Śmierci dziecka nie zapobiegnie ustawa, tylko czujność lekarza

3.qxdTragiczne przypadki odmów przyjęcia do szpitala dzieci, które zakończyły się ich śmiercią (np. ranny w wypadku ośmiolatek z Oleśnicy lub dwulatek z Jaworzna) zaowocowały zaostrzeniem przepisów w tej sprawie. Teraz odmowa przyjęcia dziecka do szpitala wymaga uprzedniej konsultacji z ordynatorem oddziału, do którego dziecko miałoby być przyjęte, jego zastępcą, albo lekarzem kierującym tym oddziałem. Wynik tej konsultacji odnotowywany jest także w dokumentacji medycznej.

Czy zapobiegnie to przypadkom, kiedy rodzice z chorym dzieckiem krążą bezskutecznie od jednej placówki do drugiej? Moim zdaniem, nie. Dlaczego? Bo to kolejny martwy przepis, którego nie da się zastosować z jednej, prostej przyczyny. Otóż fizycznie niemożliwe jest, by na szpitalnym oddziale ratunkowym, na który trafia średnio kilkudziesięciu małych pacjentów ordynator/kierownik konsultował każdy przypadek, który nie kwalifikuje się do przyjęcia na hospitalizację. Przecież dzieci nie trafiają do szpitala w godzinach pracy ordynatora czy kierownika. A ściąganie go o godzinie pierwszej, drugiej czy trzeciej w nocy, by podjąć taką decyzję jest, delikatnie mówiąc, chore. To lekarz pracujący na SOR powinien być i jest odpowiedzialny za to, co robi i co dzieje się w szpitalu. To on, jako specjalista w swojej dziedzinie, ma prawo do podejmowania decyzji i on powinien ponosić konsekwencje swojego postępowania.

Mam przy tym nadzieję, że na szpitalnych oddziałach ratunkowych, gdzie od decyzji lekarza często zależy życie pacjentów, trafiających tu w różnych stanach zagrożenia życia czy zdrowia nie dyżurują sami lekarze rezydenci, tak naprawdę dopiero uczący się zawodu i nie posiadający dużego doświadczenia.

Konkludując, uważam, że to, czy dziecko zostanie odesłane bez pomocy zależy przede wszystkim od indywidualnego podejścia, czujności, szybkości interpretowania objawów i umiejętności podejmowania decyzji przez określonego lekarza. Przecież każdy z nich, nie tylko ordynator, ma prawo wykonywania zawodu, każdy więc odpowiada za to, co robi. Nie można stać nad każdym i dyktować jak dziecku, co ma robić. Wszystko, jak w każdym zawodzie, zależy od ludzi, ich rzetelności i poważnego traktowania tego, co robą. Niczego tu nie da się załatwić żadną ustawą.

Redaktor Anna Moraniec

Leave a Reply

Your email address will not be published.