Rzeszów żąda dostępu do morza, ale najpierw odrobiny empatii

Konrad Fijołek zapowiedział obniżenie o 50 – 70 procent opłat za ogródki restauracyjne (nie znoszę określenia piwne, bo mija się z prawdą) oraz ujednolicenie tych opłat na terenie Rzeszowa, co może choć trochę ulżyć wykrwawiającej się od roku rzeszowskiej gastronomii.
Natychmiast zareagował (jak podaje jeden z portali) p.o. prezydenta Marek Bajdak:
„Propozycja Konrada Fijołka odbiega trochę od realiów i jest spóźniona. My jako miasto już właśnie podpisaliśmy umowy na wynajęcie przez restauratorów miejsc pod tzw. ogródki piwne. Zasady są proste i przez przedsiębiorców zaakceptowane. Cena wywoławcza najmu była powtórzoną ceną z tamtego roku. Restauratorzy chętnie ją przyjęli z tym zastrzeżeniem i taki zapis dodano do umowy, że gdyby w okresie letnim miały się pojawić obostrzenia w korzystaniu z ogródków w związku z pandemią, opłaty restauratorom nie będą naliczane”
I to jest nie tylko arogancja, ale i obrażanie inteligencji odbiorców.
O ogródkach mógłbym książkę napisać i kiedyś to zrobię – będzie miała tytuł „Szaleństwa pana Ferenca” – pan Bajdak nie ma o tym zielonego pojęcia i manipuluje karygodnie. Niczym dobre panisko pozwoli restauratorom nie płacić, kiedy będą mieli zamknięte, a oni to z radością przyjmują, jak również cenę, która jest wyższa zdaje się o 20 procent niż trzy lata temu, a w ogóle to wszystko restauratorzy zaakceptowali…
A ja się pytam panie Bajdak co mieli zrobić?
Stoją od lat z pistoletem przy głowie i tylko właściciel spluwy się zmienił z Ferenca na Bajdaka, a oni boją się odezwać. A pan, jak rozumiem, sądzi, że powinni skakać z radości, gdy łaskawie otrzymują ochłapy z pańskiego stołu i pozwoli im pan nie zapłacić, kiedy nie będą mogli działać.
Z radością też zapewne przyjęli tę cenę 1,20, która obowiązywała jak czytam w zeszłym roku za pana Ferenca, kiedy w zasadzie mogli zająć stolikami tylko połowę ogródka. Aby ułatwić Państwu liczenie 1,20 to prawie 2500 miesięcznie brutto za ogródek, czyli za sam plac – czy słońce, czy deszcz. A to tylko na Rynku, bo zajęcie pasa ruchu drogowego pod ogródek to teraz 2 złote netto, a więc prawie dwa razy tyle. I dotyczy to tak samo ekskluzywnej ulicy 3 Maja, jak i ogródków przy knajpach osiedlowych.
I wychodzi w końcu facet, który pierwszy raz od lat wyciąga rękę do ludzi, którzy od roku praktycznie nie zarabiają, bo mówi po pierwsze, o znaczącym obniżeniu opłat, a po drugie, o ich ujednoliceniu, a pan Bajdak tego nie rozumie, bo skąd miałby wiedzieć, że ulica to droga, a rynek to plac. Jest tylko p.o. prezydenta dwustutysięcznego miasta z namaszczenia pani wojewody Ewy Leniart. Tak przy okazji, pani wojewoda zaapelowała także do pana – swojego byłego pracownika – o zwolnienie z opłat koncesyjnych za sprzedaż alkoholu, bowiem jak pan wie restauratorzy go nie sprzedają. Nie widzę pana reakcji. Takie puste zatem słowa płyną w kampanii wyborczej z ust pana byłej pracodawczyni, która mam nadzieję zdecyduje się w końcu czy obecnie prowadzi kampanię, czy jest wojewodą.
Pan Warchoł w tym czasie pracuje nad dostępem Rzeszowa do morza i już chyba ma nawet pierwsze sukcesy, co ogłosi zapewne na kolejnej samotnej konferencji prasowej bez maseczki. A restauratorzy jak zdychali tak zdychają.
Czterech rzeszowskich muszkieterów: Ferenc, Warchoł, Leniart i Bajdak, w swej trosce o Rzeszów ma się dobrze, ja jako były już restaurator – dziękuję Konradowi Fijołkowi. Wiem, ile taka pomoc znaczyłaby dla mnie. 

Redaktor Naczelny Super Nowości Jakub Karyś

13 Responses to "Rzeszów żąda dostępu do morza, ale najpierw odrobiny empatii"

Leave a Reply

Your email address will not be published.