
PRZEMYŚL, RZESZÓW. Ostatecznie to Sąd Najwyższy zdecyduje, w którym sądzie w kraju rozpocznie się proces Mirosława K.
Sprawa byłego marszałka województwa podkarpackiego Mirosława K., na którym ciąży 16 zarzutów, w tym korupcyjnych, płatnej protekcji, łapownictwa i zgwałcenia wciąż przechodzi z sądu do sądu. Nie chciał się jej podjąć Rzeszowski Sąd Okręgowy, więc trafiła do Przemyśla. Okazuje się jednak, że i tam nie rozpocznie się proces. Ostatecznie to Sąd Najwyższy zdecyduje, który sąd w kraju poprowadzi sprawę. Prócz Mirosława K. na ławie oskarżonych zasiądzie jeszcze osiem innych osób, które, zdaniem śledczych, mają być powiązane z wręczaniem oskarżonemu lub obiecywaniem mu korzyści majątkowych.
– 18 września Sąd Okręgowy w Przemyślu wystąpił do Sądu Najwyższego o rozważenie możliwości przekazania sprawy do innego sądu. W uzasadnieniu orzeczenia sąd wskazał co prawda, że nie istnieją żadne przesłanki co do tego, aby przemyscy sędziowie wyłączyli się z prowadzenia sprawy ze względu na relacje towarzyskie z oskarżonymi ,jednak z racji pełnionych urzędów osoby oskarżone pozostawały w przeszłości w kontaktach zawodowych. z niektórymi sędziami. Uczestniczyli we wspólnych uroczystościach państwowych, jubileuszowych, konferencjach. Z racji tego sędziowie kontaktowali się z oskarżonymi i niektórymi świadkami w tej sprawie. Sąd uznał, że te relacje w odbiorze społecznym mogą stwarzać przekonanie o braku warunków do obiektywnego i bezstronnego rozpoznania tej sprawy przez tutejszy sąd. Takie same okoliczności były również podstawą do tego, by postępowania przygotowawczego nie prowadziła rzeszowska prokuratura – wyjaśnia sędzia Małgorzata Reizer, rzecznik Sądu Okręgowego w Przemyślu.
Od sądu do sądu
Przypomnijmy. Akt oskarżenia przeciwko Mirosławowi K., który sporządziła zajmująca się sprawą Prokuratura Apelacyjna w Lublinie, trafił do rzeszowskiego Sądu Okregowego w kwietniu tego roku. Wśród 16 ciążących na byłym marszałku zarzutów, 13 dotyczy korupcji, przyjmowania korzyści majątkowych, łapownictwa bądź płatnej protekcji, a po jednym dotyczy zgwałcenia, przekroczenia uprawnień i oszustwa. Obejmują one okres od 1999 do początku 2013 roku i tylko jeden z nich nie dotyczy sprawowania przez oskarżonego funkcji marszałka i wojewody województwa podkarpackiego. Chodzi o zarzut gwałtu, do którego miało dojść w czasie, gdy Mirosław K. był urzędnikiem starostwa w Lubaczowie.
Do rozpoczęcia procesu w Rzeszowie ostatecznie jednak nie doszło. Sędziowie uznali bowiem, że ze względu na miejsce, w którym miały zostać popełnione czyny zarzucane oskarżonemu, właściwszym organem do poprowadzenia procesu byłby Sąd Okręgowy w Przemyślu. Tam też trafiły akta. Przemyski sąd jednak również nie chce podjąć się sprawy. O tym, który sąd ostatecznie się nią zajmie, zadecydować ma Sąd Najwyższy.
Łącznie wobec wszystkich 9 oskarżonych śledczy sformułowali aż 37 zarzutów. Byłemu marszałkowi grozi do 12 lat pozbawienia wolności. Mirosław K. nie przyznaje się do żadnego z zarzucanych mu czynów.
Katarzyna Szczyrek



21 Responses to "Sądy boją się byłego marszałka?"