
MIELEC. Magistrat ani myśli być gospodarzem przytuliska dla bezdomnych zwierząt.
Z końcem kwietnia ma zostać zamknięte schronisko dla bezdomnych zwierząt w Mielcu. Taką decyzję wydał Powiatowy Lekarz Weterynarii, tłumacząc się tym, że psy i koty gnieżdżą się na małej przestrzeni. Problem schroniska mogłoby rozwiązać przejęcie go pod zarząd przez samorząd miasta. Magistrat nie chce jednak o tym nawet słyszeć.
Przypomnijmy, że od 1992 roku zarządcą schroniska przy ul. Targowej jest Mieleckie Towarzystwo Ochrony Zwierząt. – Pozytywnie oceniamy to przedsięwzięcie – komentuje wiceprezydent Mieczysław Wdowiarz. – Grupa ludzi dobrej woli skrzyknęła się i podjęła się pewnego obowiązku. To dobrze świadczy o naszych mieszkańcach. Dzięki temu, Mielec jest jednym z nielicznych miast na Podkarpaciu, które prowadzi takie schronisko – zaznacza.
„Wiemy, że w schronisku nie jest idealnie”
Problem w tym, że schronisku się nie przelewa. Cierpią na tym przede wszystkim psy i koty, które gnieżdżą się tam w dramatycznie małej przestrzeni. – Nie jest idealnie, sami mamy zastrzeżenia – przyznaje wiceprezydent. – Rozmawiamy z Towarzystwem na temat poprawienia standardów funkcjonowania tej placówki. I muszę przyznać, że jesteśmy trochę zaskoczeni, że z dniem 1 maja b.r. Powiatowy Lekarz Weterynarii zamknął to schronisko.
Wdowiarz zapewnia, że magistrat robi wszystko, aby sytuacja w przytulisku uległa poprawie. – Rozmawiamy o tym z odpowiednimi instytucjami – precyzuje. – Mówimy im, że jest średnio, ale chcemy tak zrobić, żeby było lepiej i prosimy o pomoc. Mamy nadzieję, że znajdziemy zrozumienie. Liczymy również, że towarzystwo dalej będzie prowadziło to schronisko. Uważamy, że jest to dobry kierunek, który powinien być kontynuowany
„Bardziej opłaca się tak, jak jest”
– Przejęcie przytuliska i finansowanie go tylko i wyłącznie z kasy miasta nie byłoby dobrym rozwiązaniem – zaznacza wiceprezydent. – Schronisko stałoby się wtedy jednostką budżetową w stu procentach zarządzaną i finansowaną przez urzędników. Lepiej byłoby, gdyby aktywność społeczna była jednak kontynuowana. To się po prostu bardziej opłaca.
– Bo przecież Towarzystwo, zarządzające przytuliskiem, poprzez swoją aktywność otrzymuje darowizny od osób fizycznych. To niemałe kwoty. W ub. r. było to ponad 100 tys. zł. Poza tym, jako organizacja pożytku publicznego, otrzymują środki z jednoprocentowego odpisu od podatku. Niemałą część w dochodach schroniska stanowią dotacje z budżetu miasta. W ub. r. było to 235 tys. zł, w tym roku aż 450 tys. zł – wylicza Wdowiarz.
***
Niechęć magistratu do przejęcia schroniska jest odczuwalna i to od dłuższego czasu. W Mielcu każdą złotówkę oglądają kilka razy, a przecież utrzymanie setek bezdomnych zwierząt do tanich przedsięwzięć nie należy. Argumentacja wiceprezydenta Wdowiarza, dotycząca potrzeby utrzymania status quo w schronisku, jest sensowna, ale ja w nią najzwyczajniej w świecie nie wierzę. Jak dla mnie, to zaklinanie rzeczywistości.
Paweł Galek



8 Responses to "Schronisko, jak gorący kartofel?"