
RZESZÓW. Czas rozpocząć bezwzględną walkę z rozplenionymi osiedlowymi patologiami i wandalizmem.
Czy Rzeszów jest bezpieczny jak głoszą statystyki? W odczuciu wielu mieszkańców niestety nie. O takiej opinii decyduje nie oficjalny hurraoptymizm, ale to co ludzie widzą w swym najbliższym otoczeniu. A widzą zdemolowane windy, klatki schodowe, watahy pijanych wyrostków wałęsające się po osiedlach. Tym artykułem rozpoczynamy dyskusję o prawdziwym, lecz skrywanym obliczu “stolicy innowacji”. Dziś głos Czytelnika z osiedla generała Andersa.
– Wciąż słyszymy propagandowe opowieści o wysokiej jakości życia, bezpieczeństwie i czystości w Rzeszowie – opowiada pan Tomasz. – Rzeczywistość jest niestety zupełnie inna. Doszło do tego, że mieszkańcy boją się interweniować, żeby nie narazić się na zemstę swoich własnych sąsiadów.
Nasz Czytelnik jest mieszkańcem ul. Mikołajczyka na osiedlu gen. Andersa (popularnie Baranówka III). Jak mówi to co spędza tu sen z powiek mieszkańcom, to szerzące się patologie, które nie zawsze znajdują odzwierciedlenie w policyjnych statystykach. Co jest największym problemem? – Obecność zdemoralizowanych rodzin patologicznych z mieszkań komunalnych. Patologia rodzi patologię – mówi pan Tomasz.
Dewastują windy i klatki
Na porządku dziennym są dewastacje. – Podpalane są przyciski w windzie i te przywołujące windę na klatce, a także uchwyty. Non stop przyjeżdża konserwator i wymienia uszkodzone elementy, a to koszt kilkuset złotych. Wandalizm kwitnie na klatkach schodowych, które są brudne i odrapane. Normalnym widokiem są powyrywane klamki, pocięte i zniszczone drzwi wejściowe, a palenie papierosów i przesiadywanie całych grup wyrostków na klatkach to codzienność – dodaje.
Jak mówi, w ubiegłym roku były też włamania do mieszkań. – Regularnie okradane są również piwnice. Właściwie nie można czuć się bezpiecznie nawet we własnym mieszkaniu. Zwłaszcza, że za oknem słychać wciąż niecenzuralne okrzyki dresiarzy i meneli, którzy urządzają sobie libację na placu zabaw – wylicza pan Tomasz.
Jeśli dołożyć do tego wyrzucanie śmieci bezpośrednio z okien i to, że plac zabaw staje się wysypiskiem, osiedlowa rzeczywistość zaczyna przypominać horror.
Dzieci ulicy
Naszego Czytelnika najbardziej bulwersuje to, że w patologicznych warunkach wychowywane są dzieci. – Rodzice wychodzący z małym dzieckiem pod blok z piwem czy innym alkoholem w ręku to tu w sumie normalny widok. Szczególnie latem wszystkie patologie widać jak na dłoni. Miasto nic w tej sprawie nie robi – nie ma żadnych programów zapobiegania takiemu patologicznemu wychowaniu. A gdzie jest straż miejska czy policja? – pyta zrezygnowany. – Na domiar złego, mimo naszych próśb o założenie monitoringu nic w tej sprawie się nie dzieje. W innych miastach kamery na osiedlach to standard. Opowieści o bezpiecznej “stolicy innowacji” serwowane przez prezydenta Ferenca można włożyć między bajki – kończy swe refleksje pan Tomasz.
A jak wygląda sytuacja na Państwa osiedlu? Na sygnały od Czytelników czekamy pod numerem 17 747-09-32 i adresem mailowym kkuchta@pressmedia.com.pl
Krzysztof Kuchta



14 Responses to "Rzeszowskie zero tolerancji"