
RZESZÓW. Do wypadku rządowej kolumny doszło w lutym br. w Oświęcimiu. Po wypadku pojawiło się wiele wątpliwości co do zachowania procedur w trakcie przejazdu kolumny samochodów rządowych.
Prokuratura Krajowa postanowiła o przeniesieniu śledztwa w sprawie niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez policję i prokuratorów podczas wypadku z udziałem premier Beaty Szydło do Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie. Sprawą zajmie się teraz albo sama Prokuratura Regionalna, albo wyznaczona przez nią podległa jej prokuratura.
– Śledztwo dotyczy przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy policji i prokuratorów, którzy wykonywali czynności służbowe na miejscu wypadku drogowego z udziałem samochodów audi i fiat seicento – mówi prok. Ewa Bialik, rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej. – Śledztwo zostało przeniesione do Prokuratury Regionalnej w Rzeszowie celem wskazania jednostki, która będzie kontynuowała to postępowanie przygotowawcze i to już jest wola Prokuratora Regionalnego, czy pozostanie u nich, czy zostanie przekazane do podległej prokuratury – dodaje.
Po komentarz w tej sprawie zwróciliśmy się do rzecznika Prokuratury Regionalnej. – Nie dotarły do nas jeszcze żadne materiały w tej sprawie, trudno mi się do niej odnosić – przyznaje Mariusz Chudzik, rzecznik PR w Rzeszowie.
Sprawdzą „bezpodstawność czynności” z udziałem kierowcy fiata
Śledztwo, które zostało wszczęte 12 kwietnia, jest wynikiem zawiadomienia złożonego do prokuratury przez posłów PO Cezarego Tomczyka i Agnieszkę Pomaskę. Parlamentarzyści zwracali w nim uwagę na bezpodstawne, ich zdaniem, wykonane czynności z udziałem kierowcy fiata, nieprawidłowe zachowanie prokuratorów obecnych na miejscu zdarzenia oraz niezapewnienie kierowcy dostępu do adwokata w momencie zatrzymania – bezpośrednio po czynnościach na miejscu zdarzenia. Początkowo postępowanie w tej sprawie prowadziła Prokuratura Okręgowa w Kielcach, potem przeniesiono je do Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Ta również zawnioskowała o wyłączenie jej z jego prowadzenia ze względu na konieczność zbadania działań prokuratorów, z którymi z racji wspólnie wykonywanych obowiązków służbowych znają się krakowscy prokuratorzy. To mogłoby budzić wątpliwości co do ich obiektywizmu. Ostatecznie śledztwo trafi do Rzeszowa. Postępowanie to jest jednym z wątków głównego śledztwa dotyczącego wypadku z udziałem premier Szydło. To prowadzone jest w Krakowie. Zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał w nim 21-letni Sebastian K., kierowca seicento.
Wątpliwości po wypadku
Do wypadku doszło 10 lipca. Rządowa kolumna składająca się z 3 samochodów (pojazd, którym jechała premier Beata Szydło poruszał się w środku) przewoziła premier z Krakowa do jej domu w Bieszczadach. Przejeżdżając przez Oświęcim limuzyna premier zderzyła się z fiatem seicento, a następnie uderzyła w drzewo. W wyniku wypadku do szpitala trafiła premier i jeden z funkcjonariuszy BOR.
Zaraz po wypadku pojawiło się wiele wątpliwości co do zachowania procedur w trakcie przejazdu i działań służb podejmowanych tuż po nim. Główne wątpliwości dotyczyły tego, czy rządowe limuzyny spełniały wszystkie warunki kolumny pojazdów uprzywilejowanych, czyli czy w momencie zdarzenia kolumna poruszała się z sygnałami dźwiękowymi i świetlnymi. Kontrowersje wzbudził również fakt, że kilka godzin po zdarzeniu poinformowano, że 21-letni kierowca przyznał się do spowodowania wypadku. Posłowie Platformy Obywatelskiej, którzy rozmawiali z mężczyzną, twierdzą, że wersja wydarzeń podawana przez rząd jest nieprawdziwa, a 21-latek nie przyznaje się do winy i zaoferowali mężczyźnie pomoc prawną. Internauci zorganizowali dla niego nawet zbiórkę pieniędzy na nowy samochód. – Nie możemy pozwolić na to, żeby odmówić godności młodemu człowiekowi z Oświęcimia tylko dlatego, że nie jest władzą. Władza uderza w tego młodego człowieka właśnie dlatego, że stanął na jej drodze, że nie poddał się opresji, że może mieć inne zdanie, inną wersję wydarzeń – mówił poseł Tomczyk.
Katarzyna Szczyrek



10 Responses to "Śledztwo ws. wypadku premier Szydło przeniesione do Rzeszowa"