Sensacji nie było (ZDJĘCIA)

Fot. Wit Hadło

1/32 FINAŁU TOTOLOTEK PUCHARU POLSKI. STAL RZESZÓW – POGOŃ SZCZECIN. Bez niespodzianki przy Hetmańskiej, gdzie biało-niebiescy przegrali pierwszy mecz w tym sezonie.

Przez ponad godzinę Stal Rzeszów dzielnie stawiała czoła liderowi PKO Ekstraklasy ze Szczecina. Pogoń musiała się sporo namęczyć, by ostatecznie dopiąć swego i awansować do 1/16 finału Pucharu Polski. Ekipa Janusza Niedźwiedzia na pewno jednak swojego wczorajszego występu nie musi się wstydzić.

– Przed przerwą zagraliśmy chyba najlepszy futbol w tym sezonie, mając jednocześnie na uwadze, z kim przyszło się na zmierzyć. Po zmianie stron grał jeden zespół. Nie ma się co oszukiwać. Pogoń wygrała zasłużenie. Pokazała większą jakość gry i to, że liderem PKO Ekstraklasy nie jest przed przypadkiem. Ten mecz pokazał nam, gdzie mamy największe braki i co musimy jeszcze poprawić. Przed rokiem musiałem motywować zespół przed meczem pucharowym w Rakszawie, gdzie boisko nie nadawało się do gry. Tym razem nie trzeba było go motywować, bowiem to była nagroda za kilkanaście miesięcy ciężkiej pracy. Puchar Polski to była piękna przygoda, ale musimy o niej jak najszybciej zapomnieć. Teraz liczy się dla nas tylko liga i na niej skupiamy wszystkie siły – przyznał po meczu z Pogonią Janusz Niedźwiedź, trener Stali.

Ta od początku środowego spotkania ani myślała ustępować pola wyżej notowanemu rywalowi. Wprawdzie jak na dłoni było widać jego zdecydowanie większy potencjał, ale gospodarze wszelkie braki niwelowali ambitną, a co ważniejsze, mądrą grą. Przed przerwą oglądaliśmy dwie bramki, ale obie nieuznane. Najpierw do siatki Pogoni trafił Grzegorz Goncerz, który wykorzystał fatalny błąd Jakuba Bursztyna, jednak ku rozpaczy rzeszowian, był na spalonym. Tuż przed przerwą z dystansu huknął z kolei Damian Dąbrowski. Piłka również wpadła do siatki, ale na linii strzału znajdował się będący na pozycji spalonej Hubert Matynia, który dotknął futbolówki i sędzia słusznie nie uznał trafienia obrońcy Pogoni. Stal przed przerwą na pewno nie była gorsza od szczecinian. Wprawdzie w końcówce I połowy dała się ona zepchnąć do głębokiej defensywy, ale na przerwę obie drużyny schodziły przy bezbramkowym remisie. Taki wynik na pewno nie satysfakcjonował gości ze Szczecina, którzy po zmianie stron przycisnęli jeszcze mocniej. Szczęścia w strzałach z dystansu próbował m.in. dwukrotnie Michail Manias, ale jego uderzenia dalekie były od ideału. To była jednak zapowiedź zdecydowanie lepszej gry Pogoni, co z kolei wróżyło poważne kłopoty dla Stali. Nawałnica przyjezdnych trwała dobry kwadrans, po czym szybki wypad przeprowadzili gospodarze. Próbujący opanować piłkę w polu karnym rywala Michał Nawrot, tuż przed oddaniem strzału, pomógł sobie jednak ręką. Ta sytuacja najwyraźniej rozochociła miejscowych do jeszcze odważniejszej gry, czego dowodem była akcja Grzegorza Goncerza, Po tym jak ograł on dwóch defensorów Pogoni, piłka po jego strzale została podbita przez jednego z rywali i przeszła tuż nad poprzeczką. Do równowagi mecz przywróciła akcja Benyaminy, który również minimalnie przestrzelił. Trener Kosta Runjaic widząc nieporadność swojej drużyny, zdecydował się wprowadzić na boisku najskuteczniejszego strzelca Pogoni, Adama Buksę. Na dogrywkę nie chciał także czekać Janusz Niedźwiedź, posyłając do boju Tomasza Płonkę. Jednak to nie ofensywa, ale defensywa miała być w tym momencie mocną stroną Stali. I była, ale do czasu. W bramce gospodarzy fantastycznie spisywał się Gerard Bieszczad, który w świetnym stylu obronił m.in. strzał Soufiana Benyaminy. Rzeszowski golkiper nie miał za to nic do powiedzenia przy dobitce strzału Tomasa Podstawskiego przez Benedykta Zecha. Gol wprowadził wiele spokoju w poczynania przyjezdnych, którzy zaczęli kontrolować wydarzenia na boisku, jednocześnie marnując co najmniej dwie wyśmienite sytuacje do podwyższenia prowadzenia. Okazję na wyrównania miała z kolei Stal, a konkretnie Goncerz, który jednak przestrzelił. – Wiedzieliśmy, że będzie to twarde i trudne spotkanie, ale przyjęliśmy takie warunki. Czy byłem zaskoczony dobrą grą Stali przed przerwą? Na pewno nie. Wiedzieliśmy, że to silna drużyna. Widać po niej było, że również chce awansować do kolejnej rundy. Im dłużej trwał mecz, tym boisko było coraz trudniejsze do grania. Po przerwie jednak dominowaliśmy. Po golu na 1-0, chcieliśmy strzelić drugą bramkę by unikną nerwów. Naszym celem był awans do kolejnej rundy. Myślę, że znaleźliśmy się w niej zasłużenie – przyznał po końcowym gwizdku Kosta Runjaic, trener Pogoni.

STAL RZ. 0
POGOŃ 1
(0-0)
0-1 Zech (72.)

[ngg src=”galleries” ids=”886″ display=”basic_thumbnail”]

Leave a Reply

Your email address will not be published.