Sądowy finał nietypowej historii

- Wersja przedstawiona przez pokrzywdzonego była tak nieprawdopodobna, że aż trudno było uwierzyć, żeby ją zmyślił - mówił jeszcze na etapie śledztwa Jacek Żak, szef Prokuratury Rejonowej w Dębicy. - Wersja ta potwierdziła się na etapie śledztwa. Fot. Artur Getler
– Wersja przedstawiona przez pokrzywdzonego była tak nieprawdopodobna, że aż trudno było uwierzyć, żeby ją zmyślił – mówił jeszcze na etapie śledztwa Jacek Żak, szef Prokuratury Rejonowej w Dębicy. – Wersja ta potwierdziła się na etapie śledztwa. Fot. Artur Getler

DĘBICA. Skazany za oszukanie łatwowiernego dębiczanina.

Marek D. został skazany za oszukanie mieszkańca Dębicy na 200 tys. zł i nakłanianie go do popełnienia przestępstwa. Śledczy badający sprawę jeszcze na etapie śledztwa mówili, że historia opowiedziana przez oszukanego Roberta P. jest tak nieprawdopodobna, że aż trudno uwierzyć, by mógł ją zmyślić.

Sąd Okręgowy w  Rzeszowie dał wiarę wersji pokrzywdzonego. Wszystko działo się 5 lat temu. 34-letni wówczas Robert P. miał do sprzedania luksusowe auto sportowe marki Maserati – piękny wóz sprowadzony z zagranicy. Jego wartość szacował na 260 tys. złotych. Trudno mu było jednak sprzedać luksusowy auto. Tu na scenę wypadków wkracza 55-letni wówczas Marek D. z Gdańska. Zaoferował on sprzedaż samochodu za prowizję w wysokości 26 tys. zł (10 procent wartości pojazdu).

Haczyk…
Zaliczka miał być płatna z góry. Robert P. zapłacił i auto trafiło na wybrzeże, gdzie Marek D. miał znaleźć kupca. Według ustaleń śledztwa, ani auta nie sprzedał, ani zaliczki nie zwrócił, ale za to zaoferował Robertowi P. „genialne” rozwiązanie problemu. 34-letni dębiczanin miał zgłosić kradzież auta na policji w Radomiu. W ten sposób miał dodatkowo zarobić na nim z tytułu odszkodowania za fałszywą kradzież.

Radomscy funkcjonariusze nie byli w ciemię bici i zwietrzyli podstęp. Przyłapali dębiczanina, kiedy wyjeżdżał z parkingu mercedesem. Tymczasem chwilę przedtem zeznał, że do Radomia przyjechał maserati, które zostało skradzione. Robert P. przyznał się do kłamstwa.

Marek D. znowu niesie pomoc
Dębiczanin zadzwonił po poradę do gdańskiego handlarza aut, który chętnie zaoferował pomoc. Marek D. powołał się na znajomości w radomskiej policji i prokuraturze, i miał sprawę wyciszyć. Wszystko jednak kosztuje; gdańszczanin twierdził, że musi dać łapówki w Radomiu i zażyczył sobie na ten poczet 36 tys. zł. Robert P. po raz kolejny zaufał gdańszczaninowi.

Dębiczanin przekazał pieniądze na łapówki, jednak nic nie uzyskał. Został uznany za winnego składania fałszywych zeznań i ukarany grzywną. Natomiast Marek D przepadł. Nie odbiera telefonów i nie wiadomo, gdzie przebywa. Wraz z 55-letnim gdańszczaninem pod ziemię zapadło się auto i pieniądze.

Marek D. składał zeznania jako świadek w sądzie w Lęborku. Policjanci aresztowali go zaraz po rozprawie, został przesłuchany, a w końcu oskarżony. Sprawa trafiał do Sądu Rejonowego w Rzeszowie. Po ponad 2 latach procesu 21 marca sąd ogłosił wyrok. Marek D. został uznany winnym i skazany na karę łączną 2 lat i 2 miesięcy więzienia. Ma też zwrócić pieniądze za auto, które biegły sądowy wycenił na ponad 180 tys. zł, ma też zwrócić 26 tys. zł zaliczki, a na rzecz Skarbu Państwa oddać pieniądze pobrane na poczet łapówki. Wyrok nie jest prawomocny. P. po raz kolejny zaufał gdańszczaninowi.

Artur Getler

Leave a Reply

Your email address will not be published.