– Rywale pięknie mnie „dopingowali”, ale nie pękłem

Do Kamila Radulja po meczu ustawiła się kolejka młodych fanów. Strzelec dwóch bramek podpisywał autografy i pozował do wspólnych zdjęć.

Rozmowa z KAMILEM RADULJEM, pomocnikiem APKLAN Resovii.

– Dwa razy był pan faulowany w polu karnym i dwa razy wymierzył sprawiedliwość. Zdarzyło się już panu coś podobnego?
– Hmm, uruchamiam pamięć, ale… nie. To pierwszy taki przypadek.

– Gdyby mecz trwał pięć minut dłużej, mógłby pan skompletować hattrick z rzutów karnych.
– Nie pomyślałem o tym, ale teraz zaczynam żałować, że sędzia nie przedłużył tego spotkania (śmiech).

– Kibic obok mnie krzyczał: nie pozwólcie mu wykonywać tej drugiej jedenastki!
– W piłce panuje przesąd, że faulowany nie powinien wykonywać karnego. Ja nic sobie z tego nie robię. Swoją drogą, myśli pan, że do tej piłki ustawiała się kolejka? (śmiech).

– Chyba denerwowaliśmy się bardziej od pana.
– Cóż, katowiczanie robili wszystko, żeby wytrącić mnie z równowagi. Bramkarz pięknie mnie „dopingował”, jego koledzy też. Nie powiem jak, bo może dzieci przeczytają. Nie pękłem jednak. Od początku zamierzałem posłać piłkę w ten sam róg, co przy pierwszej próbie. Byłem skoncentrowany na uderzeniu i wyszło tak, jak sobie zaplanowałem.

– Goście nie mogli się pogodzić z decyzjami sędziego.
– Faule były ewidentne. Najpierw rywal podeptał mi stopę, później wpadł we mnie, gdy szykowałem się do strzału.

– Pierwszą połowę obejrzał pan z ławki. To musiała być katorga.
– Nienawidzę tego! Na Widzewie też przeżywałem męczarnie. Dzięki Wojtkowi Danielowi przegrywaliśmy z GKS-em tylko 0-2 i mogliśmy myśleć o uratowaniu punktów.

– Przed wami chyba nieco lżejsze mecze ze Stalą Stalowa Wola i Pogonią Siedlce.
– Nie zgadzam się. Derby to derby, tam wszystko jest możliwe. Poza tym w tej lidze nie ma lekkich zwycięstw. W każdym meczu punkty trzeba wybiegać, wyszarpać.

– Rozmawiamy w gabinecie zabiegowym, masażysta właśnie wbija igły w pana mięśnie…
– To przymiarki do tatuażu. A tak poważnie – lekki zabieg na ścięgno Achillesa. Nic poważnego, raczej prewencja. Nie wyobrażam sobie, żebym nie był gotowy na następne spotkania.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.