
Jednym z przestępstw najczęściej odnotowywanych w kronikach policyjnych jest jazda po pijanemu. Z tego powodu te bardzo groźne czyny stały się już tak pospolite, że rzadko trafiają do tej rubryki, w której staramy się opisywać sprawy bardziej niecodzienne. Lecz i tu są wyjątki.
Marcin G. przyjechał na stację paliw, stanął przed dystrybutorem lekkim skosem, po czym wysiadł z auta i chwiejnym krokiem usiłował dojść do węża podającego paliwo. W samochodzie był też pasażer, który nawet nie wiedział, gdzie się znajduje, gdyż spał jak suseł. Potem okazało się, że jest to Grzegorz H., właściciel tego auta.
Tymczasem Marcinowi jakoś udało się odczepić wąż od dystrybutora, ale nie potrafił już trafić nim w otwór zbiornika paliwa. Wtedy podbiegł do niego pracownik tej stacji i bez słowa zabrał mu kluczyki. W chwilę potem nadjechał radiowóz, wezwany wcześniej przez tego pracownika.
W takim przypadku funkcjonariusze w pierwszej kolejności podają podejrzanemu kierowcy alkomat i każą mu dmuchać. Tym razem pojawił się jednak mały problem, gdyż Marcin G. nie miał nawet na tyle siły, by solidnie dmuchnąć w ten przyrząd. Po kilku próbach jednak się udało i alkomat wykazał 2,5 promila. Dla zasady policjanci sprawdzili też Grzegorza H., który miał w organizmie niemal identyczną porcję alkoholu. Więc – dodajmy dla zasady – on też nie uniknie odpowiedzialności, gdyż jako właściciel samochodu odpowie za dopuszczenie do kierowania pojazdem osoby nietrzeźwej.
Jeśli komuś wydaje się, że to już koniec tego serialu, to jest w błędzie, gdyż na stację paliw zajechała właśnie Alina D., znajoma obu pijanych panów, którą wezwał telefonicznie Grzegorz H., prosząc, by zajęła się jego drogim wozem i wstawiła go do garażu. W pierwszej chwili policjanci byli nawet zadowoleni z takiego obrotu sprawy, gdyż mogli zająć się tylko pijanymi osobnikami, ale coś ich tknęło i poprosili Alinę, by także dmuchnęła w alkomat. Początkowo kobieta trochę się wzbraniała, ale jak już dmuchnęła, to wyszło 1,5 promila.
W tym momencie na stacje paliw przyjechał brat Grzegorza, także przez niego wezwany telefonicznie, który obiecał zaopiekować się autem braciszka, ale po zbadaniu alkomatem okazało się, że choć jest najtrzeźwiejszy ze wszystkich, nie licząc policjantów, to ma jednak 0,8 promila. Udało mu się jednak zatelefonować po kolegę, który po chwili pojawił się na stacji i – nie uwierzycie – był zupełnie trzeźwy. Ponadto przyjechał z kumplem, też trzeźwym, dzięki czemu, za zgodą Grzegorza H., mogli odholować pojazd do garażu właściciela.
Niekiedy pospolite przestępstwa, dzięki niepospolitym przestępcom, mają w sobie coś niepospolitego.
JAN M.



5 Responses to "Sami swoi"