Rzeszów nie jest taki bezpieczny, jak wielu się wydaje

Grzegorz AntonOficer prasowy rzeszowskiej policji mówi: „Nie jesteśmy w stanie wyeliminować wszystkich zdarzeń, ale reagujemy na każdy, nawet najdrobniejszy przypadek”. Żadna policja na świecie nie jest w stanie wyeliminować wszystkich zdarzeń, ale gdyby było jej więcej na tzw. ulicach w Rzeszowie być może wiele przestępstw, w tym i ostatniego gwałtu, nie byłoby.

Moim skromnym zdaniem, policjanci mają przede wszystkim zapobiegać, a z tym w ostatnich czasach jest jakoś słabo w naszym mieście. Wbrew wypowiedzi oficera prasowego, patroli pieszych w Rzeszowie nie widziałem już kilka lat. I nie chodzi mi o to, że dwóch policjantów wysiada z radiowozu i podchodzi 10 metrów do pobliskiej klatki schodowej, tylko o patrole piesze na osiedlach, gdzie robią ładnych parę kilometrów i są widoczne. Bo jak są widoczne, to nie ma wielu przestępstw. Co tu dużo mówić, bandyci też idą na łatwiznę i nie pchają się tam, gdzie są policjanci i jest tym samym duże ryzyko wpadki. Wymienione patrole zmotoryzowane owszem są – przejeżdżają z prędkością 50, 60 czy 70 km/h przez miasto. Tym samym nie czuć ich obecności. Zresztą tych patroli jest jak kot napłakał, a jak jeszcze podejmują kilka interwencji, to okazuje się, że na dużym obszarze Rzeszowa nie ma żadnego policjanta. Wspomniane przez oficera prasowego patrole ruchu drogowego nie są od zapewnienia bezpieczeństwa, tylko od tłuczenia kasy z mandatów, tak więc ich nie liczę. Z kolei część z oddziałów prewencji jakiś czas temu ktoś „inteligentny” zabrał z Podkarpacia, a resztki, jakie zostały, muszą zapewnić to bezpieczeństwo w całym regionie, plus zabezpieczać różne imprezy od meczów, po koncerty itp. Tak więc jest ich również mało.

Tak naprawdę Rzeszów w porównaniu z Warszawą czy Śląskiem jest bezpieczny, ale to nie znaczy, że nic się w nim nie dzieje, bo jest wręcz przeciwnie. Przeciętny śmiertelnik nie wie o dziesiątkach zdarzeń, jakie mają miejsce w Rzeszowie, bo i policja się tym nie chwali, zresztą także jak prokuratura. O niedawnym gwałcie gdyby nie Super Nowości też nikt by z mieszkańców nie wiedział. A co ciekawe, nasi dziennikarze byli wręcz zniechęcani do pisania o tym zdarzeniu. Niby dla dobra śledztwa. Niby, bo tak rzeczywiście chodzi o to, żeby tzw. pismaki nie drążyły za dużo przy niewygodnym (czyt. gwałciciel na wolności) dla organów ścigania temacie. A także chodzi o to, żeby mieszkańcy miasta żyli w niewiedzy z błogim przeświadczeniem, że jest bezpiecznie.

Rzeszów nie jest już zapadłą dziurą jak w latach 90. – gdzie wydarzeniem była kradzież roweru, tylko coraz większym miastem. Miastem, w którym przestępczość będzie systematycznie rosła, a to z kolei wymaga od szefów policji zupełnie innych działań i podejścia do tematu w trochę inny sposób niż do tej pory. I teraz powstaje fundamentalne pytanie: Czy dadzą radę?

Redaktor Grzegorz Anton

12 Responses to "Rzeszów nie jest taki bezpieczny, jak wielu się wydaje"

Leave a Reply

Your email address will not be published.