
STALOWA WOLA. Wyrok Sądu Najwyższego, a teraz Okręgowego w Tarnobrzegu może utemperować płacowe roszczenia lekarzy w całym kraju. Od tej pory lekarz śpiąc w domu nie dostanie dodatkowych pieniędzy.
Siedmioro lekarzy z Powiatowego Szpitala Specjalistycznego w Stalowej Woli przegrało dwuletni proces o pieniądze za tzw. zejścia z dyżurów. To na razie powstrzymało pozwy kolejnej grupy lekarzy. Wcześniej lekarze przegrali w Sądzie Najwyższym, który nakazał Sądowi Okręgowemu w Tarnobrzegu ponowne rozpatrzenie sprawy roszczeń płacowych. Lekarze mają oddać pieniądze, które już zdążyli wziąć. Najwięcej, bo ok. 60 tys. zł do zwrotu ma szef miejscowego OZZL.
Wyrok z 30 grudnia ub. roku ma niebywałą rangę, bo w całej Polsce lekarze domagają się pieniędzy za 11-godzinny okres wypoczynku po dyżurze. Sądy zazwyczaj stawały po stronie lekarzy. Kierunek odwrócił SN orzekając w październiku ub. roku, że lekarz godząc się na dyżur dobrowolnie rezygnuje z wykonania tzw. nominału, czyli limitu 150 godzin przepracowanych miesięcznie. To jest wybór lekarza i szpital do wypoczynku nie musi mu dopłacać.
Płaca tylko za pracę
Spór sądowy toczy się od dwóch lat, ale sięga roku 2008, bo lekarze zażądali wyrównania za cały ten czas. Sąd Rejonowy w Stalowej Woli ich pozew odrzucił. Skuteczna była skarga powodów do SO w Tarnobrzegu, który wiosną 2012 r. nakazał szpitalowi wypłacenie siódemce lekarzy pieniędzy „za zejścia”. Wyrok miał klauzulę natychmiastowej wykonalności i szpital wypłacił blisko 200 tys. zł. Najmniejsza wypłacona kwota to 7,2 tys. Najwyższą wziął wspomniany lekarz-związkowiec. Dyrektor lecznicy, który od początku twierdził, że „nie będzie płacił za dyżur w szpitalu, a potem za spanie w domu”, odwołał się do SN. W międzyczasie trochę zmieniły się przepisy i SN uznał odwołanie za zasadne, nakazując Temidzie w Tarnobrzegu ponowne rozpatrzenie sprawy. SO tym razem uznał roszczenia lekarzy za niezasadne. Lekarze mają oddać pieniądze z odsetkami i zapłacić koszty procesowe w wysokości niepełnych 10 tys. zł. Wyrok jest prawomocny, ale lekarze mogą jeszcze złożyć kasację.
Sądowy spór lekarzy z dyrekcją lecznicy, raczej nieprzypadkowo zbiegł się w czasie z wprowadzanym w szpitalu programem ratunkowym. Kilka lat wcześniej starości stalowowolscy gnąc się pod presją strajku lekarzy, zafundowali im solidne podwyżki. Później musieli dołożyć jeszcze niższemu personelowi i szpital stanął na krawędzi bankructwa. Wyjścia były dwa – cięcia w płacach, albo prywatyzacja. Załoga po blisko rocznych negocjacjach zgodziła się na obcięcie niektórych składników płacowych, co uratowało szpital, który za rok, dwa może wyjść na finansową prostą.
Topór prywatyzacji wisiał nad szpitalem
Gdyby sąd uznał inaczej, za kilkanaście miesięcy stalowowolski szpital musiałby być sprywatyzowany. Za pierwszą siódemką do sądu już poszła następna grupa kilkunastu lekarzy. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że w przypadku wygranej drugiej grupy powodów, o pieniądze upomnieliby się wszyscy lekarze. Jak wyliczyły służby księgowe PSS, szpital musiałby wtedy wypłacić ponad 7,2 mln zł zaległości za „zejścia”, nie mówiąc już o bieżących podwyższonych wypłatach. Tego ani szpitalna, ani powiatowa kasa by nie udźwignęła. Dyrektor już zapowiedział, że zwróci się do sądu o nadanie wyrokowi klauzuli natychmiastowej wykonalności. – Tak samo, jak zrobili lekarze w stosunku do szpitala – mówi Mirosław Leśniewski, dyrektor PSS w Stalowej Woli.
Wg naszych informacji lekarz w stalowowolskim szpitalu, w zależności od specjalizacji dostaje za 24-godzinny dyżur od 1,6 do 2,3 tys. zł.
Jerzy Mielniczuk


