
PODKARPACIE. Dyrektywa unijna “Pacjenci bez granic” pozostanie li tylko na papierze.
Mieliśmy mieć możliwość leczenia się w całej UE, a Narodowy Fundusz Zdrowia miał zwracać nam koszty tych świadczeń (do wysokości, jaką płaci lokalnym placówkom). Już to groziło jednak utratą kontroli nad wydatkami na leczenie, dlatego rząd chce ograniczyć polskim pacjentom dostęp do kuracji poza granicami.
Tworzy więc listę zabiegów, które będą niedostępne w leczeniu zagranicznym. Jest długa. Urzędnicy nie chcą jej ujawnić przed postawieniem ostatniej kropki, ale mają na nią wejść zabiegi wymagające co najmniej jednodniowej hospitalizacji, czyli… prawie wszystkie.
Żeby wyjechać więc na leczenie trzeba będzie mieć urzędową zgodę bezpośrednio od prezesa NFZ, słowem będzie tak jak jest teraz.
Dostaniemy zgodę gdy czekanie zagrażać będzie naszemu życiu
Obecnie prezes funduszu wyraża zgodę na opłacenie badania, zabiegu czy operacji za granicą w dwóch przypadkach: gdy dane świadczenie nie jest w ogóle wykonywane w Polsce lub gdy czas oczekiwania na jego wykonywanie w kraju jest zbyt długi, a jego nieuzyskanie stanowi zagrożenie dla zdrowia lub życia pacjenta.
– Najwięcej zgód prezes wydał w 2010 roku (na 13 wniosków – 12 zgód), większość dotyczyła badań genetycznych, (cena od 740 do 950 funtów w Anglii, 1100 euro w Niemczech), dwa zabiegi protonoterapii (rodzaj radioterapii cząsteczkowej stosowanej w czerniaku oka). W 2011 było 4 zgody na cztery wnioski, wszystkie na zabieg protonoterapii – mówi Marek Jakubowicz, rzecznik POW NFZ w Rzeszowie. – W tym roku rozpatrzony pozytywnie wniosek dotyczył usunięcia guza za pomocą tzw. Gamma Knife (wykorzystuje promieniowanie gamma i jest stosowany do zabiegów na mózgu).
Anna Moraniec



3 Responses to "Rząd “wyleczył” nas z leczenia za granicą"