SANOK, PODKARPACIE. Samorządy, które straciły pieniądze w wyniku przymusowej restrukturyzacji Podkarpackiego Banku Spółdzielczego w Sanoku, nie dostaną finansowego wsparcia od państwa.
34 podkarpackie samorządy, które w wyniku przymusowej restrukturyzacji PBS-u straciły łącznie około 80 milionów złotych, nie mają co liczyć na finansowe wsparcie premiera Mateusza Morawieckiego.
– Nie ma takich możliwości, aby przygotować dotacje dla samorządów, bo brak jest podstaw prawnych dla takiej opcji – powiedział podczas spotkania z przedstawicielami poszkodowanych samorządów wiceminister finansów Leszek Skiba.
Do spotkania doszło 6 lutego w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie z inicjatywy wojewody podkarpackiej Ewy Laniart. Wzięli w nim udział także prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego Mirosław Panek i prezes Banku Gospodarstwa Krajowego Beata Daszyńska-Muzyczka.

Spotkanie, już trzecie w tej sprawie, tradycyjnie odbyło się za zamkniętymi drzwiami. Jak relacjonują samorządowcy, kilkugodzinna dyskusja nie przyniosła przełomu w sprawie.
– Nie przedstawiono nam żadnych konkretnych rozwiązań. Usłyszeliśmy jedynie po raz kolejny, że możemy się zapożyczyć w Banku Gospodarstwa Krajowego – powiedział Roman Bzdyk, wójt gminy Komańcza. W rozmowie z naszą reporterką wykluczył opcję łatania dziur w budżecie gminy kredytem z BGK.
Wiadomo już, że z tej opcji nie skorzysta także Sanok, który w procesie przymusowej restrukturyzacji stracił około 4,2 miliona złotych. – W naszym przypadku kredyty nie wchodzą w grę. Nie możemy sobie na to pozwolić ze względu na utrzymanie na określonym przez Regionalną Izbę Obrachunkową poziomie wskaźników zadłużenia – wyjaśnia Tomasz Matuszewski, burmistrz Sanoka. Zapowiada, że będzie walczył o odzyskanie pieniędzy. W piątek, 7 lutego, podpisał skargę na decyzję Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, jaką Gmina Miasta Sanoka wniosła do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie.
Na taki krok zdecydowało się już co najmniej kilkanaście samorządów.
Chcą spotkania z premierem
Rozżaleni samorządowcy po raz kolejny zaapelowali do premiera, aby uruchomił fundusze z rezerwy budżetowej i w ten sposób realnie wsparł poszkodowane gminy, miasta i powiaty. Chcą też, aby doszło do spotkania z premierem, podczas którego wspólnie zostaną wypracowane mechanizmy, które pozwolą samorządom zminimalizować straty poniesione w wyniku przymusowej restrukturyzacji PBS-u.
Koło ratunkowe nie wystarczy
Na zorganizowanej po spotkaniu konferencji prasowej wojewoda Ewa Leniart po rak kolejny podkreśliła, że dzięki przyspieszonej wypłacie subwencji oświatowej udało się zachować płynność finansową samorządów.
Problem w tym, że są to pieniądze z lutego, które i tak należały się samorządom, a nie dodatkowe fundusze od rządu. Jeśli rząd nie załata tej dziury, pod koniec roku może zabraknąć funduszy m.in. na wypłaty dla nauczycieli.
Wiceminister Skiba przypomniał, że samorządy mogą starać się o kredyty na preferencyjnych warunkach w Banku Gospodarstwa Krajowego. – Płatności od tych kredytów bazowałyby na opóźnionej spłacie tego zobowiązania i opóźnionej odsetek, tak, żeby w tym pierwszym okresie było to dla samorządów jak najmniej uciążliwe – wyjaśniał wiceminister.
Skargi i apele trafią w próżnię?
Poszkodowani samorządowcy szukają pomocy gdzie się da. Apelowali już do premiera polskiego rządu, Najwyższej Izby Kontroli i Ministerstwa Sprawiedliwości. O pomoc i lobby w sprawie prosili także podkarpackich posłów.
Wspólnie złożyli także skargę na decyzję Bankowego Funduszu Gwarancyjnego o restrukturyzacji PBS-u do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Przypomnijmy, że Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który przeprowadzał restrukturyzację PBSu- zgarnął ponad 43 procent funduszy, które w chwili rozpoczęcia operacji znajdowały się na kontach samorządów i jednostek ich podległym. Łącznie straty zostały oszacowane na około 80 milionów złotych – 60 mln. zł to straty poniesione przez samorządy, pozostałe 20 mln. zł przez jednostki im podległe, w tym m.in. szpitale, domy i ośrodki pomocy społecznej oraz domy dziecka.
Zdecydowana większość zaskarżyła decyzję BFG, ale jak przyznaje Mirosław Panek prezes tej instytucji, stracone pieniądze są praktycznie nie do odzyskania.
– Nie wiązałbym z tym jakichś wielkich nadziei – skomentował skargi na działania BFG składane do NSA.
– Poza tym trzeba będzie czekać na wynik postępowania upadłościowego, a to zapewne kilka lat – dodał.
Sprawę PBS bada prokuratura
Prokuratura Regionalna w Rzeszowie od półtora roku prowadzi śledztwo w sprawie nadużyć w byłym Podkarpackim Banku Spółdzielczym w Sanoku. Dotyczy niegospodarności na wielką skalę, badany jest wątek nadużycia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez osoby wchodzące w skład zarządu oraz jak informuje prokuratura „ustalonych pracowników PBS-u”, w tym m.in. „nieprawidłowości związanych z procesem udzielania kredytów dla szeregu ustalonych spółek prawa handlowego”.
Śledztwo dotyczy okresu od czerwca 2010 r. do kwietnia 2017 r.
Osobne śledztwo w sprawie PBS-u prowadzi też Prokuratura Rejonowa w Sanoku. To też dotyczy przestępstwa związanego z niegospodarnością na znaczną skalę. Śledczy będą też ustalać, ile osób i w jak dużym stopniu zostało poszkodowanych w wyniku restrukturyzacji placówki. Zajmą się także kwestią odpowiedniego zabezpieczenia funduszy samorządów, które jak się okazało, nie były objęte gwarancjami.
Ratunek przed upadkiem
Restrukturyzacja PBS-u to pierwsza taka operacja w polskim systemie bankowym. Jak tłumaczy Filip Dutkowski, rzecznik BFG, była konieczna bo placówce groziła upadłość. Jej dług został oszacowany na prawie 180 milionów złotych.
Klienci indywidualni, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa zachowały pieniądze zgromadzone na kontach w chwili rozpoczęcia restrukturyzacji. Samorządy, jednostki im podległe i przedsiębiorcy stracili prawie 43 procent swoich środków. Wszystko dlatego, że fundusze nie były objęte gwarancją, a bank musiał pokryć długi. PBS został przekształcony w nową placówkę i funkcjonuje jako Bank Nowy BFG. Docelowo ma zostać sprzedany innemu bankowi.
Martyna Sokołowska



8 Responses to "Rząd PiS nie pomoże samorządom"