
w indywidualnym konkursie skoków na dużym obiekcie. Jak będzie tym razem? Fot. Kuba Atys/Agencja Wyborcza.pl
Przed polskimi skoczkami narciarskimi druga podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie szansa na medal. W sobotę będą oni rywalizować na dużej skoczni w Zhangjiakou. Podczas dwóch ostatnich olimpiad – Soczi 2014 i Pjongczang 2018 – na tego typu obiektach triumfował Kamil Stoch. Czy historia się powtórzy i Polak ponownie stanie na podium olimpijskiej rywalizacji?
Po ubiegotygodniowym konkursie na normalnej skoczni w Zhangjiakou, gdzie Dawid Kubacki sięgnął po brązowy krążek, rywalizacja przenosi się teraz na duży obiekt. To właśnie na nim w sobotę rozegrany zostanie konkurs indywidualny, a dwa dni później zmagania drużynowe. Polscy skoczkowie w środę i czwartek mieli okazję trenować i zapoznać się z tym obiektem. Po pierwszych próbach towarzyszyły im jednak mieszane uczucia. – Rozbieg jest bardzo podobny jak w Planicy. Jest płaski i sprawił mi bardzo wiele trudności. Nie potrafiłem znaleźć odpowiedniego balansu, przez co nie było odpowiedniej energii na progu i rotacji. Wszystko było za nartami i w efekcie bardzo męczyłem się w powietrzu. Wiem co robię źle, postaram się znaleźć dobry system dojazdu, później będę wiedział już co robić – mówił jeszcze w środę przed kamerami TVP Kamil Stoch. – Nie czuć tu wielkiej różnicy między skokiem bardzo dobrym, a trochę słabszym, jeżeli chodzi o wysokość. Różnica jest w odległości. Skocznia jest jednak przyjemna. Fajnie było tutaj poskakać – oceniał z kolei Dawid Kubacki. Średnio zadowolony ze swoich prób był natomiast Paweł Wąsek, którego zabrakło w rywalizacji na normalnym obiekcie. – Złapałem fajne czucie na tej skoczni od pierwszego skoku. Na tym teraz mogę poprawiać drobne błędy, by te skoki były coraz lepsze. Nie jestem do końca zadowolony z tego pierwszego dnia treningów. Poziom był w miarę równy, ale czuję, że to jeszcze nie jest to
– przekonywał w rozmowie z Onet.pl. Czwórka Polaków (trener Doleżal postawił ostatecznie na: Stocha, Kubackiego, Żyłę i Wąska) podobnie jak inni skoczkowie, aby wystartować w sobotnim konkursie, najpierw musi przejść z powodzeniem piątkowe kwalifikacje. Faworytem w walce o złoto wydaje się być zwycięzca rywalizacji na normalnej skoczni, Japończyk Ryoyu Kobayashi. Wiele do udowodnienia będą mieli z kolei Norwegowie, a zwłaszcza Niemcy, którym – delikatnie rzecz ujmując – nie poszło w pierwszym olimpijskim konkursie.
W piątek, jeszcze przed kwalifikacjami skoczków, do akcji wyruszy Maryna Gąsienica-Daniel, którą czeka start w supergigancie. Polka zdążyła się już pokazać z dobrej strony w Pekinie, zajmując 8. miejsce w slalomie gigancie. – Muszę skupić się na supergigancie i tam jest moja cała koncentracja. Jeżeli uda się zrobić dobre przejazdy, wyczuć odpowiednio ten śnieg i na koniec będę czuła, że nie mogłam już dać z siebie więcej, to będę bardzo zadowolona – mówiła w rozmowie z TVP. Także w piątek, tyle że na olimpijskiej tafli będzie rywalizować Natalia Maliszewska, która w znakomitym stylu awansowała do ćwierćfinału short tracku na 1000 m.
Dzień później do olimpijskiej rywalizacji przystąpi sanocki panczenista, Piotr Michalski. Wystartuje on na swoim koronnym dystansie 500 m, na którym niespełna miesiąc temu w holenderskim Heerenveen sięgnął po złoto mistrzostw Europy. – Jest optymizm. Muszę wprawdzie wyeliminować kilka błędów, ale na pewno jest to do zrobienia – mówił kilka dni temu Michalski po pierwszych treningach na olimpijskim torze.
Również w sobotę czwarty start w Pekinie, tym razem w sztafecie, czeka Ewelinę Marcisz. Biegaczka SS-Prządki-Ski Korczyna po znakomitym 16. miejscu w swoim olimpijskim debiucie (bieg łączony 2×7,5 km), później nie zdołała awansować do ćwierćfinału sprintu. W czwartek z kolei zajęła 29. miejsce w rywalizacji na 10 km stylem klasycznym. – Nie przeszarżowałam. Fajnie zaczęłam pierwszą „piątkę”, z oddechem. Nie było za szybko, naprawdę miałam fajne tempo i dobrze mi się biegło. Pokonała mnie końcówka, przyszedł moment kryzysu, ale walczyłam z nim do samego końca. Utrzymałam miejsce w „30”. Może to nie jest „20”, ale mimo wszystko dawno nie było takich wyników po Justynie Kowalczyk. Miałam dobre narty, świetnie przygotowane przez chłopaków, których zawsze będę wychwalać – mówiła po czwartkowym biegu Marcisz, cytowana przez Onet.pl.
mj


