Rzeszów – stolica kohabitacji

Arkadiusz-RogowskiTo ostatnio słowo w tytule, jak Państwo dobrze wiedzą, nie ma nic wspólnego z miłością, a wręcz przeciwnie. Obserwując podkarpacką jak i ogólnopolską politykę, jestem pewien, że nie znajdziemy dziś w Polsce miasta, w którym polityczna „współpraca” różnych obozów przybierałaby tak bezwstydne formy, jak w Rzeszowie.

Klasyczny przykład kohabitacji mamy w sejmiku wojewódzkim. Jego przewodniczącym od miesiąca jest były członek zarządu Mirosława Karapyty, Sławomir Miklicz z Platformy Obywatelskiej, a marszałkiem województwa były senator, Władysław Ortyl z Prawa i Sprawiedliwości. Na dodatek stabilnej sejmikowej większości nie ma ani rządząca koalicja PiS-Prawica RP (16 radnych), ani opozycja PO-PSL-SLD (15 radnych), więc o decyzjach sejmiku decydują, o ile tylko są na sesji, radni formalnie niezależni: Mirosław Karapyta oraz Jan Burek, czyli bohaterzy ubiegłorocznej i tegorocznej afery w samorządzie województwa, a ci głosują podobnie jak opozycja.

Początkowo efektem tej kohabitacji było „tylko” ośmieszenie powagi sejmiku, ale już na ostatniej sesji okazało się, że jej konsekwencje mogą być poważniejsze i to dla całego Podkarpacia. Radni PO, PSL i SLD zablokowali bowiem dotacje na prace konserwatorskie dla kilkunastu podkarpackich parafii i klasztorów, domagając się zwiększenia nakładów na ten cel. Tyle że czas nagli, bo trzeba przecież ogłosić przetargi, wykonać prace i je rozliczyć. Prawdopodobnie skończy się tak, jak w przypadku 4 mln zł na remonty dróg wojewódzkich i chodniki, których wydatkowanie zostało przesunięte o miesiąc. Jaki to miało sens?

Na dodatek cały czas trwają przepychanki o terminy sesji, porządek obrad i interpretację prawa. Na ostatniej konferencji prasowej dziennikarze pytali, kiedy w końcu ten cyrk w sejmiku się skończy? Tego nie wiadomo. Wiadomo natomiast, kiedy ten cyrk się zaczął: otóż po odbiciu stanowiska przewodniczącego przez Platformę.

Ale nie tylko w sejmiku marszałek Ortyl ma bieg przez płotki. Nie lubią go też w PSL-owskim Ministerstwie Rolnictwa. Co roku hojnie dofinansowywało ono Ekogalę, czyli Międzynarodowe Targi Żywności i Produktów Ekologicznych, ale gdy tylko władza w samorządzie przeszła w ręce PiS, pieniędzy w ministerstwie na Ekogalę… zabrakło.

„Ciekawie” wygląda też „współpraca” między rzeszowskim ratuszem a radnymi PiS. Mimo iż jako opozycja ci drudzy mają pełne prawo do komentowania i krytykowania polityki prezydenta Ferenca, ten pozywa ich do sądu za podawanie nieprawdziwych, zdaniem ratusza, informacji dotyczących Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych. Jak tak dalej pójdzie, to już niedługo to sądy będą nam mówić, na kogo mamy głosować.

Dobrze, że chociaż nasi europarlamentarzyści – Łukacijewska, Poręba i Ożóg – się kochają, ale najwyraźniej w Brukseli i Strasburgu klimat jest bardziej romantyczny niż w Rzeszowie. No i tam jest już po wyborach…

Arkadiusz Rogowski

2 Responses to "Rzeszów – stolica kohabitacji"

Leave a Reply

Your email address will not be published.