Sanok wierzy w Katarzynę

Miejmy nadzieję, że Katarzyna Bachleda-Curuś w niedzielę będzie równie uśmiechnięta. Fot. Facebook
Miejmy nadzieję, że Katarzyna Bachleda-Curuś w niedzielę będzie równie uśmiechnięta. Fot. Facebook

ŁYŻWIARSTWO SZYBKIE. Czy po niedzielnym wyścigu na 1500 m będziemy się cieszyć z kolejnego medalu dla Polski?

– Kasia jest mocna. Jeśli powtórzy to, co zrobiła w biegu na 3000 metrów, będziemy mieć medal! – przekonuje Romuald Kaszubowicz, prezes Podkarpackiego Okręgowego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego i Wrotkarstwa. W niedzielę sanoczanka Katarzyna Bachleda-Curuś wystąpi na swoim koronnym dystansie 1500 metrów.

Wychowanka Górnika do rywalizacji przystąpi wypoczęta. Nie wzięła bowiem udziału w czwartkowym wyścigu na 1000 metrów. – Uznaliśmy z trenerem, że nie ma sensu tracić energii – tłumaczyła.

Sędzia chciał być najważniejszy
– Katarzyna w pięknym stylu pokonała połowę 3-kilometrowej trasy, wysyłając jasny przekaz: na krótszym dystansie mogę być groźna dla najlepszych. To był jeden z lepszych jej biegów, jakie widziałem – zachwyca się Romuald Kaszubowicz. Nasza panczenistka zajęła wysokie, 7. miejsce, ale została zdyskwalifikowana za przekroczenie linii.

– Nie przeszkodziła rywalce, dzięki temu przewinieniu nie zyskała na wyniku. Sędzia powinien ją upomnieć po zakończeniu biegu, ale najwidoczniej chciał się znaleźć w centrum uwagi. Rozmawiałem z sędziami z Holandii i Niemiec, podzielają moje zdanie. Dlatego przed niedzielnym startem trochę się obawiam o arbitrów – mówi Kaszubowicz. – Jestem z Kaśką w kontakcie. Pisała mi na „fejsie”, że do dzisiaj nie może się pogodzić z tym, jak została potraktowana. Mam nadzieję, iż ta cała sytuacja wyzwoli u niej sportową złość – dodaje.

Zakończyć z przytupem
34-letnia Bachleda-Curuś (z domu Wójcicka) to szefowa naszej misji olimpijskiej i jedna z bardziej doświadczonych sportsmenek w reprezentacji. To dla niej czwarte i ostatnie igrzyska. W dorobku ma już brązowy medal wywalczony z drużyną (w Vancouver), sukces indywidualny byłby więc wymarzonym zwieńczeniem kariery.

– I mocno wierzę, że tak właśnie się stanie. Z drużyną też wiążemy spore nadzieje. Po olimpiadzie w Kanadzie apetyty wzrosły, tam pokonaliśmy faworyzowane Amerykanki. Pamiętajmy jednak, że sukces w drużynie można osiągnąć tylko wówczas, jeśli wszystkie zawodniczki trafią z formą w danym dniu. A to nie takie proste – tłumaczy Kaszubowicz.

Tam, gdzie szlifuje się talenty
Podczas niedzielnego występu panią Katarzynę będą wspierać z trybun mąż, mama i trzyletnia córeczka Hania. Bachleda-Curuś od lat mieszka i ćwiczy w Zakopanem. – W Sanoku odkryliśmy jej talent, ale diamenty szlifuje się tam, gdzie są warunki do treningów, sztab szkoleniowy i pieniądze. Ponadto Zakopane posiada najszybszy tor w Polsce. Choć gdy Katarzyna przyjechała rok temu do Sanoka na mistrzostwa kraju w sprincie, to nie poznała ośrodka. Modernizacja zajęła nam jednak 15 lat – opowiada Damian Delekta, dyrektor MOSiR w Sanoku.

Bachleda-Curuś do Adler Arieny pojedzie różowym rowerem zakupionym dla niej przez wolontariuszkę Marinę. – Kosztował niewiele, ale po igrzyskach, gdy podpiszą się na nim medaliści, jego wartość wzrośnie – zapewnia panczenistka.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.