Słowa „przepraszam” jednak nie zna

Pani Ewa wcześniej pisała do firmy, wyjaśniała sprawę i nic z tego nie wynikało. Dopiero po naszej publikacji firma zmieniła zdanie. Fot. Monika Kamińska
Pani Ewa wcześniej pisała do firmy, wyjaśniała sprawę i nic z tego nie wynikało. Dopiero po naszej publikacji firma zmieniła zdanie. Fot. Monika Kamińska

PRZEMYŚL. Firma ubezpieczeniowa zmieniła zdanie po naszej publikacji.

Tuż przed świętami pani Ewa, nauczycielka z Przemyśla, otrzymała od jednej ze znanych firm ubezpieczeniowych kategoryczne wezwanie do zapłaty. Kobieta zwróciła się do nas, a my zainterweniowaliśmy. Dziwnym trafem teraz okazało się, że… zaszła omyłka i pani Ewa płacić nie musi. Kobieta jednak nie doczekała się słowa „przepraszam” od tak poważnej firmy.

Z wezwania do zapłaty wynikało, że ponad półtora roku temu, w marcu 2014 roku miało dojść do zalania u sąsiadki pani Ewy. Przemyślanka nic o tym nie wiedziała. Z tym większym zdziwieniem przyjęła informacje, że ma zapłacić prawie 1250 złotych firmie ubezpieczeniowej, która mieszkanie sąsiadki ubezpieczała, a szkodę uznała i wyrównała. – Do zalania u sąsiadki miało dojść przez wadliwe położenie kafelków na moim balkonie – wyjaśniała nam wcześniej pani Ewa. – Tylko że u mnie nikt nie był i niczego nie sprawdzał – opowiadała.

Kobieta pisała pisma do firmy ubezpieczeniowej, ale bez echa. Dziwnym trafem po naszej publikacji pojawił się u niej rzeczoznawca z tej firmy. – Twierdził, że wcześniej nie mógł mnie zastać, a nie będzie tak „pielgrzymował” – opowiada przemyślanka. Teraz „udało się” zastać panią Ewę i nawet obejrzeć „podejrzane” kafle na balkonie. W ekspresowym tempie kobieta dostała także pismo, w którym firma informuje, iż pani Ewa zalaniu u sąsiadki winna nie jest i nic płacić nie musi. – To bardzo miło – mówi kobieta. – Ale nie doczekałam się tak prostego słowa, jak „przepraszam” – uśmiecha się ironicznie. – To nie była żadna omyłka, tylko zwyczajne niedbalstwo tej firmy! Tymczasem zachowują się, jakby się nic nie stało, a tak naprawdę chcieli ode mnie bezprawnie pieniędzy – dodaje.

To rzeczywiście przykre, że poważna firma ubezpieczeniowa nie fatyguje się nawet, by ustalić stan faktyczny i od razu wzywa do zapłaty, oraz nawet nie stać jej na zwyczajne „przepraszam”. A niepokojące jest, że dostrzega swe niedbalstwo dopiero po interwencji dziennikarskiej.

Monika Kamińska

2 Responses to "Słowa „przepraszam” jednak nie zna"

Leave a Reply

Your email address will not be published.