Wstyd, żenada, kompromitacja, skandal, awantura – tylko takimi słowami można określić to, co działo się na czwartkowej sesji sejmiku, w którym stanowisko przewodniczącego przejęła Platforma Obywatelska. Radni zmarnowali dokładnie 9 godzin, bo właśnie tyle trwała sesja.
Zamiast głosować uchwały w ważnych dla regionu sprawach, mieliśmy do czynienia z politycznym show. No bo jaki cel ma przeciąganie głosowania nad odwołaniem zarządu? Chyba tylko taki, żeby temat był stale obecny w mediach i sprawiał wrażenie, że prawicowy zarząd marszałka Ortyla chce się podać do dymisji.
Tymczasem prawda jest zupełnie inna. Wniosek o odwołanie musi zostać rozpatrzony, bo taki ustawowy obowiązek wynika z braku absolutorium. A absolutorium marszałek nie otrzymał tylko dlatego, że obraził się na niego wicemarszałek Jan Burek. Ortyl zdymisjonował go kilka miesięcy temu, bo interesy na kontraktach z urzędem marszałkowskim robił zięć Burka, a to śmierdziało na kilometr tzw. nepotyzmem biznesowym. Burek przeszedł więc do opozycji, a arytmetyka sejmikowa akurat tak się ułożyła, że to właśnie jego głos decyduje dziś o wszystkim.
Trudno przewidzieć, jak będzie wyglądać dalsza „współpraca” między sejmikową większością PO-PSL-SLD-Karapyta-Burek a zarządem PiS-Prawica RP. Do jego odwołania na pewno nie dojdzie, bo do tego potrzebnych jest aż 20 głosów. Można być raczej pewnym, że obrady sejmiku staną się do czasu listopadowych wyborów samorządowych miejscem prowadzenia kampanii wyborczej. Tym bardziej, że wyniki majowych wyborów do Parlamentu Europejskiego jasno dowodzą, że opozycja PO-PSL-SLD nie ma większych szans na ponowne przejęcie władzy w sejmiku. Żeby zwiększyć swoje szanse, musi więc narobić trochę „dymu” wokół pracy zarządu. Przyglądając się czwartkowej sesji sejmiku z przykrością muszę stwierdzić, że w tę polityczną grę wpisali się także radni, u których do tej pory merytoryka była ważniejsza niż polityka.
Pod nowym, nieudolnym przywództwem sejmik sięgnął po prostu dna i jeśli poprzedni przewodniczący sejmiku Wojciech Buczak został odwołany tylko dlatego, że nakazał powtórzenie głosowania, w którym zawiódł sprzęt techniczny, to po tym jak wyglądała ostatnia sesja, nowy przewodniczący Miklicz powinien się po prostu podać do dymisji. Ja rozumiem, że ma prawo przerwać wypowiedzi rozemocjonowanych radnych, ale już przerywanie wypowiedzi ekspertom, tylko dlatego, że mówią, że Centrum Wystawienniczo-Kongresowe wcale się nie zawali, jakby to niektórzy chcieli, jest po prostu tłumieniem sejmikowej debaty. Na dymisję bym jednak nie liczył, bo ego przewodniczącego Miklicza jest większe niż libido radnego Karapyty…
Arkadiusz Rogowski



One Response to "Sejmikowy dym"