiada Wołodymyr – mój kolejny rozmówca. Sprawia wrażenie człowieka z klasą. Wyważony i spokojny. – Tak, jak staliśmy, tak pojechaliśmy na Majdan. Nasza sotnia była przy końcu Parku Marinskiego. Idą na nas „tituszki”. I nagle zobaczyłem przed sobą człowieka z saperką – opowiada Wołodymyr . Ale po czym poznać „tituszki”? – dopytuję. – Odróżnia ich wygląd. Majdanowcy są ubrani normalnie, owszem, trochę pobrudzeni, ale zadbani. A tamci w jakichś tanich dżinsach, poszarpanych – tłumaczy mężczyzna. – Około sześćdziesięciu ich wtedy szło. I zobaczyłem takiego jednego z łopatką. Przeraziłem się. Nie mam kasku na głowie, a ten zaraz uderzy mnie tą łopatą. Tak wtedy pomyślałem. Strach. A po nich nie widać, żeby mieli mózgi. Poczułem chłód w duszy. Ja nikogo w życiu nie uderzyłem. Chodziłem na tańce, chodziłem do szkoły muzycznej. Ale nic. Przegoniliśmy ich raz, dwa. Biegłem razem ze wszystkimi. Starałem się kogoś uderzyć, kopnąć. I wszystko – opowiada swoją historię Wołodymyr.
Majdan i bezdomni
– Przychodziłeś na Majdan i nikt nie pytał, skąd jesteś i dawali ci jeść. I władza przywiozła paruset bezdomnych. Powiedzieli im: – Idźcie tam i tam, i dadzą wam zjeść – opowiada jeden z moich rozmówców. – Z komendantem Majdanu powzięliśmy taką decyzję, że za miastem zrobimy im przytułek. Postawiliśmy tam namioty i zrobiliśmy ten przytułek – wyjaśnia mężczyzna.

– Ciekawi mnie ten wątek, że każdy mógł do was przyjść – dopytuję. – Tak, patrzyliśmy tylko na nastawienie człowieka i czy nie ma broni. – A skąd wiedzieliście, że to nie Moskal, albo ktoś z Berkutu? – W dzień pracowała taka służba bezpieczeństwa Majdanu. Nie mieliśmy prawa nikogo przeszukiwać, ale obserwowaliśmy, jak się taki nowy człowiek zachowuje. Poza tym stworzyliśmy system pytań. Pytaliśmy, czy znają hasło. Pytaliśmy też na przykład, skąd jesteś. Ktoś odpowiadał, że z Kijowa, więc wypytywaliśmy o konkrety. Wszystko pokojowo. Poza tym, jak ktoś był na Majdanie, to był zwykle uśmiechnięty. A jak ktoś był jakoś wrogo nastawiony, to był taki… spięty. I można było takich spiętych od razu odróżnić – referuje mój rozmówca.
Odział szturmowy
– Na Majdanie byli ludzie, którzy służyli w Afganistanie. Po prostu weterani. Był też oddział złożony ze specnazu. Oni nam pokazywali, jak mamy się zachować podczas niebezpieczeństwa. Zajmowaliśmy się też patrolowaniem. I w razie niebezpieczeństwa dawaliśmy sygnał do grupy, która była rozlokowana w jednym stałym sektorze Majdanu. Taka grupa szturmowa. Jeżeli był ktoś pijany, albo pojawiło się podejrzenie jakiejś prowokacji, czy morderstwa, to dawaliśmy znać albo przez telefon, albo drogą radiową, albo wysyłaliśmy jakiegoś posłańca. Trenowaliśmy to, żeby w razie jakiegoś zagrożenia w maksymalnie szybkim czasie w konkretnym miejscu zebrać jak największe siły – wyjaśnia mechanizmy działania na Majdanie pan Michał.
Dym i benzyna
– A skąd mieliście benzynę do koktajli Mołotowa? – Kijowianie sami przyjeżdżali samochodami z benzyną w baku. Po to, żeby nie brać jej ze stacji. Czasem mieszkańcy przywozili benzynę w kanistrach – opowiada mój rozmówca. – A Pana najgorsza noc? – Po strzałach snajperów. Wtedy trzeba było przyjąć inną taktykę. Żeby chronić się przed snajperami, musieliśmy zmniejszyć im widoczność. Więc podpalaliśmy opony i wszystko, co się da. Żeby był dym i żeby snajperzy nie widzieli, dokąd strzelać. Nawet na scenie był koordynator, który dawał znać, który sektor wygasa. Wtedy odpowiedni ludzie dokładali do stanowiska, gdzie kończyło się palić.
Czy Majdan zwyciężył?
– Odczuwamy pełną agresję ze strony Putina. – Co może w tej sytuacji zrobić świat, Europa? – pytam na zakończenie spotkania Michała. – Wiem, że wsparcie jest ważne, ale tak naprawdę to od nas wszystko zależy. My teraz tworzymy nowy naród. Niszczymy korupcję, odbudowujemy jakąś pomoc socjalną. Nie jestem przekonany, czy zastrzyk finansowy nam do końca pomoże. Potrzebne jest może doradztwo, przekazanie nam europejskich wartości. To była walka o to, żeby naszym dzieciom było lepiej. Próbujemy je zupełnie inaczej wychować. Żeby wiedziały, że trzeba siebie i innych szanować. Że nie można dawać łapówek. Majdan się przedłuża. Cała Ukraina teraz to Majdan – kończy Michał.
PRZECZYTAJ: „Rycerze Majdanu” cz. I
Piotr Sobota





5 Responses to "„Rycerze Majdanu” cz. II"