
PRZEMYŚL. Międzynarodowy skandal miał, według śledczych, wywołać mężczyzna z Ropczyc.
Podejrzany o nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych i kierowanie gróźb karalnych na tymże tle jest 30-latek z Ropczyc niezwiązany z żadną organizacją, Adrian N. Przyznaje się do udziału w marszu, ale do okrzyku „Śmierć Ukraińcom” – nie. Rozpoznał go jednak świadek. Na razie ma dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju, ale jeśli okaże się, że to on krzyczał, może trafić za kratki nawet na 5 lat.
10 grudnia ulicami Przemyśla przeszedł Marsz Orląt Przemyskich i Lwowskich. Ogólnie przebiegał bardzo spokojnie, ale gdy przechodzono koło ukraińskiego Domu Narodowego ktoś krzyknął „Śmierć Ukraińcom”. Okrzyku uczestnicy marszu nie podjęli, ale incydent został nagrany i błyskawicznie wyciekł do sieci. Zareagował nań ambasador Ukrainy w Polsce, Andrij Deszczyca, domagając się śledztwa. Ostatecznie jednak doniesienia do Prokuratury Rejonowej w Przemyślu złożyli Konsul Generalny Ukrainy i Związek Ukraińców w Polsce i to oni mają w tej sprawie status pokrzywdzonych. Z kolei organizatorzy marszu nazwali incydent prowokacją i sami zawiadomili policję oraz ABW.
Tymczasem policja pod nadzorem prokuratury rozpoczęła żmudną pracę operacyjną. I jej wynikiem jest właśnie zatrzymanie Adriana N., 30-latka z Ropczyc. Mężczyzna nie jest związany z żadną organizacją, ale sam siebie określa jako patriotę. Na marsz przyjechał z grupą znajomych i uczestnictwa w nim się nie wypiera. Trudno zresztą, by się wypierał, skoro widać go na nagraniach, na których sam się zresztą rozpoznaje. Słuchać też jak krzyczy „Polski Przemyśl, polski Lwów”. Te okrzyki nie są jednak karalne, natomiast okrzyk „Śmierć Ukraińcom” „podpada” pod dwa „ciężkie” paragrafy kodeksu karnego. Do niego jednak Adrian N. się nie przyznaje. Śledczy dysponują natomiast zeznaniami świadka, który go rozpoznał. Mają zamiar także przeprowadzić ekspertyzę porównawczą głosu podejrzanego i nagrania. Jeśli 30-latek okaże się winny, sąd może skazać go nawet na 5 lat więzienia. Na razie N. ma zakaz opuszczania kraju i 2 razy w tygodniu musi zgłaszać się na policję w ramach dozoru.
Jeden z organizatorów marszu, Mirosław Majkowski, poproszony przez nas o skomentowanie zatrzymania podejrzanego o okrzyk „Śmierć Ukraińcom” stwierdza: – Wyjaśniło się, że to prowokacja – mówi. – Na początku marszu została uczestnikom przedstawiona lista haseł, jakie organizatorzy zatwierdzili na tę uroczystość oraz informacja, że wszelkie inne hasła wznoszone samoistnie bez udziału prowadzącego uznawane będą za prowokację – podkreślił Majkowski, dodając, że hasła „polski Przemyśl, Polski Lwów” nie było na wspomnianej liście.
Śledczym należą się gratulacje za tak szybkie zatrzymanie podejrzanego, ale nie wszyscy mają chęć pogratulować. – Jak ktoś krzyknął „Śmierć Ukraińcom”, to zadziałali natychmiast, a tego, który krzyczał na Panachydzie „Jeszcze Polska nie zginęła, ale zginąć musi” jakoś nikt nie szuka i nie chce ukarać – irytuje się młody przemyślanin. To jednak nie jest prawda, bo, jak się dowiedzieliśm,y śledztwo w sprawie antypolskiego okrzyku trwa i prowadzi je przemyska KMP pod nadzorem prokuratury.
Monika Kamińska



13 Responses to "Śledczy namierzyli krzyczącego „Śmierć Ukraińcom”"