
JASŁO. Przenośny fotoradar potęgą jest i basta? Skandaliczny wyrok sądu!
– 1100 zł grzywny zamiast referendum nad odwołaniem Straży Miejskiej – tego doczekali się jaślanie, którzy w październiku ubiegłego roku stanęli do walki z „łupieniem kierowców za pomocą przenośnego fotoradaru”, zasłaniając kilkakrotnie swoimi samochodami jego obiektyw. Sąd Rejonowy w Jaśle, w myśl za ustaleniami prokuratury, uznał to za „przemoc wobec funkcjonariuszy Straży Miejskiej”. Wyrok w trybie nakazowym mężczyźni otrzymali tuż przed Wielkanocą i chociaż się z nim nie zgadzają, to jednak nie zdążyli się od niego odwołać. Nie znaczy to jednak, że akcja nie przyniosła żadnych skutków, a my pytamy czy w tym kraju fotoradar jest ważniejszy od obywatela?
Grzywna dla dwóch młodych mężczyzn jest bowiem co najmniej kontrowersyjna. Prokuratura uznała ich akcję za przestępstwo, kwalifikując je do art. 224§2 kodeksu karnego, który mówi: „Kto stosuje przemoc lub groźbę bezprawną w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego albo osoby do pomocy mu przybranej do przedsięwzięcia lub zaniechania prawnej czynności służbowej podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”
– Uznaliśmy, że jest to przestępstwo, bo oni jeździli za funkcjonariuszami Straży Miejskiej, blokowali fotoradar i uniemożliwiali im dokonywanie pomiarów. Jest czym innym jak ktoś parkuje raz czy dwa, a czym innym jak ktoś specjalnie blokuje – tłumaczy prokurator rejonowy Jan Dziuban, którego zdaniem kara i tak jest „stosunkowo łagodna”. Pytamy go gdzie tu jakaś przemoc, o której mówi cytowany artykuł? – Zastawianie samochodem jest przemocą – odpowiada.
Co na to sami ukarani? – Nikt ich nie popychał, nie zmuszał do niczego, a mój samochód był zaparkowany prawidłowo, co zresztą potwierdziła przybyła na miejsce (8 października 2012 roku na ul. Mickiewicza -red.) policja – mówi 33-letni Łukasz. – Wtedy zresztą zaparkowaliśmy tam zupełnie przypadkiem, z powodu awarii samochodu, ale strażnicy kazali nam odjechać. I to nas tak ruszyło, no bo jakim prawem chcą nas wyrzucać? – pyta oburzony.
To właśnie wtedy młodzi jaślanie ruszyli z akcją „Jasło bez Straży Miejskiej”. W ciągu dwóch tygodni w miejscach, gdzie ich zdaniem przenośny fotoradar został postawiony w celu „łapanki z ukrycia” (m.in. wylotówka na ul. Krakowskiej, ul. Mickiewicza, ul. 17 stycznia), przeprowadzili około 5-6 blokad i ostrzegali kierowców o jego położeniu w ramach obywatelskiego patrolu. Nigdy jednak, jak podkreślają, nie jeździli za fotoradarem w ciągu jednego dnia.
Członkowie akcji, których z dnia na dzień zaczęło znacznie przybywać, zagłębili się również w finanse Straży Miejskiej. To dzięki nim na światło dzienne wyszedł fakt, iż jej utrzymanie kosztuje miasto 1,6 mln zł rocznie, jak również to, że w budżecie Jasła na rok 2012 aż 1,1 mln zł wpływów miało pochodzić z mandatów (w rzeczywistości, jak poinformował nas sekretarz miasta Paweł Rzońca, ta suma wyniosła „tylko” 966 tys. zł, a więc 87 proc. planu). Co ciekawe, w bieżącym roku plan ten został zmniejszony do 980 tys. zł, za co kierowcy z Jasła i okolic powinni być wdzięczni chyba właśnie tym młodym ludziom.
Ich głównym celem było jednak rozpisanie referendum nad odwołaniem Straży Miejskiej. Póki co to się nie udało, ale jak nieoficjalnie dowiedziały się „Super Nowości”, część radnych chce jego rozpisania podczas przyszłorocznych wyborów samorządowych. Sam burmistrz Jasła z uwagą wysłuchał na spotkaniach osiedlowych zarzutów pod adresem SM i trudno przypuszczać, by nie poruszał ich w rozmowach z jej komendantem Robertem Mastejem. Faktem jest, iż od kilku miesięcy strażnicy nie ustawiają fotoradaru w miejscach, które krytykowali młodzi jaślanie.
Sam komendant przyznał wówczas, że akcja „napsuła mu sporo krwi”. Pytany teraz czy uważa karę grzywny dla dwóch jej członków za słuszną mówi: – To są przestępcy, a sąd jednoznacznie w wyroku stwierdził, że wina jest bezsporna. Pytamy go dlaczego zatem policja nie stwierdziła wówczas złamania prawa, tylko po prostu odjechała? – Dla mnie autorytetem jest niezawisły sąd – odpowiada. – Czyli policja nie jest autorytetem? – pytamy. – Dziękuję, kończymy rozmowę – powiedział i odłożył słuchawkę. Nieco wcześniej usłyszeliśmy, że nasza gazeta pisze bzdury i jako dziennikarze nie jesteśmy obiektywni.
– Nas tak bardzo ta grzywna nie boli. Będziemy też jakoś żyć z faktem, że pobiliśmy strażników miejskich – ironizują niekarani wcześniej jaślanie i przyznają, że czekali na rozprawę w sądzie. Tymczasem wyrok w trybie nakazowym otrzymali tuż przed Wielkanocą i nie zdążyli się od niego odwołać. Czy to koniec ich boju ze strażnikami? Teoretycznie tak. Artur Lipiński, rzecznik Sądu Okręgowego w Krośnie mówi: – Jest jeszcze możliwość przywrócenia terminu 7 dni, jeśli istnieją obiektywne u usprawiedliwione okoliczności, które uniemożliwiły złożenie odwołania w terminie. Za każdym razem rozpatruje się to indywidualnie.
Jak mówią jaślanie, grzywna na pewno nie oznacza koniec ich działań. – Oni zakończyli swój ruch, teraz pora na nasz. Będziemy skarżyć SM za niedopełnienie obowiązków, przekroczenie uprawnień i brak kompletu dokumentów potrzebnych do wykonywania pomiaru – mówi Krystian Skalski, jeden z inicjatorów akcji. – Kwestii referendum też nie odpuścimy – dodaje. Kibicuje im cała Polska, bo sprawę nagłośniły już największe telewizje w kraju.
Arkadiusz Rogowski



10 Responses to "Skazani bez procesu za walkę z fotoradarami!"