Skarbona zamiast zdrowaśki

W malowniczo położonej małej wiosce jest mały kościółek, w którym nabożeństwa odbywają się tylko w niedziele. Jest to bowiem świątynia filialna, którą obsługuje proboszcz z pobliskiej parafii. W tygodniu kościół jest przeważnie zamknięty, ale zdarzyło się, że pewnego razu był otwarty w dzień powszedni, niemal w samo południe, gdyż jedna z mieszkanek tej wioski, która opiekowała się tym obiektem, miała do niego klucze i robiła w nim porządki.
Podczas sprzątania na krótko wyszła na zewnątrz, by wyrzucić zeschłe kwiaty i wtedy do kościoła wszedł Zdzisław Z., który zauważył, że drzwi są otwarte. Nie można wykluczyć, że wcześniej obserwował ten kościółek lub też wiedział, w które dni kobieta w nim sprząta.
Można by przypuszczać, że Zdzisław Z. jest bardzo pobożnym człowiekiem i chciał skorzystać z okazji, by choć przez chwilę pomodlić się w ciszy i samotności. Ale dziś już wiemy, że to stary recydywista, który miał zupełnie inny cel, bo choć po wejściu pobożnie przyklęknął, to uczynił to tuż przy kościelnej skarbonie z napisem „Ofiary” i nie zmówiwszy choćby jednej „zdrowaśki” od razu zaczął się z nią mocować. Skarbona nie była solidnie przymocowana, więc łatwo ją wyrwał, po czym zaczął w pośpiechu oddalać się w kierunku pobliskiej łąki. Szybko tam dotarł, zatrzymał się i dopiero teraz próbował otworzyć tę skrzynię. Szło mu jednak kiepsko, bo ruchy miał jakieś nieskoordynowane, ponieważ – jak później stwierdzono – był pod wpływem narkotyków, ale zawzięcie mocował się ze skarboną, licząc najwidoczniej, że tutejsi ludzie są ofiarni, więc w środku znajdzie sporo grosza.
I właśnie wtedy został dostrzeżony przez Franciszka G., mieszkańca tej wsi, który jak zwykle o tej porze wyszedł na spacer z psem i zauważył dziwnego typa „walczącego” z jakąś skrzynką. Nietutejszy koleś od razu wydał mu się podejrzany, choć w pierwszej chwili nie wiedział, z jakim przedmiotem się mocuje. Kiedy jednak podszedł trochę bliżej i zobaczył napis „Ofiary”, nie miał już żadnych wątpliwości, że jest to kościelna skarbona.
W tym momencie także złodziej spostrzegł mężczyznę z psem, więc porzucił swój łup na łące i rzucił się do ucieczki. Wtedy Franciszek G. powiadomił policję, a zaraz potem ruszył w pogoń za uciekinierem.
Zdzisław umykał dość szybko, ale najszybszy okazał się… pies, który niczym komisarz Alex ze znanego serialu dopadł go i chwycił zębiskami za nogawkę. A potem, aż do przyjazdu policji, złodzieja przytrzymał Franciszek. Skarbona wróciła do kościoła i choć w środku było mało pieniędzy, to wyrok, jaki złodziej dostanie za swego żywota, może być duży.
A potem? A potem, to diabli wiedzą, bo niezbadane są przecież wyroki boskie.

Jan Miszczak

10 Responses to "Skarbona zamiast zdrowaśki"

Leave a Reply

Your email address will not be published.