
PRZEMYŚL. Prezydent obiecał pomoc mieszkańcom osiedla.
Dla zwyczajnych ludzi liczą się zwyczajne sprawy. Nie zawsze potrafią sobie z nimi poradzić, bo nie zawsze ktoś usłyszy ich głos. Ot takie zrujnowane schody na przemyskim osiedlu „Przemysława” – kto o nich pomyśli? Od czego są jednak członkowie zarządu osiedla i radni? Jedna interpelacja i jest deklaracja prezydenta Roberta Chomy: sprawa będzie załatwiona.
Te schody takie są „od zawsze”: tu dziura, tam wyrwa. Dla młodego, sprawnego człowieka może to nie jest problem, szczególnie gdy nie jest ślisko. Ale mieszkają tu też osoby starsze, mniej sprawne. – Niejeden tu się wywrócił, albo z trudem otrzymał równowagę na tych schodach – opowiadają mieszkańcy osiedla „Przemysław”. Wśród członków zarządu osiedla jest Przemysław Bukowski, syn zmarłego w zeszłym roku przewodniczącego Rady Miejskiej Przemyśla, śp. Władysława Bukowskiego. To on napisał w sprawie tych nieszczęsnych schodów do wiceprzewodniczącego Rady, Janusza Zapotockiego (klub SLD), a radny natychmiast zareagował, złożył interpelację do prezydenta Roberta Chomy.
Odpowiedź włodarza Przemyśla ucieszyła wiceprzewodniczącego Zapotockiego i mieszkańców osiedla „Przemysław”. – Prezydent obiecał zająć się tą sprawą „od ręki” – mówi zadowolony Zapotocki. – Wspomniał nawet, że je zna, bo kiedyś sam mieszkał w pobliżu – dodaje. – Cieszę się, bo takie zwyczajne ludzkie sprawy są bardzo ważne – podkreślił. Przemysław Bukowski, który bardzo angażuje się w sprawy osiedla, odetchnął z ulgą. – Te schody to zmora, szczególnie ludzi starszych i szczególnie, gdy jest ślisko – mówi. – Ale teraz już jesteśmy spokojniejsi – stwierdza.
Zwyczajne ludzkie sprawy, które dla „reszty świata” nie mają pewnie większego znaczenia, dla lokalnej społeczności bywają kluczowe. O tym powinni pamiętać włodarze miast, gmin i radni, bo są dla ludzi, którzy ich wybrali.
Monika Kamińska


