Śmierć przyszła za czwartym razem

Tak wyglądał wrak rozbitego szybowca, w którym zginął młody pilot. Fot. Wit Hadło
Środa, 3 maja 2017 r. – czwarty wypadek szybowca w ciągu ostatnich dwóch lat na lądowisku w Laszkach i pierwsza ofiara śmiertelna – 21-letni Bogusz z Przeworska, student dęblińskiej „Szkoły Orląt”. Fot. Wit Hadło

Lądowisko w Laszkach – miejsce pechowe, czy może coś więcej?

Było pogodne wiosenne popołudnie, koniec długiego weekendu – trzeci dzień maja. Na lądowisku w Laszkach loty szybowcami odbywali członkowie Aeroklubu Ziemi Jarosławskiej. Start za startem, lądowanie za lądowaniem. Jak ustaliliśmy, to był prawdopodobnie trzeci tego dnia lot Bogusza. Miał 21 lat, był chłopakiem stąd, z Przeworska, studiował już na trzecim roku w słynnej dęblińskiej „Szkole Orląt” – kolebce wszystkich polskich wojskowych pilotów. I nagle: tragedia. Coś dzieje się w powietrzu, tuż po rozpoczęciu wznoszenia maszyny na linie wyciągarki. Szybowiec spada na ziemię…

– Szybowiec był w fazie wznoszenia, gdy nagle zaczął spadać i rozbił się o płytę lotniska – relacjonował jakiś czas potem naszej dziennikarce mł. brygadier Zygmunt Jasiłek, zastępca komendanta Powiatowej Komendy Państwowej Straży Pożarnej w Jarosławiu. – Mężczyzna został ewakuowany z szybowca i natychmiast reanimowany przez przybyłą załogę karetki i strażaków z miejscowej OSP. Na miejsce przyleciała także karetka lotniczego pogotowia ratunkowego, ale jedyne, co lekarz mógł zrobić, to stwierdzić zgon pilota.

Koniec wszystkiego
W jednej chwili śmierć zabiera człowieka, przed którym całe życie. Wyobraźmy sobie, co musi czuć ojciec Bogusza (jego matka zmarła), koledzy ze szkoły pilotów, rówieśnicy z lotniska, na którym ćwiczył, kumple z boiska, z którymi kopał w piłkę. Bogusz nie zostanie, tak jak marzył, pilotem śmigłowców, nie założy rodziny, nie będzie żołnierzem, ojcem… Wszystko skończyło się na tym płaskim, zielonym lądowisku w Laszkach w jednej chwili, nieodwołalnie…

Sprawą śmiertelnego wypadku zajmuje się Prokuratura Rejonowa w Jarosławiu. Jak nas poinformował prokurator Dariusz Łupiński, śledztwo zostało wszczęte z art. 177. kodeksu karnego, paragraf 2. „Jeżeli następstwem wypadku jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat ośmiu.”

Nikt, jak dotąd, nie usłyszał zarzutów. Trwają czynności w sprawie. Prokuratura oczekuje na opinię pracującej już od dnia wypadku Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Kilka osób, które były świadkami wypadku, będzie przesłuchanych.

Pozostają proste pytania, które zadajemy sobie wraz z ludźmi: czy dopełniono wszystkiego, aby tej tragedii zapobiec? Czy za tą śmiercią nie stoją jakieś niedopatrzenia? Czy kolejny wypadek w Laszkach to tylko dzieło nieszczęśliwego splotu przypadków? I wreszcie – jeżeli jest to „splot przypadków”, to czy rzeczywiście musiało do niego dojść?

Cztery wcześniejsze wypadki w Laszkach
Jeśli ktoś uważnie czyta Super Nowości, powinien pamiętać tych kilka artykułów z lata 2016 roku, kiedy pisaliśmy o serii wypadków na lądowisku w Laszkach użytkowanym przez Aeroklub Ziemi Jarosławskiej, którego prezesem i szefem szkolenia jest Damian Ćwiękała. Jako gazeta odpowiedzialna za otoczenie, w którym żyjemy, opisywaliśmy cztery wypadki, do jakich doszło w Laszkach w latach 2015 – 16, zadając pytanie – dlaczego tak często źle dzieje się w Laszkach w kwestii bezpieczeństwa lotów? Trzy z wypadków dotyczyły startujących szybowców, jeden – wybuchu silnika w samolocie „Gawron”. Ten ostatni wypadek pominiemy. Można więc powiedzieć, że jeżeli chodzi o szybowce w Laszkach, to śmierć przyszła tam za czwartym razem…

Pierwszy wypadek szybowca w Laszkach to 15 marca 2015 roku. Według oficjalnej wersji wydarzeń, pilot stracił orientację w terenie i zwalił się maszyną na ziemię. Szybowiec został całkowicie zniszczony, zaś pilot odniósł obrażenia nóg i głowy.

Drugi wypadek szybowca w Laszkach to 24 maja 2015 roku. Tym razem zerwała się lina holownicza w trakcie startu za wyciągarką. Pilot-uczeń nie odniósł żadnych obrażeń, co graniczy z cudem, jeżeli zważyć, że szybowiec uległ całkowitemu zniszczeniu.

Trzeci wypadek to 19 sierpnia 2015 roku. W trakcie startu za wyciągarką lina holownicza uległa pęknięciu lub rozplątaniu. 46-letni pilot z Warszawy doznał połamania nóg, pęknięcia miednicy, połamał większość żeber, doznał stłuczenia mózgu, ma też zeza pourazowego. Dłuższy czas poruszał się tylko na wózku inwalidzkim.

Masa wypadków, a jakie wnioski?
Krótko rzecz ujmując, wnioski z tych wypadków można skwitować jednym zdaniem: „Nie interesujcie się tym wszystkim, nie wasza sprawa”. Na taki mur milczenia, na jaki natknęliśmy się pytając o wypadki szybowców na lądowisku w Laszkach, nie natknęliśmy się jako redakcja nigdy wcześniej. Mamy cały stos dokumentacji, w której usiłujemy dociec, w jaki sposób mogą powtarzać się podobne do siebie wypadki i dlaczego tak się dzieje. Zadajemy pytania władzom Aeroklubu Ziemi Jarosławskiej, piszemy do Urzędu Lotnictwa Cywilnego i nie otrzymujemy w zamian nic, co moglibyśmy przedstawić Państwu jako metody czy sposoby zapobieżenia kolejnym wypadkom, kolejnym nieszczęściom w Laszkach. Wygląda to tak, jak gdyby zwykli ludzie nie zasługiwali na to, aby się w ogóle w sprawy lotów na szybowcach mieszać…

A przecież chodzi m.in. o to, że na tym lotnisku szkolą się dzieci i młodzież z naszego regionu! Są wśród nich z pewnością dzieci naszych Czytelników! A niechby nawet nie było tam ani jednego dziecka Czytelników Super Nowości, to przecież również nic nie zmienia! Czy w cywilizowanym kraju opinia publiczna nie ma prawa wiedzieć podstawowych rzeczy o działalności tego lub owego aeroklubu, jak chociażby o liczbie użytkowanych przez niego szybowców? Nie dostaliśmy odpowiedzi od prezesa Aeroklubu Ziemi Jarosławskiej Damiana Ćwiękały nawet na tak banalne pytanie.

Damian Ćwiękała kontynuuje tę taktykę również i teraz. Nie odpowiada na żadne pytania zadane mu przez naszą redakcję. A nie są to znowu pytania trudne i tajne, bo np. takie: Jakie znaki miał rozbity szybowiec? Czy był zarejestrowany na Aeroklub Ziemi Jarosławskiej? Jeśli nie na Aeroklub Ziemi Jarosławskiej, to na kogo był zarejestrowany? Kto był jego właścicielem (owner), a kto użytkownikiem (holder)? Kto był kierownikiem lotów w chwili wypadku z 3 maja? Kto obsługiwał wyciągarkę? Jakie szybowce są obecnie własnością Aeroklubu Ziemi Jarosławskiej – proszę podać typ szybowca, jego znaki, rok produkcji, w jakiej firmie jest ubezpieczony? Jakie jeszcze szybowce – oprócz tych aeroklubowych – są wykorzystywane przez pilotów aeroklubu na lotnisku w Laszkach?

Z Aeroklubu Ziemi Jarosławskiej znowu odpowiada nam – i Państwu – milczenie.

Środowisko lotnicze w regionie jest małe i dosyć hermetyczne. Dlatego – jak się dowiadujemy – o tym, że w Aeroklubie Ziemi Jarosławskiej źle się dzieje w tym środowisku wiedziano. Co więcej, były podejmowane działania w kierunku uzdrowienia sytuacji na lądowisku w Laszkach. Tajemnicą poliszynela jest, że poziom zagrożenia był tam postrzegany jako tak wysoki, że było jasne, iż do kolejnego wypadku kiedyś dojdzie. I doszło. I nikt nie czuje satysfakcji, że to przewidział…

Ostatnie pożegnanie Bogusza
Bogusz spoczął na cmentarzu w Przeworsku w sobotę, 6 maja, po wzruszających uroczystościach w tamtejszej bazylice Ducha Świętego. W swojej rodzinnej miejscowości, wśród przodków. Nie powinien jeszcze tam się znaleźć, o wiele za wcześnie na to. Nigdy nie powinno tak być, aby rodzic chował swoje dziecko, to największa z ludzkich tragedii. I nie zmienią tego wzniosłe słowa zamieszczane w Internecie, nawet najpiękniejsze porównania. Bo Bogusz już nigdy nie poleci. Nie żyje. Zginął. Czy wyciągniemy z tej śmierci jakieś wnioski? Oby tak było.

***
PS W tym artykule nie poruszyliśmy wszystkich wątków związanych z brakiem bezpieczeństwa w Aeroklubie Ziemi Jarosławskiej. Do tematu wrócimy.

Mirosław Przybylski

6 Responses to "Śmierć przyszła za czwartym razem"

Leave a Reply

Your email address will not be published.