
RZESZÓW. Nasza Czytelniczka, według rzeszowskich strażników miejskich, jest winna…
O sprawie Pani Magdaleny pisaliśmy w listopadzie ubiegłego roku, kiedy rzeszowscy strażnicy miejscy zarzucili jej, że pojechała na dzikie wysypisko 10 kilometrów od bloku, w którym mieszka, żeby wyrzucić… kilka podań o pracę, które składała kilkanaście lat temu. Twierdzili, że jeśli się przyzna, dostanie tylko mandat. Pani Magdalena się nie przyznała, bo była niewinna. Ostatecznie w poniedziałek, po kilku miesiącach oczekiwania, sędzia Sądu Rejonowego w Rzeszowie uznała, że nasza Czytelniczka nie powinna być ukarana, bo nie ma dowodów na to, że to ona wyrzuciła dokumenty. Efekt błahej sprawy jest taki, że kobieta przez kilka miesięcy stresowała się całą sprawą i musiała wydać pieniądze na adwokata.
O sprawie Super Nowości pisały jako pierwsze. Tą z pozoru błahą sprawą zainteresowała się później także telewizja Polsat, która wyemitowała materiał o pani Magdalenie w swoim głównym wydaniu informacyjnym.
O co chodziło w całej sprawie? Strażnicy miejscy znaleźli na nielegalnym wysypisku śmieci na osiedlu Przybyszówka kilka kserowanych dokumentów pani Magdaleny, które składała kilkanaście lat temu do żłobków, szukając pracy. Uznali, że to ona przejechała 10 km i wyrzuciła kilka papierów na dzikie wysypisko. – Raz, że dokumenty z moimi danymi zawsze drę na kawałki. A po drugie, idąc do przedszkola, pracy, na zakupy, czy gdziekolwiek indziej nawet nie musiałabym otwierać kontenera na śmieci, tylko wrzuciłabym te kilka kartek do stojącego przy wejściu do klatki małego śmietnika, a nie jeździła na inne osiedle je wyrzucać – mówi pani Magdalena.
Proponowali jej mandat, a skończyło się na uniewinnieniu
W listopadzie 2012 roku została wezwana do siedziby straży miejskiej i zaproponowano jej mandat w wysokości do 500 zł jeżeli się przyzna. – Byłam zszokowana, ale że jestem niewinna, odmówiłam przyjęcia mandatu – opowiada nasza Czytelniczka. Sprawa tym samym została wysłana przez Straż Miejską do sądu w trybie nakazowym, a więc bez słuchania stron.
Pani Magdalena usłyszała wyrok: kara nagany plus koszty sądowe. Kobieta, uważając się za niewinną, nie zgodziła się z wyrokiem i odwołała się od niego. Ze sprawą udała się do adwokata. Na pierwszej rozprawie w Sądzie Rejonowym w Rzeszowie została wysłuchana, sędzia rozmawiał też ze strażnikiem miejskim, który znalazł jej dokumenty. Po następnych miesiącach, 8 kwietnia nasza Czytelniczka usłyszała w sądzie, że jest niewinna. – Te zarzuty były od początku do końca absurdalne, ale to ja musiałam się nadenerwować i zapłacić za adwokata. Nie życzę tego nikomu – opowiada.
Od wyroku może odwołać się jeszcze rzeszowska Straż Miejska, ma na to siedem dni.
Grzegorz Anton



12 Responses to "Sąd ją uniewinnił od absurdalnego zarzutu"