
Urzędnik nie ma prawa ingerować w prywatną własność obywatela i karać go za jej swobodne wykorzystanie.
W Polsce obowiązują absurdalne przepisy, które nie zezwalają wycinać drzew na własnych działkach. Jeżeli ktoś zetnie je samowolnie, a nie zgłosi tego faktu urzędnikom, to nałożona zostanie na niego kara i to horrendalna – od kilku do nawet kilkuset tysięcy złotych. A jeżeli powiadomi o tym urząd, to i tak… musi za to zapłacić. Czas wreszcie zmienić te bzdurne przepisy. Nie może być tak, że właściciel działki jest karany za to, co robi na własnym, prywatnym terenie.
Na początku października w głównym wydaniu „Wiadomości” TVP1, przedstawiono reportaż o 21-letnim Michale Szulawskim, niepełnosprawnym umysłowo mieszkańcu gminy Czerwonak w woj. wielkopolskim, który 8 lat temu ściął jarzębinę. Ta rosła na jego podwórku. O tym, że chce pozbyć się drzewa, nie powiadomił urzędników. Nie wiedział też, że grozi za to ponad 9 tys. zł kary. Do urzędu doniósł na niego sąsiad. Teraz matka chorego mężczyzny od 7 lat spłaca dług. Wprawdzie poprosiła o umorzenie, bo jej synowi nie starcza pieniędzy na leki, ale bezduszni urzędnicy cały czas odsyłają ją z kwitkiem.
Kara za brak znajomości przepisów
– Nie wiedziałem, że za ścięcie jarzębiny grożą kary. Gdybym wiedział, nie ścinałbym – tłumaczył nieporadnie w „Wiadomościach” mężczyzna wymagający stałej opieki rodziców. Mimo że rodzina przedstawiła w urzędzie gminy dokumenty o chorobie psychicznej syna, to dla urzędników nie był to wystarczający dowód na to, że mężczyzna mógł nie znać przepisów.
Zrozpaczona matka pisała odwołania, prosiła, ale wójt cały czas odpowiada, że synowi nie umorzy kary. – Została wymierzona za to, że drzewo do wycinki nie zostało wcześniej zgłoszone. Ja nie mam podstawy prawnej, żebym zastosował w tej sprawie umorzenie – mówił Mariusz Poznański, wójt gminy Czerwonak. Jak dodał, osobiście też nad tym boleje, bo ściąganie pieniędzy zagraża dalszej egzystencji tej rodziny.
Okazuje się, że urzędnicy kierują się w tej sprawie tylko prawem i są bezduszni. Jak przekonuje mec. Jacek Dubois, umorzenie kary jest możliwe pod warunkiem, że posadzi się nowe drzewo. Ale przez 7 lat rodzina Szulawskich nie miała o tym pojęcia, bo nikt z urzędników ich o tym nie poinformował.
Prawo w Polsce jest chore
W naszym kraju są setki przykładów na to, że obywatel, wycinając drzewo na własnej działce, jest za to surowo karany. W ostatnim okresie za taki czyn ukarano 5 tysięcy osób. Czas zmienić te absurdalne przepisy. Obecnie, jeżeli chcemy wyciąć drzewo na swojej posesji, musimy złożyć stosowny wniosek do urzędu gminy. Wiąże się to z opłatą i to bardzo wysoką. Często sięga ona nawet kilkunastu tysięcy złotych. Stawki uwzględniają rodzaje i gatunki drzew, są także uzależnione od obwodu pnia.
44 tysiące zł za wycinkę dębu, 700 tys. zł za cisa
Dla przykładu, jeżeli mamy na działce dąb i chcemy go wyciąć, to według tabelki zamieszczonej w rozporządzeniu ministra środowiska, stawka za 1 cm obwodu tego drzewa wynosi 89,39 zł. Jeżeli więc nasz dąb ma 70 cm obwodu, to po uwzględnieniu wszystkich „współczynników różnicujących stawki” będziemy musieli wnieść opłatę w wysokości… 14 tys. 829 zł. Już ta kwota jest horrendalna, a co nas czeka, jeżeli faktu wycięcia dębu nie zgłosimy do urzędu? Wtedy zapłacimy karę, czyli trzykrotną opłatę – w sumie… 44 489 zł!
Są jednak i wyższe opłaty, np. gdy zetniemy cisa o obwodzie 374 cm, to ukarani zostaniemy kwotą 700 tys. zł. Skąd takie kwoty? Czy urzędnicy w ogóle wyobrażają sobie takie pieniądze? Na czym opierali się, ustalając takie kary? Chyba sami tego nie wiedzą. Nawet 7 tys. zł kary to ogromna kara dla obywatela. A co dopiero 70 tys., 700 tys. czy 7 mln zł.
W 2015 roku mniejsze kary, ale nadal horrendalne
– Stawki opłat dla poszczególnych rodzajów i gatunków drzew określone w Rozporządzeniu Ministra Środowiska z 13 października 2004 roku do dzisiaj cyklicznie wzrastały, co niewątpliwie działa na niekorzyść obywateli – dowiedzieliśmy się w Urzędzie Miejskim w Głogowie Młp. – Kara za wycinkę drzew bez zezwolenia wynosi trzykrotność opłaty za wycinkę drzew w zależności od gatunku. Od 1 stycznia 2015, jeżeli Sejm uchwali zmiany w projekcie ustawy o ochronie przyrody z 2004 r., będzie to dwukrotność opłaty.
Ważną zmianą, która nastąpiła na przełomie 2009 i 2010 roku, było zwiększenie (art. 83 ust. 6 pkt. 4) wieku drzew (zakres zmian z 5 do 10 lat), czyli młodsze drzewa poniżej 10 lat można ścinać i niepotrzebne jest zezwolenie na ich wycinkę. Od 2015 roku będzie możliwość odroczenia na 3 lata lub całkowite umorzenie opłaty za wycinkę drzew rosnących na gruntach prywatnych w związku z deklaracją dokonania nowych nasadzeń.
Kar nie powinno być żadnych
Kara wynosząca obecnie trzykrotną wartość opłaty za ponad dwa miesiące zostanie zmniejszona i będzie wynosiła dwukrotność dotychczasowej opłaty. Tylko że kar nie powinno być żadnych. Zlikwidowane powinny być też opłaty za usunięcie drzew, które trzeba wnosić do kasy urzędu gminy. Właściciel działki powinien mieć prawo w każdej chwili wyciąć drzewo. Urzędnikowi nic do tego, co mieszkaniec robi na swoim własnym terenie.
Jeżeli ktoś ma działkę, na której środku rosną trzy drzewa i pojawi się klient, który będzie ją chciał kupić, ale bez drzew, to pojawi się problem z karami za ich wycięcie. Kara może np. wynieść 120 tys. zł, a wartość na rynku tej działki tylko 80 tys. zł. W takiej sytuacji nie będzie żadnego pożytku z tego, że ktoś ma działkę z drzewami. To absurd, że ktoś, sprzedając swoją własność, zamiast na tym zarobić, jeszcze straci.
Rocznie na drzewach ginie 700 osób
Te durne przepisy o ochronie drzew doprowadziły do tego, że rocznie na 3,5 tys. śmiertelnych ofiar w wypadkach samochodowych aż 700 ofiar to osoby, które zginęły uderzając w drzewa, które rosną w pasach drogowych. Winni są temu ekolodzy, którzy sprzeciwiają się ich wycince i oczywiście urzędnicy. Przecież w zamian można zalesić inne tereny.
Urzędy nie mają prawa ingerować w życie obywateli. Nie mogą decydować o tym, jak ktoś ma poustawiane meble w domu. Tak samo nie mają prawa zakazywać wycinki drzewa, jeżeli właściciel działki stwierdza, że drzewo musi być usunięte, bo jego korzenie niszczą fundamenty jego budynku. To tak samo absurdalne przepisy, jak w przypadku, kiedy obok domu przebiega miejski chodnik, a mimo to sąsiadujący z nim prywatny właściciel zmuszany jest przez urzędy do jego odśnieżania. Kiedy ktoś złamie nogę, to prywatny właściciel musi mu wypłacić odszkodowanie, bo nie usunął lodu z chodnika. Tymczasem powinno za to płacić miasto, ale samorząd unika odpowiedzialności. A co w przypadku, gdy przy chodniku miejskim mieszka samotna, 90-letnia kobieta, której nie starcza pieniędzy nawet na życie? Sama śniegu nie usunie, nikogo nie wynajmie do takiej usługi i absolutnie nie będzie jej stać na wypłatę odszkodowania.
Prawo należy zmienić
Absurdalne przepisy dotyczące wycinania drzew i przymuszanie obywateli do odśnieżania miejskich chodników to dwa przykłady pokazujące, jak w Polsce jest stanowione prawo. Korzyść z tego ma tylko państwo, bo zarabia np. na opłatach i karach za wycinkę drzew, a obywatela obdziera z godności i pieniędzy. Skończmy z tym raz na zawsze. Niech obywatel wreszcie poczuje się jak podmiot, a nie przedmiot. Państwo polskie nie powinno nas ograniczać. Politycy i urzędnicy potrafią tylko pięknie mówić o wolności obywatelskiej. W praktyce wygląda to tak, że na biurokracji i chorych pomysłach władz najbardziej cierpi zwykły obywatel. A to on przecież płaci podatki i de facto to właśnie on utrzymuje polityków i urzędników.
Mariusz Andres



39 Responses to "Skończmy z absurdalnymi przepisami o wycinaniu drzew!"