Śledztwo ws. śmierci Marka Pomykały będzie wznowione

Marek Pomykała 29 kwietnia 1997 r. w nocy wyszedł w domu i do dzisiaj nie wiadomo, co się z nim stało. Ciała dziennikarza nigdy nie odnaleziono. W 2007 r. został formalnie uznany za zmarłego. Fot. Martyna Sokołowska

Jest szansa na przełom w sprawie Marka Pomykały. Prokuratura Krajowa zdecydowała, że śledczy jeszcze raz przeanalizują sprawę zaginięcia sanockiego dziennikarza, który  23 lata temu wyszedł z domu i słuch po nim zaginął.

O zaginięciu Marka Pomykały, który 29 kwietnia 1997 r. wyszedł z domu i do dzisiaj nie wiadomo co się z nim stało oraz śmierci młodego milicjanta, który zginął w niewyjaśnionych okolicznościach w 1986 r. w Polańczyku szeroko pisaliśmy w świątecznym wydaniu Super Nowości. Okoliczności obu tych spraw do dzisiaj nie wyjaśniono.

Świadek wskazał sprawcę

Obie te sprawy w latach 2014 – 15 badała Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie. Śledztwo zostało wszczęte po tym, jak na policję zgłosiła się Alina K. Ta zeznała, że jej koleżanka Wioletta Z., która przyjaźniła się z emerytowanym policjantem Tadeuszem P., opowiedziała jej, że ten miał się jej przyznać do zabicia Krzysztofa Pyki i Marka Pomykały. Milicjanta miał zabić za to, że nie chciał się zgodzić na tuszowanie okoliczności śmiertelnego wypadku, którego w 1985 r. ów policjant był sprawcą, a sanockiego dziennikarza, bo wpadł na trop popełnionych przez niego zbrodni. Przesłuchana w sprawie Wioletta Z. potwierdziła te słowa, opowiedziała też, w jaki sposób zginął Marek Pomykała oraz wskazała miejsce, gdzie miało dojść do zbrodni i gdzie sprawca miał zakopać ciało. Informację o zabiciu Krzysztofa Pyki przez Tadeusza P. potwierdziła także była żona emerytowanego policjanta, która zeznała, że mąż miał jej wielokrotnie opowiadać o tej zbrodni.
Mimo tego prokurator prowadząca sprawę nigdy nie przesłuchała Tadeusza P. nawet w charakterze świadka. Nie znalazła też wystarczających argumentów, aby przeszukać posesję byłego policjanta, gdzie miał on udusić Marka Pomykałę, ani działki, gdzie miał zakopać ciało dziennikarza. W 2015 r. prokuratura umorzyła oba wątki śledztwa argumentując, że wprawdzie Tadeusz P. miał motyw, aby zabić Krzysztofa Pykę, ale nie ma dowodów, które potwierdzałyby, aby to zrobił lub się do tego przyczynił.
W przypadku Marka Pomykały prokurator nie potwierdziła, aby dziennikarz zajmował się wypadkiem drogowym z 1985 r., Tadeusz P. zdaniem prokurator nie miał więc motywu, aby pozbawić go życia. W tym samym śledztwie prokuratura ustaliła, że śmiertelny wypadek w Łączkach spowodował Tadeusz P. ówczesny zastępca komendanta milicji w Lesku. Sprawca nie odpowiedział jednak za to karnie, bo sprawa się przedawniła.

Śledczy jeszcze raz przeanalizują sprawę

W styczniu tego roku ojciec dziennikarza, Kazimierz Pomykała, poprosił posła Piotra Uruskiego o zainteresowanie sprawą zaginięcia jego syna Prokuraturę Krajową (PK). Pismo w tej sprawie miało trafić na biurko prokuratora generalnego, Zbigniewa Ziobro. PK wystąpiła do prokuratury Okręgowej w Rzeszowie o przekazanie akt w sprawie, po ich analizie zdecydowała o wznowieniu śledztwa. – Departament Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej zakończył analizę materiałów sprawy, która wykazała potrzebę wykonania dodatkowych czynności procesowych. Z tych też względów konieczne było podjęcie umorzonego śledztwa – informuje nas Prokuratura Krajowa. Zarówno w sprawie Krzysztofa Pyki jak i Marka Pomykały śledztwo, tak jak poprzednio, toczyło się będzie z artykułu 148 kk, który dotyczy zabójstwa. Nie wiadomo jeszcze, czy sprawę nadal będzie prowadziła rzeszowska okręgówka, czy śledztwo zostanie przeniesione do innej prokuratury.

Nowy świadek

W sprawie zaginięcia Marka Pomykały pojawił się nowy świadek. Twierdzi, że kilka miesięcy przed zaginięciem dziennikarz mówił mu, że pracuje nad sprawą śmiertelnego wypadku z 1985 r. w Łączkach, którego sprawcą – jak dzisiaj już wiemy – był emerytowany policjant, Tadeusz P. Ten sam, którego Wioletta Z. w 2014 r. wskazała jako zabójcę Pomykały. Nowy świadek jest brakującym ogniwem, łączącym dziennikarza i emerytowanego policjanta. Pięć lat temu rzeszowska prokuratura umorzyła śledztwo, bo jak czytamy w uzasadnieniu, w toku śledztwa nie potwierdziła, aby Pomykała zajmował się wypadkiem w Łączkach, Tadeusz P. nie miał więc motywu, aby pozbawić go życia. Zeznania znajomego Pomykały rzucają więc na sprawę nowe światło. – Byłem już w tej sprawie na komendzie policji w Sanoku, poinformowałem mundurowych o tych fakcie – mówi Super Nowościom przyjaciel Marka Pomykały. To ważny trop w sprawie zaginięcia dziennikarza i może stanowić przełom w śledztwie. Jak wynika z naszych ustaleń w 1997 r., kiedy zaginął Pomykała, Tadeusz P. pracował w komendzie policji w Sanoku jako szef jednego z wydziałów. Pomykała z racji wykonywanego zawodu współpracował m.in. z sanocką drogówką. Jak relacjonują znajomi, miał jeździć w nocnych patrolach w celu zbierania informacji do materiałów prasowych. Nie jest więc wykluczone, że znał się także z Tadeuszem P., mógł go też pytać o okoliczności wypadku w Łączkach.

„Nadzieja umiera ostatnia”

Czy nowe śledztwo wyjaśni okoliczności tajemniczego zaginięcia Marka Pomykały? Rodzina czeka na to od 23. lat. – Cieszę się, że sprawa zostanie jeszcze raz przeanalizowana, ale czy wierzę, że tajemnica zaginięcia Marka zostanie rozwikłana? Bardzo bym chciał, bo czekamy na to od wielu lat. Dziennikarzom udało się nagłośnić sprawę, teraz wszystko w rękach świadków, którzy muszą powiedzieć prawdę, oraz prokuratorów – to od nich i od ich podejścia do sprawy zależy, czy sprawę zaginięcia Marka uda się w końcu rozwikłać – mówi Super Nowościom Kazimierz Pomykała, ojciec sanockiego dziennikarza.

Martyna Sokołowska

One Response to "Śledztwo ws. śmierci Marka Pomykały będzie wznowione"

Leave a Reply

Your email address will not be published.