
RZESZÓW. Mieszkańcy bloku, w który omal nie wbił się samochód: – Gdyby ktoś szedł po chodniku, doszłoby do tragedii!
Jest noc z piątku na sobotę. O godz. 3. budzi mnie potworny huk. Dobiegam do okna. Przy sąsiednim bloku widzę roztrzaskany samochód. Słyszę głośne przekleństwa rzucane przez dwóch lub trzech mężczyzn oglądających auto i zbierających coś pospiesznie z chodnika. „Całe szczęście żyją!” – przebiega mi przez myśl. Wybiegam przed blok i dzwonię pod 112.
Gdy dobiegam do samochodu, w pobliżu nie ma już nikogo. Na chodniku leży przewrócona latarnia, która upadając uszkodziła elewację bloku nr 8. Huk rozbudził sąsiadów. Wyglądają przez okna i balkony. Za moment na miejscu zjawia się policyjny radiowóz. – To pani prowadziła? – pytają. Wyjaśniam, że mieszkam tuż obok i jeszcze przed chwilą było tu kilku młodych mężczyzn. Odchodzili w kierunku wiaduktu Śląskiego. Policjant ogląda samochód. Kilka milimetrów i wbiłby się w blok. Przechodzi do oględzin miejsca. – Jak doszło do wypadku? – pytam po dłuższej chwili funkcjonariuszy, którym przedstawiam się, że jestem dziennikarką Super Nowości. – Po śladach wnioskujemy, że kierowca stracił panowanie nad pojazdem na wysokości budynku nr 6 (mieści się w nim gabinet rehabilitacji. Kierowca jechał od strony centrum – dop. red.), wjechał na chodnik, gdzie uderzył w latarnię, ta przewracając się uderzyła w blok nr 8, następnie samochód odbił się na betonie (odgradzającym chodnik od jezdni – dop. red.), uderzył w kolejną latarnię, obrócił się i wylądował w krzakach tuż przy bloku nr 12 – opisuje. – Co ze sprawcą? – pytam. – Właściciela pojazdu już mamy ustalonego – zapewnił mnie funkcjonariusz.
O problematycznym łuku drogi na ul. Krakowskiej, na którym co rusz dochodzi do wypadków i kolizji pisałam na prośbę mieszkańców okolicznych bloków już wielokrotnie. Od kilku lat interweniują w tej sprawie m.in. w Zarządzie Dróg w Rzeszowie, prosząc o postawienie tu fotoradaru. – Jedyne co zrobiono, to ustawiono plastikowe barierki odgradzające chodnik od ulicy, które po naszych interwencjach zmieniono na betonowe – komentują zdenerwowani mieszkańcy bloku nr 8, który nie pierwszy raz został uszkodzony podczas kolizji. – Kiedyś dojdzie tu do tragedii i dopiero wtedy zajmą się tym tematem. Gdyby tamtej nocy ktoś szedł chodnikiem, zginąłby na miejscu! Albo gdyby latarnia wpadła na jadące ulicą auto… Boimy się tędy chodzić! Ktoś musi nam w końcu pomóc!
Katarzyna Szczyrek


