Sekundy, które zmieniły życie

Koszt miesięcznej opieki rehabilitanta to około trzy tysiące złotych. Do tego dochodzą koszty leków, sprzętu i dojazdów o szpitali. – Moim największym marzeniem jest przywrócić synowi jak największą sprawność. Jest nam ciężko, ale zdrowie Kacperka jest najważniejsze – mówi mama Kacpra. Fot. Martyna Sokołowska

Zwyczajne, marcowe popołudnie. 11-letni Kacper bawi się z rodzeństwem i kolegami na podwórku. Wchodzi na huśtawkę. Potężna metalowa konstrukcja załamała się i uderzyła chłopaka. W jednej chwili życie 11-latka, który marzył o piłkarskiej karierze, całkowicie się zmieniło. Boisko musiał zamienić na szpitalne sale. Walka o powrót do sprawności trwa już kilkanaście miesięcy, ale aby Kacper wyszedł z niej zwycięsko, potrzebuje naszego wsparcia.

Z mamą Kacpra umawiam się w Humniskach, w domu, gdzie mieszka z mężem i trojgiem ich dzieci. Pani Jola, bo tak ma na imię, rzadko teraz wychodzi. Każdą wolną chwilę poświęca swojemu synowi.
Zaprasza mnie do pokoju, w którym jest też Kacper. 12-letni chłopiec leży na łóżku i ogląda w telewizji bajkę. Chwilę go obserwuję. Wydaje mi się, że się uśmiecha, więc odwzajemniam uśmiech. Dostrzega to mama chłopca. – Teraz jest już lepiej. Kacper miewa dobre momenty, kiedy reaguje na to, co się wokół niego dzieje. Zaraz po wypadku lekarze nie dawali mu większych szans…
– pani Jola spuszcza głowę. Powrót do dnia wypadku i tego, co działo się przez kolejne miesiące w dalszym ciągu wywołuje u niej bardzo silne emocje.
Młoda kobieta doskonale pamięta tragiczny dzień, który odmienił życie jej rodziny na zawsze. – Był 18 marca 2020 roku, początek pandemii, ale dzieci nie chodziły już wtedy do szkoły. Tego popołudnia bawiły się u nas na podwórku. Później chłopcy wymyślili, że pójdą do kuzynostwa, które mieszka w sąsiedztwie, tam zaczęli bawić się z innymi dziećmi – wspomina. W ogrodzie stała masywna huśtawka, na której Kacper zaczął się huśtać. W pewnym momencie stelaż huśtawki się załamał. Ciężka, metalowa konstrukcja spadła chłopcu na głowę, powodując bardzo poważne obrażenia.

Dramatyczna walka o życie

Dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie. Na miejsce przyjechała karetka. Kacper trafił do szpitala w Brzozowie, ale lekarze uznali, że jego stan jest bardzo poważny i trzeba go natychmiast przetransportować do szpitala w Rzeszowie. – Syn jeszcze tego samego dnia trafił na stół operacyjny. Miał ogromny obrzęk mózgu, lekarze musieli wykonać kraniotomię. To zabieg polegający na usunięciu fragmentu kości czaszki. Po skończonej operacji lekarze powiedzieli nam, że stan syna jest bardzo ciężki, decydujących będzie kilka najbliższych dób i jeśli w tym czasie stan Kacpra się ustabilizuje, to powinien przeżyć – wspomina ze łzami w oczach mama chłopca.
Kacper został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Przeżył, ale po kilku dniach zaczęły się komplikacje. Wytworzyło się wodogłowie i lekarze musieli wszczepić zastawkę komorowo-otrzewnową, aby usunąć nadmiar płynu. Chłopiec przeszedł też zabieg tracheotomii, bo był niewydolny oddechowo. Trzeba było także założyć PEG – specjalne urządzenie, które podaje pokarm bezpośrednio do żołądka.
Kolejnym ciosem był dzień, kiedy lekarze wybudzili Kacpra ze śpiączki farmakologicznej. – Okazało się, że syn nie odzyskał świadomości…
Przez dwa miesiące chłopiec przebywał w jednym z rzeszowskich szpitali na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej, później został przeniesiony do Regionalnego Ośrodka Rehabilitacyjno-Edukacyjnego, który mieści się przy placówce. Tam rozpoczęła się kompleksowa rehabilitacja. Z rodzicami chłopiec porozumiewał się za pomocą cyber-oka, specjalistycznego urządzenia, dzięki któremu pacjent, który nie mówi i nie rusza kończynami, może za pomocą wzroku kontaktować się z otoczeniem. – To był dla nas bardzo trudny czas. Lekarze nie dawali nam większych nadziei na to, że stan Kacpra się poprawi. Musieliśmy być przygotowani na wszystko… – wspomina pani Jola.
W międzyczasie chłopcu trzeba było usunąć wyrostek robaczkowy, co wydłużyło pobyt w szpitalu o kolejne miesiące. – Ze szpitala wyszliśmy w grudniu, święta spędziliśmy już w domu. Powoli zaczęliśmy układać nasze życie na nowo, z tym, że trzeba je było poukładać pod Kacperka – opowiada mama chłopca. – Dzielimy się obowiązkami, bo oboje z mężem pracujemy. Na szczęście mamy ogromne wsparcie rodziny, która bardzo pomaga nam w opiece nad synem.
Po kilku miesiącach od wypadku zaczęły się pojawiać drobne sygnały, świadczące o powrocie świadomości: skupienie wzroku, delikatny ruch dłoni. – Choć sygnały były subtelne, każdy nawet najmniejszy ogromnie cieszył – przyznaje mama chłopca.

Determinacja i systematyczna praca

Rano chłopca trzeba umyć, później inhalować, bo od trzeciego roku życia choruje na astmę. Po śniadaniu rozpoczyna się rehabilitacja. – Rano najczęściej z synem ćwiczy mąż lub wujek, teraz też ja. Jestem nauczycielką, zaczęły się wakacje, mam więc czas, aby ćwiczyć z Kacperkiem
– pani Jola uśmiecha się do syna.
Raz dziennie z chłopcem ćwiczy profesjonalny rehabilitant. Determinacja i systematyczna praca przynoszą efekty. – Kacper powoli zaczyna ruszać prawą ręką. Potrafi np. sam wziąć sobie widelcem jedzenie do buzi. Coraz chętniej siada, próbuje też bawić się piłką – relacjonuje mama chłopca.
Kacper jest wielkim fanem piłki nożnej, przed wypadkiem chciał zostać piłkarzem. Na bieżąco śledzi mistrzostwa Europy Euro 2020. Pani Jola spogląda na chłopca. – Zauważyliśmy, że syn częściej się uśmiecha, a jego mimika i gesty są coraz bardziej świadome. Kacper jest zaangażowany i chętnie ćwiczy, w czym aktywnie pomagają mu także młodszy brat i siostra. Nie do końca rozumieją, co się stało, ciągle pytają o to, kiedy Kacperek będzie już zdrowy… Przed wypadkiem to on o nich dbał, pomagał odrabiać lekcje, bawił się, potrafił nawet pogodzić zwaśnione rodzeństwo. To złoty chłopak, świetnie się uczył, był lubiany w szkole przez dzieci i nauczycieli. Kiedyś w klasie zbierali plastikowe nakrętki dla chorej kuzynki jednej z dziewczynek w klasie. Kacper bardzo zaangażował się w akcję, odkładał każdą nakrętkę, dwa razy sprawdzał worek ze śmieciami przed wyrzuceniem. Tak chętnie pomagał innym… – mówi przez łzy mama Kacpra.

„Wielką siłę w sobie mamy…”

Teraz to inni pomagają Kacperkowi w powrocie do zdrowia. W działania aktywnie włączyła się lokalna społeczność Humnisk. Pomagają też uczniowie i grono pedagogiczne Szkoły Podstawowej nr 1, do której przed wypadkiem uczęszczał chłopiec. – Zaczęło się od pomysłu uczniów klasy V, którzy nagrywali czytane teksty, swoje przeżycia z dnia i przekazywali je mailowo do mamy Kacpra, aby będąc w szpitalu mógł ich usłyszeć. Później była zbiórka nakrętek. W akcję zaangażowana była cała szkoła
– opowiada Magdalena Chmielewska, pedagog SP nr 1 w Humniskach.
Sytuacja epidemiczna nieco wstrzymała działania uczniów i nauczycieli, ale zapał nadal był ogromny, więc kiedy tylko pandemia wyhamowała, przy szkole zorganizowano piknik, podczas którego zbierano fundusze dla Kacpra.
– Piknik okazał się strzałem w dziesiątkę, a nad jego realizacją działała cała rzesza ludzi z Humnisk i okolicznych miejscowości: uczniowie, rodzice z Rady Rodziców, Koło Gospodyń Wiejskich, służby mundurowe, utalentowani mieszkańcy Humnisk ze swoim rękodziełem, firmy lokalne, nauczyciele oraz mieszkańcy – wylicza Magdalena Chmielewska.
Podczas pikniku udało się zebrać ponad 11 tysięcy złotych. Pieniądze trafiły na konto Kacpra w Fundacji Pomocy Dzieciom im. Stanisławy Bieńczak w Brzozowie.

Akcja „Serce”

Kto nie miał możliwości wesprzeć Kacperka podczas pikniku, może to zrobić w każdej chwili. Dzięki zaangażowaniu społeczników udało się zorganizować metalowy pojemnik w kształcie serca, do którego można wrzucać plastikowe nakrętki. – Pomysł na serce zrodził się spontanicznie. Najpierw w okolicznym sołectwie postawiono taki pojemnik koło szkoły, padło więc hasło: czas na nasze humniskie serducho. Udało nam się pozyskać sponsorów i dzięki ludziom dobrej woli pojemnik na nakrętki stoi już przy szkole podstawowej w Humniskach – mówi Iwona Słota z Rady Rodziców przedszkola w Humniskach.
Fundusze ze sprzedaży nakrętek zostaną przekazane na rehabilitację Kacpra. Dzięki wsparciu lokalnej społeczności rodzice chłopca coraz śmielej myślą też o zakupie cyber-oka, które umożliwi im kontaktowanie się z synem. Koszt urządzenia to prawie 30 tysięcy złotych. – Z PFRON dostaliśmy 7 tysięcy złotych, 11 tysięcy udało się zebrać na pikniku, brakuje nam więc około 10 tysięcy. Marzymy też o zakupie samochodu, który będzie przystosowany do przewozu Kacpra, bo teraz, aby dojechać do szpitala czy ośrodka rehabilitacyjnego, musimy wynajmować karetkę – mówi mama chłopca.
Lada dzień na portalu zrzutka.pl ruszy zbiórka funduszy na rehabilitację i leczenie Kacpra. – Chciałabym za pośrednictwem Super Nowości podziękować wszystkim ludziom, którzy nas wspierają. Chociaż tej wdzięczności nie da się wyrazić słowami. Nie spodziewałam się takiego zaangażowania, to jest wspaniałe. W imieniu swoim i Kacpra dziękuję.

Martyna Sokołowska

Leave a Reply

Your email address will not be published.