
PRZEMYŚL. W sali obrad przemyskiej Rady Miejskiej nie ma ani jednej gaśnicy. Co by było, gdyby wybuchł pożar?
Na rażące zaniedbanie w zakresie bezpieczeństwa zwróciła ostatnio uwagę radna PO, Ewa Sawicka, apelując, żeby zainwestować jednak w gaśnice, bo licho nie śpi. I wcale nie był to żart, bo gdyby wybuchł pożar, niełatwo byłoby się ewakuować z sali obrad przemyskiej Rady Miejskiej, a gasić go nie byłoby czym.
Sala jest duża i bardzo wysoka. Pełno w niej tapicerowanych krzeseł i drewnianych elementów. Okna są usytuowane na takiej wysokości, że mężczyzna przeciętnego wzrostu najwyżej „wystaje” głową nad parapet. W razie pożaru i paniki nie byłoby łatwo się do nich dostać, a skok z tak wysoko umieszczonego okna bez skokochronu na beton raczej nie skończyłby się dobrze.
Wyjścia ewakuacyjnego z sali obrad chwilowo brak, bo jeśli za takowe uznać możliwość opuszczenia sali obrad przez tzw. małą salę, to obecnie jest to niemożliwe, gdyż przeniósł się tam z racji remontu USC i drzwi do sali obrad pozostają zamknięte.
– Można uznać, że to „śmieszny” problem – powiedziała do nas Ewa Sawicka. – Ale tak naprawdę, gdyby na przykład nastąpiło zwarcie instalacji elektrycznej i wywołało pożar, nikomu by nie było do śmiechu – zauważyła radna PO.
Dlatego całkiem poważnie i na serio, oficjalnie zwróciła się z interpelacją w tej sprawie. Żeby było zabawniej, radnym klubu Regia Civitas jest Daniel Dryniak, zastępca komendanta wojewódzkiego PSP. Tyle że podczas wystąpienia Sawickiej nie było go w sali. Jest jednak nadzieja, że może jako radny z „prezydenckiego” klubu i doświadczony strażak wpłynie jakoś na prezydenta Roberta Chomę, by wreszcie pojawiły się te gaśnice.
Monika Kamińska



4 Responses to "Śmiertelne zagrożenie dla radnych"