
Wszechobecne błoto, gwałtowna ulewa, a nawet grzmoty… Takie warunki powitały na podkarpackim planie jednego z największych polskich reżyserów, który po raz pierwszy zawitał w nasze strony. Wbrew krążącym plotkom, Jerzy Skolimowski i jego ekipa nie przyjechali z Sophią Loren, ale z dwoma sympatycznym osiołkami. To one, zamiennie, wcielają się w głównego bohatera nowego filmu – „IO”, co mogliśmy podejrzeć w Rudawce Rymanowskiej.
Sznur samochodów na poboczu drogi w pobliżu Ściany Olzy, w Rudawce Rymanowskiej, jest częstym widokiem. W lecie turyści ściągają tu, aby nacieszyć oczy pięknem przyrody (kiedyś upodobał sobie te okolice sam Karol Wojtyła). W zimie magnesem są przepiękne lodospady. Jednak, gdy rządzi deszczowa aura, zazwyczaj brak zainteresowanych. Inaczej było w czwartek, 22 kwietnia, kiedy to mimo intensywnych opadów oraz niskiej temperatury, zaroiło się od aut i ludzi. To filmowcy z Jerzym Skolimowskim na czele. Przywykli do pracy w ekstremalnych warunkach, z energią zaczęli przygotowania do zaplanowanych ujęć. W tym czasie reżyser znalazł chwilę na wywiad.
Nieco przemoczony – ubrany w stylowy kapelusz i długie kalosze – z szerokim uśmiechem wkroczył na zadaszoną scenę. Krótka chwila na zdjęcia. W końcu zasiadł na ławeczce w towarzystwie pupila – pięknego owczarka niemieckiego. Jak zdradził 83-letni twórca, głównym bohaterem jego najnowszego filmu jest także czworonóg…
Dlaczego osioł?
To pierwszy wywiad reżysera na temat polsko-włoskiej koprodukcji, której roboczy tytuł brzmi „EO” (w wersji polskiej „IO”). Nawiązuje do dźwięku, jaki wydaje osioł, bo właśnie on odgrywa tu kluczową rolę.
Choć to dopiero początek zdjęć, o nowym filmie mistrza głośno jest od dawna. W mediach pojawiło się wiele niepotwierdzonych informacji, które Jerzy Skolimowski od razu postanowił sprostować. Jedną z nich jest angaż Sophii Loren. – To kompletne nieporozumienie – podkreśla reżyser. – Owszem, jeszcze na bardzo wczesnym etapie preprodukcji w 2019 r. podczas wstępnych rozmów, gdy rozważaliśmy możliwość koprodukcji z Włochami, padało pytanie o „wish list” (listę życzeń) nazwisk aktorów. Któż nie użyłby nazwiska Loren? Było to jednak bardzo dawno temu, jeszcze przed pandemią, która kompletnie zmieniła nasze plany nie tylko produkcyjne, ale i obsadowe, a poniekąd także treść filmu.
Jak podkreśla twórca, informacja ta nigdy nie była zautoryzowana ani przez niego, ani nikogo z produkcji. Podobnie jak doniesienia, jakoby „IO” miał być remake’m dzieła Roberta Bressona „Na los szczęścia, Baltazarze”. – Jest to nieprawdą – mówi reżyser. – Owszem, w moim scenariuszu i prawdopodobnie w filmie będzie na początku notatka, że jest on dedykowany pamięci Roberta Bressona. Jednak „IO” nie ma nic wspólnego z „Au hasard Balthazar” poza faktem, że w filmie z 1966 r. jednym z wielu bohaterów był osioł. W naszym jest on postacią wiodącą, a w scenariuszu nie ma żadnych motywów zbieżnych.
Jerzy Skolimowski nie ukrywa jednak, że darzy wspomniane dzieło ogromnym sentymentem. – To jedyny film, który kiedykolwiek mnie wzruszył – zdradził. – Śmierć osła w „Au hasard Balthazar” wycisnęła mi z oczu łzy, co nigdy mi się w kinie nie zdarzyło! I dlatego właśnie osioł jest głównym bohaterem mojej produkcji.
Reżyser ma także inny powód. – Chodzi mi o pewną prawdę oddawania emocji – tłumaczy. – Otóż kiedy patrzę w kinie na role aktorskie, nawet gdy są zagrane wspaniale, to jako zawodowiec wiem, że jest to udawane. Coraz rzadziej mnie to przekonuje. Natomiast, gdy widzę zwierzę, które reaguje, wiem, że to jest prawda – ono nie potrafi udawać.
Historia głównego bohatera „IO” zacznie się w polskim cyrku, a zakończy we włoskiej rzeźni. Jak zdradza Jerzy Skolimowski, to film drogi osła, który przechodzi z rąk do rąk. Zmienia miejsca, środowisko, otoczenio, a nawet kraje, trafiając do odbywającego się w nieludzkich warunkach transportu zwierząt wiezionych na rzeź. – Ten film jest protestem wobec okrucieństwa, na jakie pozwalają sobie ludzie wobec zwierząt. Chcemy widza nie tylko wzruszyć, ale i poruszyć – podkreśla twórca.
Scenograf z Rzeszowa
Zdjęcia realizowane na Podkarpaciu, m.in. w Rudawce Rymanowskiej przedstawią początek oślej wędrówki. – Ściana Olzy to przepiękne, efektowne miejsce. Dla nas jedno z najważniejszych – przyznał reżyser. Główny bohater trafi tu po dramatycznej ucieczce z lasu przed wilczą watahą.
Na ekranie zobaczymy także powstały z polecenia Hitlera schron kolejowy w Stępinie-Cieszynie – największy tego typu obiekt na świecie z czasów II wojny światowej. Führer zapewne mocno by się zdziwił, słysząc, że wnętrza jego tajnej kwatery, która kosztowała więcej niż „Wilczy Szaniec” i gdzie spotkał się z Mussolinim, posłużą do zobrazowania… oślego snu.
Przez 4 dni 50-osobowa ekipa odwiedziła również m.in. farmę wiatrową w Bukowsku, a także okolice Wisłoczka i Beska. Możliwe, że podkarpackich plenerów będzie więcej, bo jak zapowiadali filmowcy, lubią spontanicznie zatrzymywać się tam, gdzie zachwyci ich przyroda. Trwają też rozmowy dotyczące dodatkowych zdjęć w naszym regionie.
Szczególnie cieszy to Mirosława Koncewicza – pochodzącego z Rzeszowa scenografa „IO”. – Miło wrócić w rodzinne strony – podkreśla. – Tym bardziej że kręcimy w miejscach, które znam bardzo dobrze, bo przyjeżdżałem tu na wakacje. To pierwszy film, który robię na tym terenie. Co prawda pracowałem przy „Ostatniej Rodzinie”, jednak dekoracja powstawała w studiu, więc tylko dokumentacyjnie odwiedzałem wtedy Sanok.
Jak przyznaje, współpraca z Jerzym Skolimowskim to prawdziwa przyjemność. – Daje on wiele wolności twórczej.
Wyzwań na planie jednak nie brakuje. – Naszym zadaniem jest pokazanie piękna przyrody, ale też nie możemy pokazać ingerencji w nią. Np. za kilka dni musimy zorganizować w lesie stary, opuszczony cmentarz. Niełatwo będzie też nagrać ujęcia pstrągów w rzece. Musimy sprawić, by wrzucone okazy nie uciekły z zamkniętego obiegu wody – wylicza scenograf.
Co będzie najtrudniejsze? – Zawsze mówi się, że najtrudniejsze sceny są z dziećmi i ze zwierzętami – śmieje Marcin Kupiecki, drugi kierownik produkcji. – Byliśmy niedawno na Dolnym Śląsku gdzie mieliśmy scenę z… grupą 20 dzieci i z osłami. Wyszło świetnie. I choć nie mogę powiedzieć, że niczego się nie boję, myślę, że teraz już będzie łatwiej.
A jak pracuje się ze zwierzętami? Dwa niemal identyczne osiołki sycylijskie: Tako i Ola, które zamiennie wcielają się w głównego bohatera, mają już doświadczenie na planie. – Umieją się zachować i na ile im humor pozwoli, współpracują z filmowcami – uśmiecha się Marcin Kupiecki. – Dobrze działają na nie gastronomiczne przekupstwa – zawsze mamy wiaderko z jabłkami i marchewkami. Stojący za kamerą człowiek tymi przekąskami zachęca osiołki do współpracy. A my musimy wykazać się cierpliwością, żeby nie stresować zwierząt i pozwolić im coś zaproponować.
Oczywiście nie będzie to tylko film o zwierzętach. W polskiej obsadzie znaleźli się m.in.: Drzymalska, Mateusz Kościukiewicz i Organek. Producentka, Ewa Piaskowska ze Skopia Film, wraz z reżyserem odpowiedzialna jest za scenariusz. Autorem zdjęć jest Michał Dymek. – Produkcja otrzymała dofinansowanie w ramach Podkarpackiego Regionalnego Funduszu Filmowego w 2020 r. Wspólnymi środkami województwa podkarpackiego, miasta Rzeszowa i Wojewódzkiego Domu Kultury w Rzeszowie wsparliśmy ją kwotą 300 tys. zł – mówi Jagoda Mazepa z Podkarpackiej Komisji Filmowej. – Projekt zainteresował nas niecodzienną tematyką, empatycznym ukazaniem zwierząt w świecie sterowanym przez ludzi. Niezaprzeczalnie także zachęciła nas postać reżysera – twórcy wybitnego, z wyjątkową filmografią. Cieszymy się, że projekt doszedł do skutku i że na Podkarpaciu gościmy kolejnych uznanych filmowców z fantastycznymi, obiecującymi produkcjami.
W sumie zdjęcia do „IO” mają potrwać 40 dni. Oprócz Podkarpacia zobaczymy w nim też Dolny Śląsk, Warmię i Mazury oraz Sycylię. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to film będzie gotowy z początkiem przyszłego roku.
Dzięki tej produkcji Jerzy Skolimowski po raz pierwszy odwiedził nasz region. – Jakoś los nie zaniósł mnie wcześniej w te strony. I rzeczywiście, miejsca są tu przepiękne – podkreśla. – Nie żałuję…
Aneta Jamroży


