Ślepa wiara w amantadynę

Sprzedaż amantadyny na 100 tys.mieszkańców w poszczególnych województwach i liczba namiarowych zgonów w okresie wrzesień – listopad 2021 r.
w porównaniu do 5-letniej średniej z analogicznego okresu. Fot. Archiwum

Specjaliści przestrzegają przed wiarą w „zbawczą” siłę adamantany w walce z COVID-19. Ale ludzie, szczególnie na tzw. ścianie wschodniej wierzą w nią i rezygnują ze szczepień. Niestety, mapa najwyższych liczb zakażeń koronawirusem
i zgonów z jego powodu, pokrywa się z tą, dotyczącą ślepej wiary w lek promowany przez lekarza z Przemyśla.

Krótko po wybuchu w Polsce pandemii koronawirusa, Włodzimierz Bodnar, lekarz z Przemyśla ogłosił, że ma rewelacyjne wyniki w leczeniu chorych na COVID-19 amantadyną, znaną od lat 60. zeszłego wieku, obecnie ordynowanego chorym na chorobę Parkinsona i stwardnienie rozsiane. W tej chwili trwają badania nad skutecznością tego leku pod kątem leczenia i profilaktyki COVID-19, jak donosi portal Rynekzdrowia.pl. Wyniki tych badań, mamy poznać w drugim kwartale przyszłego roku. W czym problem zatem z amantadyną? Byłoby idealnie, gdyby lek okazał się skutecznym „batem” na koronawirusa, tym bardziej, że jest stosunkowo tani. Racja, jednak póki co, jego działanie w kierunku COVID-19 nie jest potwierdzone, a mimo to wielu Polaków ślepo w to działanie wierzy i uważa amantadynę za panaceum na koronawirusa oraz alternatywę dla szczepienia! Jak informuje WP, na Podkarpaciu normalna sprzedaż amantadyny przed pandemią koronawirusa wynosiła około 500 opakowań na miesiąc. Dla porównania wiosną tego roku wzrosła ona 40-krotnie, czyli do 22,6 tys. opakowań w marcu i 17,8 tys. w kwietniu. W kolejnych miesiącach na Podkarpaciu stale kupowano 5 – 6 razy więcej adamantany niż normalnie, a przed czwartą falą mieszkańcy regionu robili zapasy tego leku. Sprzedawano 3 – 4 tys. opakowań miesięcznie. W listopadzie natomiast sprzedano go na Podkarpaciu blisko 10 tys. opakowań. Podobna tendencja dała się dostrzec na Podlasiu i Lubelszczyźnie.

Skąd ją biorą?

Jednak amantadynę mieszkańcy ściany wschodniej mieli i mają nie tylko z aptek. Bywa przywożona z Ukrainy i sprzedawana na bazarach, a także, jak ustalili dziennikarze WP, rozdawana przez księży przeciwnych szczepieniom w niektórych parafiach. Lekarze alarmują, bo w takich sytuacjach lek jest przyjmowany bez żadnej kontroli medycznej! – Ludzie leczyli się nią z pomięciem testów, bez konsultacji z lekarzem. Ci, którym nie pomogło, trafiali do nas już w bardzo ciężkim stanie – zdradził Wirtualnej Polsce lekarz z jednego z oddziałów covidowych na Podkarpaciu. – Byliśmy wobec tego zjawiska bezradni, bo ostrzegaliśmy, a ludzie i tak robili po swojemu – dodał. Choć w innych regionach wiara w moc amantadyny w walce z koronawirusem jest zdecydowanie mniejsza, nie oznacza, że nie ma w nich przekonanych o tym, że szczepić się nie trzeba, a w razie zakażenia COVID-19 „cudowny lek” raz dwa ich uleczy i po kłopocie. Trudno tę wiarę i „amantadynowców” zachwiać, ale statystyki są nieubłagane. Najwięcej ludzi umiera na COVID-19 tam, gdzie jest najmniej zaszczepionych i kupuje się najwięcej amantadyny. Jak ujawniła WP regionalne rekordy zainteresowania amantadyną pokrywają się z mapą śmiertelności podczas IV fali COVID-19, czyli od września do listopada tego roku. – Na Podkarpaciu odnotowano 1700 zgonów nadmiarowych, to wzrost o 36 proc. w porównaniu do średniej sprzed epidemii. Jeszcze gorzej było w lubelskim: 3185 zgonów, wzrost o 58 proc. Na Podlasiu tej jesieni było 1705 zgonów nadmiarowych, co daje wzrost śmiertelności o 56 proc. – czytamy w serwisie WP. Wnioski chyba nasuwają się same…

emka

5 Responses to "Ślepa wiara w amantadynę"

Leave a Reply

Your email address will not be published.