
MEDYKA. Ruszyły odprawy samochodowe na przejściu granicznym w Medyce. Na terminalu pieszym trudna sytuacja na wejściu do Polski.
We wtorek (16 czerwca) o godz. 0.00 ruszyły znów całodobowe odprawy samochodowe na przejściu granicznym z Ukrainą w Medyce. Nadal trwają na tym samym przejściu, jako jedynym na granicy z UA, odprawy piesze. Choć Ukraina niedawno zniosła obowiązek kwarantanny dla odwiedzających ją Polaków, niewielu się tam wybiera. Wręcz odwrotnie jest z Ukraińcami, którzy mogą przekraczać granicę, by w Polsce pracować czy studiować. Na odprawę na wejście do Polski oczekuje po kilkaset osób. Straż Graniczna wyjaśnia, że musi robić przerwy w odprawach na dezynfekcję oraz ograniczać liczbę odprawianych jednocześnie podróżnych. A podróżni narzekają, bo trzeba długo czekać, ostatnio w deszczu.
Po przejściu granicznym w Korczowej to w Medyce jest drugim na Podkarpaciu, które obsługuje ruch samochodów osobowych i ciężarówek. Medyka „ruszyła” we wtorek (16 czerwca) o godz. 0.00 zgodnie z rozporządzeniem MSWiA wydanym dzień wcześniej. Do godz. 7.00 do Polski wjechało 7 osobówek i 16 ciężarówek, wyjechało natomiast jedno auto osobowe i 8 ciężarowych.
Tymczasem nieco wcześniej Ukraina zniosła obowiązek kwarantanny dla podróżnych przybywających z Polski. Ci jednak nie kwapią się iść czy jechać do naszych wschodnich sąsiadów, bo po powrocie do Polski czekałaby ich 14-dniowa kwarantanna.
Prawdziwe oblężenie przeżywa natomiast medycki terminal odpraw pieszych od strony wejścia na teren RP. Przypomnimy, że medyckie przejście graniczne jest w tej chwili jedynym na całej granicy z Ukrainą, które obsługuje niezmotoryzowanych podróżnych. – W tej chwili średnio na dobę odprawianych jest około 3 tys. podróżnych przekraczających granicę pieszo – informuje chor. szt. Piotr Zakielarz z referatu prasowego Bieszczadzkiego OSG. – Około 2 tys. podróżnych do nas przychodzi, około tysiąc opuszcza pieszo teren RP – precyzuje.
Przychodzący do Polski to głównie Ukraińcy, którzy znów mogą pracować w Polsce oraz studenci u nas się uczący. – Na granicy zewnętrznej UE nadal realizowane są wytyczne dotyczące kontroli sanitarnej, a Straż Graniczna zbiera i rejestruje w bazie sanitarnej szczegółowe dane dotyczące miejsca pobytu osób kierowanych na kwarantannę – przypomina chor. szt. Zakielarz. Technicznie odbywa się to tak, że strażnicy graniczni poza normalną odprawą muszą mieć dokładne dane adresowe, aby służby sanitarne wiedziały, gdzie dana osoba w Polsce się zatrzyma. – Zdarza się, że przychodzi ukraiński podróżny do odprawy i… nie umie powiedzieć, pod jakim adresem będzie pracował – opowiadają strażnicy graniczni. – Normalnie należałoby go cofnąć na Ukrainę, ale nie robimy tego – przyznają. – W takiej sytuacji podróżny dzwoni do swego polskiego pracodawcy, ustala ten adres, a to wszystko trwa niestety – wyjaśniają. Do tego w pawilonie odpraw zgodnie z antykoronawirusowymi procedurami odbywa się co 2 godziny dezynfekcja, która trwa około 30 minut. Na jej czas odprawy się zawiesza. – Do odpraw pieszych wykorzystywana jest cała dostępna infrastruktura pawilonu odpraw – podkreśla chor. szt. P. Zakielarz. – Mamy tam sześć punktów odpraw i wszystkie całodobowo są czynne – dodaje. Tak strona polska wyjaśnia długi czas oczekiwania na wejście na teren RP w Medyce, gdzie gromadzi się czasem po kilkuset podróżnych. – Żyjemy w XXI wieku – przypomina z kolei pewien przemyślanin. – Przy odrobinie pomyślunku i dobrej woli dałoby się to usprawnić. Jak? Na przykład porozumieć się ze służbami Ukrainy i spowodować, by formularze adresowe podróżni dostawali do wypełnienia już podczas odprawy na wyjście z UA – podpowiada. – Warto też, by ukraińskie media i tamtejsze służby informowały ukraińskich podróżnych, że muszą znać dokładny adres swego miejsca pracy w Polsce – doradza mieszkaniec Przemyśla. – Rozmawiamy także z ukraińskimi mediami i prosimy o nagłaśnianie tego – zapewnia z kolei chor. szt. P. Zakielarz.
Monika Kamińska


