
STALOWA WOLA. Kilka tysięcy ludzi odwiedziło szkolną wystawę, która urasta do rangi mistrzowskiej. Bo nie ma wśród nas nikogo, kto nie kleiłby modeli.
W sobotę trudno było się przecisnąć przez pomieszczenia Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. gen. Sikorskiego. Korytarze, aulę i sale gimnastyczne zajęli modelarze z kraju i po raz pierwszy z zagranicy. W sukurs przyszło Muzeum Regionalne, którego Galeria „Warsztat” sąsiaduje ze szkołą.
Na trzecią edycję Sikorski Model Show zgłoszono 700 modeli, co plasuje ją w randze imprez mistrzowskich, ale modeli było znacznie więcej. Urozmaiceniem były historyczne grupy rekonstrukcyjne m.in. z Rzeszowa i Stalowej Woli. Uzupełnieniem prelekcje, wykłady i obowiązkowa giełda modelarska. Dzieła będące pochodną talentu i cierpliwości nie miały jednolitej tematyki, a wspólnym mianownikiem była ich uroda. Od maleńkich żaglowców w butelkach i żarówkach, po okazałe składy pociągów i maszyny budowlane wielkości dorosłego człowieka. Sensację wzbudzał amerykański dodge, który w czasie wojny został podarowany armii radzieckiej, a w drodze do Berlina osiadł gdzieś na ziemiach polskich. Jego właściciel pieczołowicie go odrestaurował, a że taka dłubanina jest pochodną modelarstwa i on został zaproszony na wystawę. Oczywiście, poza konkursem, ale i tak każdy robił sobie zdjęcie przy frontowym aucie.
jam




