Silnik się zatarł

Szymon Sobczak (nr 7) pociesza Aleksandyra Kolewa. Ten pierwszy powinien doprowadzić do remisu, lecz na początku II połowy przegrał pojedynek z bramkarzem Podbeskidzia. Fot. Paweł Bialic
Szymon Sobczak (nr 7) pociesza Aleksandyra Kolewa. Ten pierwszy powinien doprowadzić do remisu, lecz na początku II połowy przegrał pojedynek z bramkarzem Podbeskidzia. Fot. Paweł Bialic

NICE I LIGA. STAL MIELEC – PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA. „Górale” wygrali po bramce byłego pomocnika Zagłębia Lubin i Ruchu Chorzów.

Podbeskidzie zrewanżowało się mielczanom za jesienne 0-1 i kontynuuje świetną passę – to był dziewiąty z rzędu mecz bez porażki i trzecie kolejne zwycięstwo „Górali”. Tomasz Libera skapitulował po precyzyjnym strzale jednego z bardziej doświadczonych piłkarzy I ligi.

31-letni Łukasz Hanzel rozegrał 172 mecze w ekstraklasie w barwach Zagłębia Lubin, Piasta Gliwice i Ruchu Chorzów, skąd zimą przywędrował do klubu z Bielska-Białej. Nigdy nie strzelał wielu bramek, w najwyższej klasie licznik zatrzymał się ledwie na dziewięciu. W zespole Podbeskidzia na premierowe trafienie czekał dziesięć kolejek – przełamał się dopiero w Mielcu. Hanzel otrzymał piłkę od szalenie aktywnego w sobotę Łukasza Sierpiny (wcześniej Korona Kielce) i przymierzył z ponad 20 metrów tuż przy słupku. Libera wyciągnął się jak struna, lecz futbolówka była poza jego zasięgiem.

Bramką dla gości „śmierdziało” od dobrych kilkunastu minut. „Górale” stwarzali sobie okazję, a stalowcy jedynie biegali za piłką. Nie mieli pomysłu, grali nerwowo, środkowi pomocnicy zniknęli niczym pasażerowie statków wpływających na wody Trójkąta Bermudzkiego. – Mecz ułożył się tak, jak tego chcieliśmy. Mieliśmy go pod kontrolą – przyznał Jan Kocian, słowacki trener Podbeskidzia. – W drugiej połowie tak dobrze już jednak nie było. Przewagę uzyskali gospodarze, kilka razy pod naszą bramką zrobiło się gorąco. Potwierdziło się, że Mielec to ciężki teren. Dlatego tak bardzo cieszę się z tych 3 punktów. Ciągle możemy mieć nadzieję na powrót do ekstraklasy.

Za mizerię przed przerwą odpowiedzialność wziął trener Zbigniew Smółka. – Mieliśmy dłuższy cykl zajęć, niepotrzebnie przykręciłem chłopakom śrubę. Brakowało więc świeżości, byliśmy spóźnieni, nie doskakiwaliśmy do przeciwników. W taki sposób straciliśmy gola, choć wiedzieliśmy, że zawodnicy Podbeskidzia potrafią uderzyć z daleka. W drugiej połowie kryzys fizyczny ustąpił i mogliśmy wyrównać. Tak się jednak nie stało, ale wierzę, że w kolejnych meczach będzie dobrze – komentował szkoleniowiec, który skradł serca kibiców, bo to oni, skandując po ostatnim gwizdku jego imię i nazwisko, dodawali mu otuchy.

Stal zagroziła „Góralom” dwukrotnie, ale Rafał Leszczyński popisał się kapitalnym refleksem po strzałach Wasyła Panajotowa i Szymona Sobczaka na początku II połowy. Pomocnik mielczan znalazł się sam na sam z bramkarzem, mógł go spytać, w który róg posłać piłkę, ale zupełnie stracił głowę. Strzelił lekko i nieprecyzyjnie. – Cóż, przekonywałem chłopaków, że ja remis załatwię, a jak oni trafią do siatki, to wygramy. Miałem rację – uśmiechał się szeroko 25-letni bramkarz Podbeskidzia.

STAL Mielec 0
PODBESKIDZIE 1
(0-1)
0-1 Hanzel (29.)
STAL
: Libera – Sadzawicki (87. Głowacki), Kiercz, Milekić, Getinger, Sobczak, Marciniec (75. Buczek), Panajotow, Radulj, Drzazga (75. Sulewski) – Kolew
PODBESKIDZIE
: Leszczyński – Gumny, Piacek, Magiera, Moskwik, Jaroch (69. Dolny), Hanzel, Janota (77. Lewicki), Podgórski (69. Deja), Sierpina – Haskić.
Sędziował
Dominik Sulikowski (Gdańsk). Żółte kartki: Panajotow – Podgórski. Widzów 3458.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.