„Rzeź wołyńska” do zjedzenia

Happeningiem jest zszokowany ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, orędownik prawdy o ludobójstwie Polaków na Wołyniu. W wypowiedzi dla Super Nowości podkreśla, że do skandalicznego wydarzenia doszło już 28 grudnia ub. roku, o czym mało kto wie. Fot. Archiwum
Happeningiem jest zszokowany ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, orędownik prawdy o ludobójstwie Polaków na Wołyniu. W wypowiedzi dla Super Nowości podkreśla, że do skandalicznego wydarzenia doszło już 28 grudnia ub. roku, o czym mało kto wie. Fot. Archiwum

Polskie władze milczą na temat antypolskiego happeningu w Kijowie.

Polskie władze do środy nie skomentowały antypolskiego happeningu, do jakiego doszło 28 grudnia ub. roku w jednym z kijowskich lokali, gdzie serwowano danie „rzeź wołyńska”.

Gdy we wtorek polski rząd świętował sprowadzenie grupy Polaków z ogarniętego walkami Donbasu, na portalach internetowych od lewa do prawa pojawiła się informacja o makabrycznym happeningu w Kijowie. W stołecznym Hot Barze zorganizowano imprezę mającą – według organizatorów – wyśmiać osoby bezkrytycznie wierzące w rosyjska propagandę oraz uderzającą w prorosyjskie ruchy na Ukrainie. W ramach imprezy rozdawano nagrody „Watnik Roku” (słowem „watnik” na Ukrainie potocznie określa się osoby ufające rosyjskiej propagandzie).

W menu podczas rozdania „nagród” znalazły się dania o szokujących nazwach, m.in. mięsny burger „odeski dom związków zawodowych” (w maju 2014 r. podczas aneksji Krymu żywcem spłonęło tam kilkadziesiąt osób). Wśród dań głównych znalazły się potrawy: „zgwałcona emerytka”,  szaszłyki „pierwsza czeczeńska” i „pułkownik FSB” oraz talerz mięs „rzeź wołyńska” czy talerz zakąsek „żydobanderowcy”. Kulminacyjnym momentem imprezy było krojenie tortu w kształcie niemowlęcia położonego na fladze Rosji.

Organizatorzy happeningu nie widzą żadnego problemu. „Tak, to absolutnie niepoprawne politycznie. Ale w obecnej sytuacji uważamy za całkiem sensowne, by wyśmiewać nawet śmierć, jeśli to śmierć zabłąkanych rosyjskich żołnierzy (których nie ma) na ćwiczeniach (na wojnie, której nie ma)” – napisali, odnosząc się do oferowanego w barze drinka „Gruz200”. To wojskowe określenie na samoloty transportujące ciała zabitych żołnierzy.

Cisza w Polsce
Happeningiem jest zszokowany ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, orędownik prawdy o ludobójstwie Polaków na Wołyniu. W wypowiedzi dla Super Nowości podkreśla, że do skandalicznego wydarzenia doszło już 28 grudnia ub. roku, o czym mało kto wie.

– O tym happeningu szeroko pisano na Ukrainie, natomiast w Polsce długo panowała o nim cisza. Nie zareagowało polskie MSZ. Dopiero gdy o zdarzeniu poinformował w poniedziałek portal Kresy24.pl oraz ja na Onet.pl, zaczęli pisać też inni, w tym Gazeta Wyborcza, która, niestety, relatywizuje to zdarzenie, tłumacząc jakoś autorów happeningu.

Świadome działanie
Ks. Isakowicz-Zaleski podkreśla, że autorzy happeningu świadomie wpisali weń sprawę polską. – Oni świadomie wpletli w swoją antyrosyjską manifestację antypolski akcent. Przecież do tego wydarzenia doszło w stolicy kraju, gdzie jest wiele ambasad. Oni musieli mieć świadomość, że to wydarzenie nie przejdzie bez echa. Sprawa zaszła za daleko. Tak długie milczenie polskiego MSZ, w sytuacji, gdy Polska pomaga Ukrainie, jest niezrozumiałe.

Ks. Isakowicz-Zaleski dodaje, że polskie MSZ ma obowiązek prawny i moralny zareagować na to, co się wydarzyło w Kijowie, tak samo jak reaguje na rozpowszechnianie przez zachodnie media kłamliwego terminu „polskie obozy zagłady” czy zacieranie prawdy o katyńskim ludobójstwie.

„Poza tym, gdyby serwowano danie „Holokaust Żydów”, to służby dyplomatyczne tak Izraela, jaki i USA oraz Unii Europejskiej z pewnością nie chowałyby głowy w piasek” – napisał znany duchowny na Onet.pl.

Błąd polskiej strony
Kijowski happening jest szeroko na polskich portalach. Dr Lucyna Kulińska, politolog z AGH w Krakowie, uważa, że happening jest wynikiem błędów polskiej strony, która nie żąda od Ukrainy uznania wołyńskiego ludobójstwa. – Jeżeli tutaj (w Polsce – ps) przez całe lata sprawa była bagatelizowana, władze nie uznały tego za ludobójstwo, to została otwarta furtka, że można z tego drwić – powiedziała krakowski politolog portalowi prawy.pl I ostrzegła: – Naród, który jest jeszcze na niskim poziomie cywilizacyjnym, zdemoralizowany czasami komuny i tą całą ideologią banderowską, dzisiaj wszedł na takie szlaki, które prowadzą ich do powtórki z ludobójstwa. Dla mnie jest to rzecz przerażająca, ale winę widzę przede wszystkim w działaniach, obojętności, jakiejś znieczulicy ze strony władz polskich.

KOMENTARZ
Nie igrajcie ze sferą tabu, bo przegracie!
Jak nazwać opisane wydarzenie? Niesmacznym wybrykiem, żartem rodem z lochu wampira Nosferatu, politycznym happeningiem? A może po prostu kanibalizmem? Wczytując się w przekaz organizatorów imprezy „Watnik Roku” można dojść do wniosku, że  w ten makabryczny sposób chcieli wyśmiać rosyjskie stereotypy panujące na temat Ukraińców i Ukrainy, że chcieli odreagować koszmar wojny z Rosją. Może i tak, tylko dlaczego przy tej okazji obrazili pamięć pomordowanych Polaków podczas rzezi wołyńskiej. Tego już nie da się racjonalnie wytłumaczyć, jak również jedzenia tortu w kształcie dziecka. Bracia Ukraińcy, miejcie się na baczności, bo przekraczanie estetycznych granic prowadzi do wiele groźniejszych rzeczy. Nie igrajcie ze sferą tabu, bo przegracie!

Piotr Samolewicz

7 Responses to "„Rzeź wołyńska” do zjedzenia"

Leave a Reply

Your email address will not be published.